niedziela, 10 sierpnia 2014

Lou. część VII (ostatnia)

Obudziła mnie jakby kogoś rozmowa, dlatego też udawałam,że śpię i się przysłuchiwałam. Jak potem się okazało, Louis gadał sobie z Nicholasem, a raczej do niego. Chłopak zauważył, że się "budzę" i zwrócił się do małego.

- O patrz stary kto się obudził.- Mały spojrzał na mnie, uśmiechnął się i ku mojemu zdziwieniu wyciągnął rączki w moją stronę.

Wzięłam go na ręce.

- Czyżby Ci już tatuś nie odpowiadał?? - Jakież było moje zdziwienie jak chłopczyk w pewnym momencie powiedział...mama. 

Mnie zupełnie zatkało, Lou się uśmiechnął, w tym samym momencie wpadli chłopcy, którzy najwyraźniej wszystko słyszeli bo powiedzieli tylko.

- No mały, dobra robota.- Powiedział Liam. - Racja, lekcję nie poszły w las- dopowiedział Zayn i spojrzał z uśmiechem na mnie.

- Uczyliście go mówić?- Zapytałam ze zdziwieniem.

- Zayn po waszej rozmowie bardzo źle się czuł i obrał sobie za cel, że nauczy małego mówić chociaż słowa mama.- Odezwał się Niall

Wzruszyłam się, wstałam, przytuliłam Zayna i podziękowałam.

- Drobiazg [T.I], ale powiem Ci że łatwo nie było. Widać, że syn Tomlinsona , tak samo uparty.- zażartował chłopak.

- Ey, wiesz co stary dzięki.- Lou udał, że się obraził, jednak po krótkiej chwili wszyscy zaczęliśmy się śmiać, co ciekawe mały razem z nami. Uspokoiliśmy się dopiero jak przyszła pielęgniarka.

- Przeraszam, ale przeszkadzacie innym pacjentom. Ciszej proszę.- powiedziała.

Oczywiście przeprosiliśmy, powiedzieliśmy że więcej to się nie powtórzy. Niestety zaraz potem chciałam wydrapać jej oczy, kiedy zobaczyłam, że puszcza jedno z nich do Louisa, z perfidnym uśmiechem. Było by wszystko dobrze, gdyby nie była młoda, zgrabna, Lou kulturalnie odpowiedział jej promiennym uśmiechem co mnie dostatecznie dobiło.

Czy to znaczy, że jestem zazdrosna o Louisa ? Boże, [T.I] jakaś Ty głupia, oczywiście, że jesteś - skarciłam się myślach. Stałam tak chyba za długo, bo z transu wyrwały mnie dopiero głosy chłopaków.

- Halo,[T.I], Pytaliśmy o coś.- mówili do mnie machając mi przed oczami.

- Yyyy..Tak, co się stało?- obudziłam się.

- Pytałem, czy jedziesz z nami, czy zostajesz z Louisem?- Zapytał Liam

- Zostanę tutaj na noc, moglibyście tylko małego zabrać?

- O nie, nie.Jedziesz z chłopakami, musisz się wyspać a nie tylko Nicki.- odparł zatroskany Lou.

- Ale...Ty, tutaj...- zaczęłam się jąkać.

- Nic mi nie będzie, proszę Cię jedź. Zobaczymy się jutro, obiecuje, że nie umrę.- próbował zażartować.

Kiedy usłyszałam o śmierci od razu pobladłam, usiadłam i stanowczo, tonem nieznoszącym sprzeciwu powiedziałam że teraz stanowczo zostaje, i zdania nie zmienię.

- Aleś Ty uparta,zupełnie jak osioł.- Odparł Liam

- Tak, wiem. To co odwieziecie mojego syna do domu?- W tym momencie Louis znacząco odchrząknął, spojrzawszy na niego od razu się poprawiłam- to znaczy naszego syna do domu? Zadzwonię do rodziców ich uprzedzić.

Chłopaki choć niechętnie, zobaczywszy moje maślane oczy, z trudnością się zgodzili i wzięli małego.

- Kocham Was chłopaki.- Ucałowałam i wyściskałam ich i naturalnie zrobiłam to samo z małym.

Tym o to sposobem zostałam z Lou, który prawił mi kazania, że jestem blada, schudłam, że syn mnie potrzebuje i inne takie rzeczy. Wywróciłam tylko oczami, na jego kazania,chłopak widząc moją reakcje przestał i zmienił temat. Spokój jednak nie trwał długo, ponieważ przyszła ta głupia pielęgniarka co uprzednio, a mnie znowu szlag trafiał, próbowałam na wszystkie możliwe sposoby opanować złość, ale kiedy zobaczyłam, jak ta laska pochyla się nad Lou świecąc swoim dekoltem, który mimo moich oczekiwania był za obszerny na szpital, po prostu coś we mnie pękło, nie mogłam tego znieść. Byłam wściekła.Wiedząc że jeszcze chwilę a nie wytrzymam i wytargam ją za te blond kłaki, wstałam wymamrotałam zaraz wracam i wyszłam.Byłam na tyle zła, że wychodząc trzasnęłam drzwiami i naprawdę nie interesowało mnie, że ktoś mi zaraz zwróci uwagę. Miałam zupełnie dosyć i prosiłam Boga by on w końcu wyszedł z tego przeklętego szpitala. Korzystając z wyjścia poszłam do szpitalnego sklepiku kupić sobie coś do jedzenia i kawę, po czym miałam wracać do Louisa, jak na ironie za każdym razem jak śpię, albo wychodzę zawsze muszę być świadkiem jakieś rozmowy, tym razem nie było wyjątku. Nie byłam jeszcze dostatecznie spokojna, więc nie chciałam wchodzić, postanowiłam za to stanąć kawałek od drzwi i podsłuchiwałam, Lou rozmawiał z tą zołzą, no bo niby z kim by innym. Słowa, które usłyszałam nie spodobały mi się zupełnie.

- Łączy Cię coś z Nią?- zapytała

- Z kim? - odpowiedział jakby nie miał pojęcia o co jej chodzi.

- No.. z.. tą dziewczyną co tu siedziała.- dociekała

- A z [T.I]? Tak, to znaczy nie, a właściwie to mamy razem dziecko, nic więcej. Chociaż się starałem. - odpowiedział, a ja byłam ciekawa co ona mu odpowie, więc słuchałam dalej.

- Nie zasługujesz ma nią, nie jest Ciebie warta. Nie zaprzątaj sobie nią głowy.- Przekonywała chłopaka, a we mnie coraz bardziej wrzało.

A to podstępna żmija!!.- mówiłam w myślach.

Już chciałam wchodzić, kiedy nagle Louis się odezwał, więc jeszcze chwile postałam w ukryciu.

- Dlaczego uważasz, że nie jest mnie warta, nie znasz jej, nie wiesz jaka jest. Nic nie wiesz-mówił chłopak.

- Uważam tak, bo ja jestem sto razy lepsza od niej, proszę Cię nie widzisz tego ? Naprawdę, aż tak jesteś zaślepiony? Potrzebujesz kogoś, spokojnego kto będzie dla Ciebie zawsze, wszędzie o każdej porze. Ta Twoja [T.I] wygląda na zazdrosną histeryczkę. Nie był byś z Nią w ogóle szczęśliwy.

- Wcale nie wiesz co było by dla mnie najlepsze, jesteś tylko pielęgniarką , w ogóle nie przypominam sobie byśmy byli na Ty! Nie znasz ludzi to nie oceniaj, Przy okazji, myślę, że już skończyłaś co miałaś więc możesz wyjść.

- Ale...- próbowała mówić.

- Wyjdź do cholery, kobieto albo ochronę wezwę, Ty jesteś nienormalna. Wynocha!!! - zaczął się denerwować.

Po tych słowach postanowiłam wejść do środka, by nikt mnie nie przyłapał.

- Lou, jakiś problem? Słychać Twoje krzyki w całym szpitalu. Wiesz, że nie możesz się denerwować.

- Nie martw się [T.I], wszystko jest ok, a ta PANI już wychodzi.- podkreślił to jedno słowo.

Kobieta stała jak wryta, bliska łez, ale nie było mi jej szkoda, należało jej się.

- No nie słyszała Pani, proszę wyjść. Dziękujemy za opiekę, ale co za dużo to też nie zdrowo.- powiedziałam.

Kobieta spojrzała na mnie.Po oczach było widać, że kipi ze złości, chwile potem nareszcie wyszła. Po całej sytuacji podeszłam do Louisa i nie panując nad swoim ciałem ostrożnie przytuliłam się do Niego. Szatyn był zdziwiony moim ruchem, ale odwzajemnił gest. Stałam wtulona w Louisa jeszcze kilka chwil, po czym zajęłam swoje miejsce, tym razem chwytając chłopaka mocno za rękę, chyba troszkę za mocno gdyż chłopak się odezwał

- Ey, słonko spokojnie. Co się dzieje? -zapytał chłopak.

- Wszystko jest ok, naprawdę.- uspokoiłam chłopaka.

- To za co chcesz mi połamać dłoń? - zażartował.

- Oj, przepraszam.- powiedziałam i poluźniłam uścisk lecz chłopak nie odpuszczał.

W końcu pękłam i wszystko mu powiedziałam. Louis nie przerywając, słuchał wszystkiego z uwagą. Po wszystkim zapanowała cisza, jednak ta już mi nie przeszkadzała, w sumie to bałam się jak chłopak na to zareaguje, ale cierpliwie czekałam.

- Kochasz mnie [T.I]?- Zapytał bardzo poważnie, przerywając tym samym ciszę między nami.

Byłam zdziwiona pytanie, które mi zadał. Niby odpowiedź była oczywista, ale bałam się tego jak zareaguje, tego co będzie jak okaże się po jakiś czasie, że to tylko troska o Niego, a nie żadna miłość. Kiedy chciałam już odpowiedzieć, zadzwonił mój telefon. To była mama.

- Ale sobie moment wybrała.- pomyślałam.

powiedziałam chłopakowi by chwilę poczekał, bo muszę odebrać i wyszłam na korytarz .

- Tak mamo? Coś się stało?- Zapytałam.

- Twój kolega przywiózł Nicholaska, mówiąc, że nie chciałaś wracać.- odparła.

- Tak mamo, wiem miałam do Ciebie dzwonić, że małego przywiozą, ale tyle się działo. Dobra nie ważne. Wolałam zostać z Louisem.Nicholas mnie też potrzebuje,wiem jednak nie bałam się bo wiedziałam że będzie w dobrych rękach. Nie martw się. Wszystko w porządku? Poradzicie sobie? 

- Poradzimy sobie, nie martw się. Zresztą mały jak przyjechali był już tak wykończony, że niemalże natychmiast zasnął. Siedzimy z tatą i oglądamy telewizję, za chwile sami się kładziemy bo późno. Trzymaj się i pozdrów Louisa.

- Dobrze mamuś dziękuje, ucałuj tatę i do zobaczenia myślę, że jutro. Pa.- pożegnałyśmy się i odłożyłam telefon.

Wróciłam do sali, zauważyłam, że Lou zasnął, postanowiłam nie budzić go. Spojrzałam jeszcze na zegarek było już grubo po 23.

- Jak ten czas leci.- pomyślałam i wzięłam książkę, którą chłopaki zostawili na stoliku koło łóżka.

Lektura okazała się bardzo wciągająca, nie sądziłam, że chłopaki czytują takie rzeczy. Nie mogłam się od niej oderwać, nawet nie zauważyłam upływającego czasu i nim się obejrzałam, Louis patrzył na mnie tymi swoimi ślepkami, zdziwiłam się troszkę przez co spojrzałam na zegarek okazało się, że już po ósemej.

- Nie spałaś ani minuty, prawda?- powiedział prosto z mostu.

- Yyy.. skąd Ci to przyszło do głowy, oczywiście że...- przerwał moją wypowiedź surowym tonem

- Nie kłam. Przecież widzę, że masz popuchnięte i zaczerwienione oczy. Wiem, że to nie przez płacz, w końcu chyba nie masz powodu prawda?- zapytał jakby na chwile zwątpił w swoje słowa.

- Ech.. no dobrze, masz mnie nie zmrużyłam oka, ale ta książka, jest taka wciągająca i interesująca, po za tym nie byłam śpiąca.- uśmiechnęłam się.

- W takim razie i to bez sprzeciwu, marsz do domu się porządnie wyspać.Nic mi nie jest, chłopaki za chwilę pewnie wpadną i nie będę sam, a my widzimy się wieczorem NAJWCZEŚNIEJ, jasne? - powiedział chłopak.

- Tak, jasne a za mną wejdzie ta blondy dziunia i znowu będzie Cię podrywać, a kto wie może tym razem jej ulegniesz? Nie Lou zostaje i nie obchodzi mnie Twoje zdanie rozumiesz? Skoro chcesz bym szła do domu ok, ale dopiero jak chłopcy przyjdą, nie zostawię Cię samego z tą harpią!!... - Nie wytrzymałam i powiedziałam co myślę. 

Chłopak był zupełnie zaskoczony, chwilę nie wiedział co powiedzieć. Otrząśnięcie zajęło mu chwilę, ale zaraz potem się lekko uśmiechnął i odparł.

- Ty jesteś o mnie zazdrosna.- powiedział.

- Tak, jestem cholernie zazdrosna i uwierz mi, że jak jeszcze raz zobaczę, że ta blond wytapetowana dziunia się w pobliżu Ciebie kręci dłużej niż to konieczne, wydrapie jej oczy i włosy z głowy powyrywam.- Zupełnie nad sobą nie panowałam.

Chłopak się nie odzywał, więc mogłam spokojnie wylać, wszystko co leży mi na sercu. Po pozbyciu się całej złości, która we mnie siedziała poczułam niewiarygodną ulgę. Louis jeszcze chwilę się we mnie wpatrywał, po czym spojrzał w stronę drzwi, chwycił mnie mocniej za rękę i zaczął.

- Tylko spokojnie [T.I], nie rób głupstw. Proszę Cię nic nie mów, nie pytaj patrz na mnie i się nie denerwuj.

- Co się stało? Cze....- i nagle usłyszałam głos tej idiotki.

- Dzień dobry Panie Tomlinson, jak się dzisiaj masz? Widzę, że przylepa też jest.- powiedziała złośliwie, a ja kipiałam.

- Nie daj się sprowokować.- powiedział bezgłośnie trzymając dalej moją dłoń.

- Muszę zbadać pacjenta, odsuń się kobito.- mówiła oschle.

- Z całym szacunkiem, ale kultura nic nie boli.Spróbuj powiem Ci, że fajna sprawa.- powiedział chłopak równie oschle do pielęgniary co ona do mnie.

Jak to usłyszałam i przy okazji zobaczyłam minę tej baby nie mogłam powstrzymać śmiechu. Widząc to po prostu wybiegła prawie z płaczem, a ja w końcu mogłam ryknąć śmiechem nie hamując się. Niestety nic co piękne nie trwa wiecznie usłyszałam męski głos za plecami.

- Witam jestem doktor Davis, słyszałem o całym zajściu, Pani Harrison wszystko mi powiedziała. Spokojnie nie będę Państwa pouczał, ta pani taka po prostu jest. Dobrze nie ważne, jak się Pan dzisiaj ma??

- Dobrze Panie doktorze, jest na prawdę nieźle, lepiej bym się jednak czuł w domu a póki co chciałbym tą oto - wskazał na mnie- piękną kobietę wysłać do domu, bo czuwała przy mnie całą noc, a Pan jako lekarz wie, że nie można tak postępować, prawda? 

- Tak oczywiście, proszę iść do domu, wszystko będzie w porządku. Właściwie to w tej sprawie właśnie przyszedłem. W sumie to jak Pani nie chce zostawiać Pana w szpitalu, możecie za jakieś dziesięć minut opuścić razem ten budynek. Pana wyniki, są w porządku, myślę, że obędzie się bez głupstw z Pana strony ponownych. Zresztą widzę, że będzie Pan w doskonałych rękach. Przeprasza, przyniosę wypis, pakujcie się.  

Byłam bardzo szczęśliwa, Lou zresztą też. W końcu możemy wrócić do domu. Pomogłam mu się spakować, kiedy kończyliśmy lekarz przyniósł wypis, pożegnał się z Nami, zaraz po jego wyjściu rzuciłam się Louisowi w ramiona, tym razem bez skrępowania, oszustw i przekrętów.

- Spadajmy stąd.- powiedział z uśmiechem.

Chwycił rączkę walizki, chociaż byłam temu przeciwna, on twierdził że nie będę tego ciągnąć i sam to robił, tuląc mnie do siebie jednym ramieniem, od czasu do czasu całując mój czubek głowy. Do domu wróciliśmy taksówką, Louisowi, jeszcze nie można chodzić za dużo, a ja chciałam być jak najszybciej na miejscu. Postanowiliśmy, że zamieszkamy z moimi rodzicami, póki Lou do końca nie wydobrzeje, a potem znajdziemy coś dla Naszej małej rodziny. 






piątek, 8 sierpnia 2014

Lou. Część VI

  --- Minęło kilka dni---

Odkąd dowiedziałam się, że Lou jest w szpitalu, codziennie tu jestem, a że mały cały czas tylko tata i tata, to postanowiłam, małego brać ze sobą. Nicholas będzie mógł się dalej drzeć, a i Lou z pewnością się ucieszy jak zobaczy małego gdy się obudzi. Chłopaki za każdym razem są z Nami. Nadal nie wiem co się tak właściwie stało, ale to już nie ważne. Najważniejsze jest w tej chwili to, że Lou wraca do siebie i zdaniem lekarzy może wybudzić się w każdej chwili.

Tego dnia też bawiłam się z Nicholasem przy łóżku Louisa, ah tak zapomniałam wspomnieć, że można go już odwiedzać, z czego bardzo się ciszę. Tym razem siedzimy tu tylko ja i mój aniołek, chłopczyk dalej powtarzał słowo tata jak mantrę co najmniej. Chłopaków z nami tym razem nie było ponieważ mieli coś do załatwienia, ale obiecali się uporać jak najszybciej i wrócić do nas. Kiedy tak siedzieliśmy już kolejną godzinę, zaczęłam przysypiać Nicki dalej był odwrócony przodem do Louisa. W pewnym momencie usłyszałam ciche mamrotanie pod nosem.

- Ni..ni..nic..Nicholas.- Kiedy to usłyszałam od razu otworzyłam szeroko oczy. 

Mały kiedy tylko usłyszał swoje imię zaczął podskakiwać na moich kolanach, wołając.. jak myślicie kogo? Oczywiście Louisa. Wiedziałam, że Lou się wybudza i będzie potrzebować ciszy dlatego próbowałam chłopca uspokoić, jednak im bardziej się starałam tym bardziej mój szanowny syn zaznaczał swoją obecność w tym budynku.

- [T.I]... j..j...jee..jesteś tu.- delikatnie się uśmiechnął.

- Tak, jestem tu, nie przemęczaj się.Odpocznij.- Powiedziałam

- Zostaniesz tu? Ze mną?- Wypytywał jakby się bał.

- Tak. Spokojnie nie przemęczaj się.

- Zostaniemy tu prawda Nicki?- zwróciłam się do chłopca, a ten co odpowiedział? Nic innego jak... tata, uśmiechnął się.

- No widzisz nawet Tomlinson Junior się zgadza.- powiedziałam, w sumie nie przemyślałam tego wcześniej i tak chlapnęłam.

- Tom...Tomlinson?- Zdziwił się chłopak i uśmiechnął się delikatnie.

- Tak, jeśli, oczywiście chcesz...- nie dokończyłam zdania bo chłopak mi przerwał.

- Chcesz aby mały nosił moje nazwisko? A...A... no to znaczy.... ja.... wiem że to zły moment ale....

W sumie wiedziałam co chce powiedzieć, jednak nie przerwałam mu.

- Ale... może skoro Nicholas ma nosić moje nazwisko, może i.... jego śliczna mama by chciała zmienić nazwisko ? Pomyśl tylko, [T,I] Tomlinson, pięknie brzmi prawda?

Przez chwilę myślałam, jednak szybko stwierdziłam

- Tak, to prawda. Pięknie, ale teraz leż spokojnie porozmawiamy jak lepiej się poczujesz. Chłopaki potem do Ciebie zajrzą musieli coś załatwić obiecali, że będą nie długo. Kiedy wstałam z miejsca, mały przeraźliwie wrzeszczał nie zostawiając mi wyboru, musiałam cały czas siedzieć przy szatynie w przeciwnym razie, moje....nasze dziecko oszaleje. Pod wpływem krzyków, aż Lou się ożywił.

- Ey.. mały... daj...daj tatcie... poleżeć dobrze?- uśmiechnął, a mały w jednej chwili... zamilkł. Byłam w szoku.

- Ty mi... nam zaczarowałeś syna czy jak? - zaśmiałam się, chyba pierwszy raz od kilku dni tak na prawdę szczerze.

- M-Ma...s..sie te zdol...zdolności- Powiedział chłopak z uśmiechem na twarzy.

- Oj Lou Ty to jednak skromnością nie grzeszysz, dobra spij, póki Twoje zaklęcie działa.- pokazałam palcem na przysypiającego chłopca.

Po chwili oboje zasnęli. Obudzili się po jakichś trzech godzinach, jak wparowali chłopcy. Natychmiast jak zobaczyli, że Lou się obudził zaczęli go ściskać, przytulać. Nicki poczuł się chyba zazdrosny bo zaczął krzyczeć i wyciągać rączki w stronę Louisa, próbowałam go powstrzymać w końcu Lou nie może się przemęczyć, jednak wyraźnie dziecko nade mną górowało...

- Po..podaj go, nie martw się, ja..jak się zmę..zmęczę to Ci go od..oddam.- przekonywał

- Jesteś tego pewny nie możesz się przemęczać.- byłam zmieszana.

Za nim chłopak mnie namówił minęło trochę czasu, w końcu jednak pękłam i przekazałam mu malca. Chłopczyk był najszczęśliwszym dzieckiem w tej galaktyce chyba, w końcu jest w ramionach swojego taty, znowu roznosił się po szpitalu jego cudowny śmiech, niestety Lou w pewnym momencie poczuł się zmęczony i oddał, a właściwie próbował oddać mi chłopca, było ciężko ponieważ cały czas płakał, chwycił rączkami koszulkę chłopaka bardzo, bardzo mocno.
Siłowałam się z nim jeszcze dłuższą chwilę, na szczęście po wielu próbach wreszcie się udało. Niestety Nicholas mimo, że jest naprawdę mądrym dzieckiem, nie bardzo rozumiał co się dzieję i płakał.Próbowałam go uspokoić na różne sposoby, żeby tylko nie płakał i dał Louisowi odpocząć, jednak moje starania spełzły na niczym. Mały dalej płakał, a Lou dalej nie mógł odpocząć. Chłopaki, którzy przez dłuższą chwilę przyglądali się temu wszystkiemu postanowili mnie odciążyć i zabrali małego na spacer po terenie szpitala, a plac na którym stał był naprawdę spory, więc miałam nadzieje, że mały się uspokoi.

- Na prawdę, przepraszam za niego, nie wiem co się z nim ostatnio dzieje. Możesz już odpocząć.- odparłam.


- Ni...nie ma spr...sprawy, cc..co do zmiany nazw...nazwiska małego, zajmi...zajmiemy się tym jak tyl..tylko wyj...wyjdę, ze szpi..szpitala.- powiedział.


- Spij już, póki nie ma chłopaków.- Zaśmiałam się, chwyciłam chłopaka za dłoń.


- Dzięk...dziękuje.- wydukał jeszcze przed zaśnięciem i ucałował moją dłoń cały czas trzymając.


 Chłopak spał dosyć długo, jednak nie było w tym nic dziwnego, dziwiło mnie natomiast czemu chłopaki z małym tak długo nie wracają. W końcu postanowiłam zadzwonić do chłopaków, co z dzieckiem i jak sobie radzą.


- Halo? Harry, gdzie Wy jesteście? Nicholas daje Wam ostro popalić?- wypytywałam


- Yyy..Cześć [T.I],wszystko jest w jak najlepszym porządku, zresztą sama posłuchaj.- chłopak oddalił telefon od ucha a ja usłyszałam śmiech chłopaków i oczywiście mojego dziecka.


- Nie martw się, bawimy się świetnie będziemy niedługo wraca, a jak Louis ? - Zapytał Hazz.


- Teraz już jestem spokojna, ciesze się że dobrze się bawicie, a co do Lou to śpij. Dobra kończę bawcie się dalej.


- No to pa.- odpowiedział i zakończył połączenie. 


Kiedy tak siedziała, zaczęło mi się nudzić więc postanowiłam przejrzeć internet, a tam? " Louis Tomlinson w szpitalu! Co się dzieje, ze sławnym piosenkarzem?", na jaką stronę bym nie weszła wszędzie było o Lou, jeden portal nawet napisał, że umiera, o ile już nie umarł, tego było już za wiele, wyłączyłam neta wstałam z fotela i podeszłam do okna, nim się spostrzegłam poleciało mi kilka niekontrolowanych łez, jak na złość w tej chwili wparował mój synek ze swoimi wujkami. Starałam się ukryć łzy, niestety chłopcy są zbyt spostrzegawczy i zaczęli pytać co się stało. Odpowiedziałam im, że to tylko z emocji,które gromadziły się we mnie przez dłuższy czas. Przecież nie powiem im, że cały internet huczy od plotek i informacji o domniemanej śmierci ich przyjaciela, po co ich denerwować.Wzięłam małego na ręce, któremu wyraźnie nie podobał się fakt, że Lou śpij, kiedy ten jest obok niego i zaczął na nowo zaznaczać swoją obecność. Mimo moich i chłopaków usilnych próśb mały krzyczał nadal, czym naturalnie obudził Louisa.Chłopak otworzył oczy i spojrzał na Nicholasa, który niemal natychmiast się uśmiechnął i dalej ciągnął rączki w stronę szatyna, kiedy zobaczyłam, że Louis odwzajemnia ten gest oddałam mu małego, który czuł się u taty najwyraźniej najlepiej, bo przestał krzyczeć a co najważniejsze płakać.


- Teraz jasno i wyraźnie widać, że mama mu nie potrzebna, najważniejsze żeby tata był w pobliżu.- zaśmiałam się. 


- Co ty bredzisz? Dziewczyno przecież Nicki, potrzebuje Ciebie jak i Louisa. Oboje Was kocha tak samo, a to że do Louisa ciągnie to pewnie zasługa tego, że dotąd nie miał taty teraz kie...- Zayn przerwał wypowiedź, kiedy zobaczył jak wybiegam z płaczem z pomieszczenia. 


- Boże Zayn, Ty to jednak głupi jesteś, nie widzisz jak ją to boli.- skarcili go chłopcy. 


Tylko tyle było dane mi usłyszeć, ponieważ byłam już za daleko, po raz kolejny przez tak krótki okres czasu siedzę tu i płaczę, ale może Zayn ma rację? Może to moja wina? Może gdybym....- moje rozmyślania w ciszy przerwał czyjś głos, jak się potem okazało, był to Zayn. Zajął miejsce koło mnie i zaczął swój monolog.


- [T.I, ja.. ja przepraszam nie powinienem tego mówić, przepraszam. Proszę nie płacz już.- próbował mnie przytulić, ale się odsunęłam.


- Nie Zayn, nie masz mnie za co przepraszać. Wiem jestem beznadziejna a Ty tylko to potwierdziłeś, nic więcej nie przejmuj się.


- To nie prawda! Jesteś wspaniałą matką, a przy tym mega silną kobietą nie wiem czy będąc w Twojej sytuacji bym sobie poradził, a Ty radzisz sobie lepiej niż nie jedna matka. Podziwiam Cię. Wiem, że czasami chlapnę coś bez zastanowienia.


- Nie smuć się już z mojego powodu, nie warto.- przekonywał i w końcu pozwoliłam na to by mnie przytulił, bez wątpienia było mi to teraz bardzo potrzebne.


- To co idziemy do środka?-Zapytał po chwili.


- Tak, jasne.- brunet wstał podał mi rękę bym i ja mogła to uczynić.


Będąc tuż przed wejściem zatrzymałam Zayna,ponownie przytuliłam i podziękowałam, że po prostu jest, na co chłopak uśmiechnął się, po czym weszliśmy do szpitala. Pokierowaliśmy się od razu na sale gdzie wszyscy na nas czekali, a to co tam zastaliśmy było tak słodkie, że aż musiałam zdjęcie zrobić. Louis spał z Nicholasem położonym na swojej klatce piersiowej, mały był pewnie zmęczony bo również spał. To było słodkie, co do chłopaków zostawili informację dla Zayna, że musieli jechać do menagera coś omówić i żeby dołączył do nich jak tylko będzie mógł. Pożegnawszy się z Zaynem, chciałam wziąć mojego synka, ale ten tradycyjnie trzymał się koszulki Lou tak mocno, że za żadne skarby nie dało się ich rozdzielić. Nie chcąc robić po raz drugi brutalnej pobudki chłopakowi po prostu odpuściłam. Siedziałam tak chyba z godzinę aż w końcu nie wiem nawet kiedy, sama zasnęłam. 

czwartek, 7 sierpnia 2014

Lou Cz.V

Następnego dnia obudziłam się, przez płacz małego. Jak na ironie miałam dzisiaj wolne, ale niestety mój synek był za mały by to zrozumieć. Wstałam do niego pocałowałam w główkę mały się uśmiechnął.

- Witaj słoneczko, wyspałeś się? - odezwałam się do chłopca, wiedząc, że i tak nie uzyskam odpowiedzi. 

Podeszłam z nim do swojego łózka, położyłam go ostrożnie okładając poduszkami by nie spadł,a sama podeszłam do szafy wyciągnęłam strój ,w który planowałam się dzisiaj ubrać, spojrzałam jeszcze na małego czy wszystko w porządku. Bawił się swoimi nóżkami gaworząc, uśmiechnęłam się na ten widok i zaczęłam szukać też czegoś, co mój skarb mógłby ubrać. Wybrałam zdecydowałam się na prosty stój, bluzeczka w paski i spodenki, zamiast butów ubrałam mu dzisiaj tylko skarpetki. Położyłam komplet obok mojego, wzięłam swoje ciuchy i poszłam do łazienki gdzie się umyłam, ubrałam i zrobiłam lekki makijaż, kiedy kończyłam poranną toaletę usłyszałam śmiech małego i jakieś hałasy w pokoju,poszłam zobaczyć co się dzieje i to co zobaczyłam, przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Obok małego na łóżku siedział Louis i bawił się z chłopcem,a Nicholas aż płakał ze śmiechu. Stanęłam cichutko w progu drzwiach i przeglądałam się jeszcze chwilę dwóm najważniejszym facetom w moim życiu, wyglądali tak słodko, że prawię się sama popłakałam, ale ze smutku? Sama nie wiem, chciałabym, by było tak zawsze, jednakże wiem że to nie jest realne. Postałam tak jeszcze chwilkę, kiedy zobaczyłam że mały aż ze śmiechu nie może złapać oddechu podkreśliłam swoją obecność. Kiedy chłopak mnie zobaczył natychmiast wstał i patrzył na mnie przez chwilę, nie wiedząc co powiedzieć,

- L: Ja..em ja...bo.. no - nie mógł z siebie nic wydusić.

- Spokojnie Louis, nie denerwuj się, ale...jak Ty..tutaj....no..eee...- sama nie wiedziałam jak się wysłowić, jednak chłopak zrozumiał o co chciałam zapytać.

- To znaczy... ja... no... pukałem... nie słyszałaś, okno otwarte usłyszałem małego, więc się wystraszyłem, wiem że byś go nie zostawiła , ale nie otwierałaś, szybko pociągnęłam za klamkę i ja...- zaczął się tłumaczyć nerwowo.

- Spokojnie, nie gryzę przecież nie denerwuj się rozumiem. Martwiłeś się, to miłe. Poza tym jesteś tu mile widziany kiedy tylko chcesz, przecież to też Twój syn przecież, masz prawo go odwiedzać, nie będę Ci tego zabraniać.- uśmiechnęłam się do chłopaka, który się uspokoił usiadł w poprzednim miejscu i znowu bawił się z małym.

Niestety miedzy nami znowu zapadła cisza i znowu patrzyłam jak Lou i Nicki się bawią. Wszyscy, którzy mnie znają widzą dobrze, że nie znoszę ciszy więc szybko ją przerwałam.

- A tak właściwie to co Cię tu przywiało, przecież mamy wolne?- zapytałam zdziwiona.

- Po prostu chciałem pogadać o tej całej sytuacji.- odparł

- Ale, przecież, o czym tu gadać? Zdradziłeś swoją dziewczynę, z pijaną, samotną dziewczyną, przeleciałeś, zapłodniłeś i uciekłeś.. Tyle w temacie. Nie ma o czym gadać, ale spokojnie nie zadręczaj się, w sumie to Ci dziękuje, gdyby nie ty nie było by mojego aniołka, a teraz wybacz ale muszę go ubrać bo zmarznie.- chłopak posłusznie się odsunął.

Wzięłam przygotowane ciuszki i ubrałam chłopca, po czym wzięłam go na ręce i poszłam na dół, mijając Louisa, jednak wiadome było, że pójdzie za nami, jednak kiedy się odwróciłam okazało się, że Louisa z nami nie ma, wyjrzałam na przedpokoju, buty chłopaka i bluza nadal tam były, więc nie wyszedł. Zdziwiłam się, jednak machnęłam ręką i szykowałam mojemu synkowi i sobie, bo w końcu przez to wszystko nie jadłam. Kiedy kończyliśmy posiłek, a Lou nie schodził pomyślałam, że może za ostro go potraktowałam, w końcu przyszedł to wyjaśnić, a ja nie dałam mu dojść nawet do słowa. Zaczynałam się martwić więc wzięłam tylko synka na ręce i pobiegłam na górę do pokoju, jednak ponownie tego dnia to co zobaczyłam mnie zaskoczyło, szatyn siedział na łóżku bez ruchu patrząc się na zdjęcia które wisiały na przeciwko łóżka, byłam na nich ja i Nicki. Chłopak był wyraźnie smutny, natomiast tego co zobaczyłam gdy usiadłam koło niego zaskoczyło mnie jeszcze bardziej. Zobaczyłam,że Louis płacze, teraz już byłam pewna,że sprawiłam mu ból, postanowiłam że położę Nicholasa do łóżeczka i w końcu pogadam z Lou jak należy. Zajęłam delikatnie miejsce obok chłopaka i cicho się odezwałam

- Louis ja... przepraszam, byłam niesprawiedliwa, nie chciałam byś płakał przeze mnie.

- Nie [T.I], masz rację jestem gnojkiem, nie zasługuje ani na Ciebie, ani Eleanor a tym bardziej nie zasługuje na bycie ojcem, tego cudownego dziecka. To ja przepraszam to wszystko nie powinno się wydarzyć, wybacz że zająłem Ci czas i pojawiłem się na nowo w Twoim, Waszym życiu.- chłopak wstał podszedł do łóżeczka wziął synka na ręce ucałował, przytulił mówiąc.

- Fajny brzdąc z Ciebie, kocham Cię i przepraszam. - Po tych słowach odłożył malca znowu do łóżeczka i wyszedł.

Siedziałam początkowo zdezorientowana całą sytuacją, po chwili jednak na szczęście się otrząsnęłam i zbiegłam na dół wołając chłopaka, mając nadzieje że go jeszcze złapie.Niestety samochód zniknął mi praktycznie sprzed nosa, kiedy uświadomiłam sobie, że to już koniec to ja zaczęłam płakać, poszłam na górę siedziałam tak chwilkę, Nicki zasnął a mnie gryzły wrzuty sumienia, pomieszane ze złymi przeczuciami, jakby coś się miało stać, sama nie wiem skąd takie myśli. Postanowiłam ugotować obiad dla Nas, żeby tylko nie myśleć o moich przeczuciach.

Kiedy gotowałam obiad postanowiłam, że kiedy zjem ubiorę moje słoneczko i pójdziemy w odwiedziny do chłopaków i tam postaram się jeszcze raz pogadać z Lou. Skończyłam gotować obiad ,kiedy chciałam już nakładać usłyszałam płacz , więc zostawiłam wszystko i pobiegłam do góry. Wparowałam do pokoju jak poparzona i od razu wzięłam małego na ręce i wyściskałam po czym poszliśmy na dół zjedliśmy obiad, pół godziny później już zmywałam a chłopczyk leżąc w swoim nosidełku śledził uważnie każdy mój ruch. Uniosłam siedzisko i pomaszerowałam na górę szykować się do wyjścia.

- Co tam skarbie? Idziemy do wujków i taty? - Powiedziałam i uśmiechnęłam się. 

Po raz pierwszy w tym dniu stało się coś magicznego, oczywiście magicznego dla młodego rodzica, mój synek odwzajemnił uśmiech i zaczął po swojemu gaworzyć w pewnym momencie powiedział..."tata" nie zdawał sobie z tego sprawy ale to było jego pierwsze słowo. Kiedy doszłam do siebie po niespodziance syna ubrałam go i poszliśmy do chłopaków. Droga zajęła mi pół godziny, kiedy znalazłam się pod drzwiami chłopaków, zapukałam co dziwne nikt nie otwierał, więc próbowałam ponownie, w końcu się zdenerwowałam i zadzwoniłam dzwonkiem, ale i tym razem nic. Zaczęłam się niepokoić. Wyciągnęłam telefon szybko i zadzwoniłam do Liama, w sumie mogłam do Harry`ego ale wiedziałam że on mi nic nie powie, bo najbardziej oprócz mnie przyjaźni się z Lou i co by się nie działo i tak będą się kryć nawzajem. Brązowooki od razu odebrał.

- Halo? Liam? Gdzie Wy jesteście? Przepraszam, że nawet jak macie wolne Was dręczę, ale stoję u Was pod drzwiami. Stoję,puka, dzwonie.- Mówiłam jak nakręcona

- Hej, a tak.. faktycznie nie ma nas ale...- zaciął się jakby nie wiedział co powiedzieć.

- Ale,co ? Liam proszę Cię to nie jest zabawne.- odpowiedziałam.

- No wiesz...- kręcił.

- Liam do cholery, to ważne, więc z łaski swojej nie drocz się ze mną tylko mów.- Byłam już ostro wściekła. mały marudził mi już też było ciężko z tym nosidełkiem. - Posłuchaj, dzisiaj rano bardzo skrzywdziłam Twojego przyjaciela i chciałabym to naprawić, bo naprawdę żałuje, więc nie pastw się nade mną tylko mów gdzie do cholery jesteście!!- podniosłam głos, jednocześnie nie wiesz czemu załamał Ci się głos.

- Tylko nie płacz, nie denerwuj się proszę Cię, powiem Ci, ale bądź spokojna..

- Szybciej!!!!!- krzyknęłam

- Jesteśmy w szpitalu.- Zbladłaś gdy tylko to usłyszałaś.

- C..c...co proszę?! Jak to w szpitalu?? Co się stało?!

- [T.I], posłuchaj, musisz tu przyjechać...szybko, jak najszybciej, tylko proszę został Nicholasa z kimś, proszę pospiesz się- powiedział, przeprosił i zakończył rozmowę.

Wróciłam do domu zostawiłam Nicka z moimi rodzicami i jak najszybciej pojechałam do szpitala, kiedy byłam już pod szpitalem wparowałam jak poparzona, kiedy tylko zauważyłam chłopaków podbiegłam do nich, jedno co mi się nie spodobało to brak Louisa z chłopakami. 

- Chłopaki co... co.. co się stało? Czemu nie ma z Wami Lou, Boże powiedzcie mi że tam nie leży.- powiedziałam ze łzami w oczach i pokazywałam na drzwi przed którymi staliśmy 

- Przykro mi [ T.I], za drzwiami leży Lou, nie wiemy czemu to tak długo trwa ale czekamy tu już z godzinę i nikt nam nic nie chce powiedzieć- Odpowiedział Liam.

Usłyszawszy to po prostu się popłakałaś, wiedziałaś, że to wszystko przez Ciebie i Twój niewyparzony język. Usiadłaś koło Harry`go, który Cię przytulał, trzymał Cię w ramionach, zupełnie nie przejmując się, że będzie miał mokrą czy brudną koszulkę, w końcu od tego są przyjaciele. 

- [ T.I], wiemy że cierpisz jednak, błagam powiedz nam co się wydarzyło?- Zapytali chórkiem.

- Ja..ja.. ja nie mam pojęcia..Lou przyszedł do mnie gdy się myłam, kiedy wyszłam bawił się z Nicholasem, kiedy wyszłam widziałam jak się bawi z małym, nie chciałam im przeszkadzać jednak mały tak się śmiał, wystraszyłam się, w pewnym momencie, że się udusi więc wkroczyłam...- opowiedziałam chłopakom całą historię, nadal płacząc.

-Przepraszam Cię [T.I], ale nadal nic nie rozumiem - odparł Zayn.

Kiedy miałam mu to wyjaśnić jeszcze raz, zadzwonił mój telefon, przeprosiłam chłopaków.Odeszłam na kilka metrów spojrzałam na telefon i odebrałam momentalnie po tym jak zobaczyłam że dzwoni moja mama.

- Tak mamuś? Co się stało ? - Zapytałam spokojnie.

- Córciu przepraszam, że przeszkadzam ale dostaliśmy z tatą pilny telefon i musimy jechać do pracy, a nie mamy z kim Nicholasa zostawić, jedyne wyjście to przywieść go do  Ciebie, powiedz tylko w którym szpitalu jesteś i zaraz Ci go dostarczymy.

Kiedy podałam mamie adres, powiedziała że zaraz będą w oczekiwaniu na mojego synka wróciłam do chłopaków.Okazało się, że przenieśli Lou do sali gdzie co prawda wejść nie można było, jednak była szyba przez którą widać Luisa . Stałam tak przy tej szybie prosząc Boga by ojciec mojego synka z tego wyszedł.Po chwili oczekiwania wpadli rodzice z Nicholasem, przywitali się z chłopakami, przeprosili za całe zamieszanie ucałowali małego na pożegnanie i wyszli, a ja zostałam z moim aniołkiem i chłopakami w szpitalu. Oczywiście jak to zakochani wujkowie mimo zaistniałej sytuacji wzięli swojego ulubieńca ode mnie i się z nim wygłupiali, a mały jak zwykle się śmiał. 

- Jak dobrze, że jest nieświadomy tego, co się dzieje.- myślałam stojąc przy szybie.

Nagle usłyszałam przy uchu dziecinny głosik mówiący

- Ja ce do mamusi, mamusiu weź mnije na lącki - Kiedy to usłyszałam odwróciłam się, myśląc że już postradałam rozum, że siedzę w zakładzie dla obłąkanych a mój syn nauczył się mówić. 

Jednak za moimi plecami stał Hazza z małym na rękach i udawał małe dziecko, co oczywiście miało na celu rozbawienie mnie. Powiem szczerze, że cel został osiągnięty, uśmiechnęłam się a przynajmniej próbowałam stworzyć coś na wzór uśmiechu. Cmoknęłam chłopaka w policzek, wzięłam od niego małego i ustawiłam się chociaż nieplanowanie, tak że oprócz mnie jeszcze mały widział co się dzieję. Nie było by w tym nic nadzwyczajnego gdyby nie to, że kiedy chłopczyk zobaczył Louisa za szybą zaczął wierzgać nóżkami i teraz już nie gaworząc, ale tak sam z siebie mówił tata, tata. Słysząc to ponownie tego dnia już nie mogłam i się popłakałam dałam małego chłopakom i wybiegłam na dwór. Łzy leciały mi jak opętane. 

- Proszę, nie zabieraj go, nie teraz nie Nicholasowi, błagam.- krzyczałam sama do siebie. 

Posiedziałam tam jeszcze chwilę, potem sobie przypomniał, że przecież tam znajduje się dwóch najważniejszych mężczyzn w moim życiu, szybko więc więc się ogarnęłaś i wróciłaś do szpitala kiedy doszłaś do nich już z daleka słyszałaś krzyki synka "tata,tata", chłopaki byli chyba lekko zdezorientowani, bo zaraz jak cię zobaczyli cieszyli się jakby nie Cię nie było licho wie jak długo i dali Ci go na ręce.

- [T.I], my naprawdę go zabawialiśmy, próbowaliśmy go zająć wszystkim, ale cały czas krzyczał. Skubany ma głos- Zażartował Niall.

- Tak racja, szósty członek zespołu rośnie co nie chłopaki?- kontynuował Zayn

- Dla nas bomba- dopowiedziała cała czwórka chórkiem.

Uspokajałam go jeszcze, ale chłopczyk nadał wołał Louisa, moi towarzysze  byli coraz bardziej zdziwieni. W końcu jeden z nich nie wytrzymał i zapytał

- Kogo on tak woła ? Wiemy, że chodzi mu o tatę, ale pierwszy raz słyszmy jak woła no i dlaczego reaguje tak TYLKO na Louisa.

- [ T.I], co się między Tobą a Lou na prawdę wydarzyło- zapytał spokojnie Liam.

- Eh, dobra koniec kłamstw- pomyślałam.

- To długa historia, ale skoro chcecie to wam to opowiem.- Kiedy skończyłam, byli zaskoczeni szczególnie jak powiedziałam im dlaczego Nicholas cały czas jak widzi Lou mówi tata.

- To znaczy że dzieci mają jednak szósty zmysł i mały nie wiadomo jak wyczuwa co się dzieje, mądre istotki.- rozmarzył się Niall.

- Czy dzisiaj też Wam poszło o dziecko?- Zapytał Niall 

- Yhym, to znaczy, nie do końca, wygarnęłam mu że zdradził swoją dziewczynę a mnie wykorzystał i zostawił. po tej rozmowie już w domu widziałam, że przesadziłam. Wybiegłam nawet za nim, ale już nie zdążyłam, krótko potem poszłam do Was no i wylądowałam tu...Boże, jak Lou... to będzie tylko moja wina- zadręczałam się.

- Ey, nie załamałuj się, nie wolno Ci tak myśleć, wszystko będzie dobrze. Zobaczysz.- przytulili mnie delikatnie by nie zgnieść małego Tomlinsona,co prawda mały jest zarejestrowany jako pół sierota ale Lou na pewno by chciał nadać swojemu pierworodnemu swoje nazwisko. 

Liam cały czas był przy mnie i przytulał, uspokajająco gładząc po plecach, do momentu, aż nie podszedł do Nas lekarz z informacjami o stanie zdrowia chłopaka.

- Państwo z rodziny Pana Tomlinsona?- zapytał starszy mężczyzna, jak nietrudno zgadnąć był to lekarz.

- Jestem... jego narzeczoną - wypaliłam szybko, by tylko czegoś się dowiedzieć.- Co się z nim dzieje? - Zapytałam

- Pani narzeczony, cały czas wzywa jakąś [T.I], i prosi o wybaczenie, że nie chciał. To Pani prawda? 

- Tak Panie doktorze to ona, ale proszę Nam powiedzieć co z Louisem.- Wyrwał się Harry.

- Spokojnie, stana Pana Tomlinsona jest stabilny, myślę, że za kilka dni już będzie z nami.- a teraz przepraszam Państwa, ale inni pacjenci czekają.- uśmiechnął się i odszedł, jednak za chwile sie wrócił i powiedział.

- Śliczny chłopczyk, czy to Nicholas?- Zapytał jakby to było najoczywistsze na świecie.

- Tak, To Nicholas, ale skąd Pan..- zdziwiłam się.

- A Pan Tomlinson powtarzał też jego imię, mówiąc, że zawiódł dwie najważniejsze osoby.No nic przepraszam do zobaczenia.- Powiedział i już odszedł na pewno.

Posiedzieliśmy tam jeszcze godzinę, po czym chłopaki zaproponowali, że odwiozą mnie do domu, jeśli o mnie chodzi mogłabym być z Lou cały czas, ale dla dobra Nicholasa będzie lepiej jak wrócę. Po chwili byliśmy już w samochodzie, po kolejnym kwadransie byłyśmy już pod moim domem. Wyszłam z pojazdu pożegnałam się z chłopakami, oczywiście musieli "przybijać" piątki z moim skarbem, które nawiasem mówiąc już ledwo kontaktował. Pomachałam jeszcze chłopakom na odjezdne, jak tylko zniknęli, weszłam do domu. Rodzice już spali, więc bezszelestnie weszłąm na górę przebrałam małego położyłam do łóżeczka i już spał, był wykończony jak ja, z tą różnicą, że ja długo nie mogłam zasnąć, jednak po piętnastu minutach i ja odpłynęłam. 
_______________________________________________________

Kochani przepraszam, że tak dłuuuuugo mnie nie było jednak wena mnie jak zwykle pokonała, jednakże ten rozdział ( jak i kilka poprzednich) to nie tylko moja zasługa, jeżeli to czyta ta osoba wie że to o Nią chodzi. Dziękuje <3