piątek, lutego 27, 2015

I znowu ogłoszenia...

Jak widzicie zmienił się wygląd bloga :). Moim zdaniem wygląda on tera o niebo lepiej niż wyglądał, niestety jak już zdążyliście zobaczyć, lub też jeszcze nie... w niektórych postach literki są na białym tle, co w duecie z fioletowym, daje efekt jarzeniówki, więc niestety ale muszę pisać od początku te części, no chyba, że ktoś wie jak to zrobić oszczędzając sobie pracy, to piszcie w komentarzach, bardzo mi pomożecie. Druga sprawa w związku z tym, że muszę przepisywać kilka dosyć sporych tekstów, przez jakiś czas nie będzie pojawiało się nic nowego... Nie wiem jak długo. Niby standard u mnie, jednak wolałam Was uprzedzić. Jak zauważyliście zniknęła playlista, ale spokojnie pojawi się, jednak wpadłam na pomysł, że tym razem to Wy będziecie decydować jaka muzyka się znajdzie na tym blogasku, oczywiście propozycje piszcie w komentarzach, chyba że chciecie zaproponować swoją całą playlistę powiedzmy do 15 piosenek to piszcie na e-mail. malikowa1992@gmail.com. Tam też możecie pisać, jeżeli chcecie zagościć w ekipie, lub po prostu się ze mną skontaktować, pamiętajcie tylko by tytułem e-mail była nazwa bloga czyli New World By Me, albo jak chcecie wystarczy NWBM :).


środa, lutego 25, 2015

Zayn. V. Z dedykacją (notka pod rozdziałem)

Nie sądziłem, że jeszcze kiedyś ją zobaczę. Jak ona śmie pojawiać się w moim życiu na nowo? Po tym co zrobiła? Nie wierze.

 - Cynthia? Co Ty tu robisz do cholery? W ogóle jak się tu znalazłaś? Po co?! - W tym momencie byłem jak tykająca bomba zegarowa, robiłem wszystko by nie wybuchnąć, ale jak ją zobaczyłem i to jeszcze prawie nagą w moim pokoju szlag mnie trafił.

 - No skarbie, nie mów, że się nie cieszysz na mój widok. Znalezienie Ciebie nie było trudne, internet wie wszystko kochanie. - Krew się we mnie burzyła coraz bardziej, jak ona w ogóle mogła mnie tak nazywać?  Zdradziła mnie,a teraz stoi tu w samym ręczniku, bez mojej wiedzy jakbyśmy dalej byli razem. Na domiar złego [T.I] musi przy tym być i tego słuchać.

 - Wyjdź!! - Nie reagowała, wstałem więc gwałtownie,podszedłem do drzwi gwałtownie je otwierając i ponownie krzyknąłem. - Ogłuchłaś do cholery??!!! Wyjdź natychmiast i nigdy nie wracaj... najpierw mnie zdradzasz a teraz ??! Czego Ty chcesz?? Bym wrócił do Ciebie? Haha, dobry żart...Wynocha!!! - [T.I] była tak wystraszona, że zaczęła płakać zwinięta w kącie na łóżku.. Cynthia spojrzała na mnie ze łzami w oczach, wzięła torebkę i ciuchy, w końcu wychodząc. Trzasnąłem za nią drzwiami i siadłem ostrożnie obok wystraszonej i zapłakanej dziewczyny.

- Ej, nie płacz. Przepraszam, że krzyczałem, nie chciałem naprawdę. Proszę Cię [T.I]. Już dobrze ona nie wróci. - Przytuliłem Ją ponownie próbując uspokoić. - Chodź spać, jutro koncert. Musimy być wyspani.  

 Poszedłem się myć i przebrać by w końcu móc się położyć. Dziewczyna była już gotowa, a mnie nie było zaledwie piętnaście minut. Myśląc, że [T.I]już śpi ostrożnie położyłem się obok, a kiedy chciałem gasić światło, dziewczyna mnie zatrzymała, w efekcie zostawiłem lampkę i spojrzałem z zaciekawieniem na dziewczynę.

 - Emm, ja przepraszam... powinieneś się wyspać, jutro ważny dzień, ale pomyślałam czy nie mogłabym..tak jak ostatnio, za nim przyjechaliśmy... - Widać było, że była skrępowana. Dobrze wiedziałem o co chciała zapytać, ale wyglądała tak słodko kiedy się rumieniła, że postanowiłem ją jeszcze chwilę "pomęczyć".

 Niestety albo i stety tym razem zawstydziła się tak bardzo, że po prostu zamilkła, na co się lekko uśmiechnąłem. Rozłożyłem ramiona, by dać jej wyraźny znak, że wiem o co chciała zapytać.

Szatynka zareagowała natychmiast, przytulając się,układając głowę na mojej klatce piersiowej, po czym natychmiast zasnęła. Wyglądała przeuroczo, przez co nie mogłem się powstrzymać i zanim zgasiłem światło pocałowałem jej czoło, po czym po prostu zasnąłem.

                                                           ***

 - Byliście niesamowici! - Krzyknęłam i wyściskałam chłopaków,gdy tylko koncert dobiegł końca, a Oni znaleźli się za kulisami.

- Ah, już nam tak nie słodź, poza tym to nie my jesteśmy niesamowici a nasi fani, tylko im zawdzięczamy to wszystko co teraz mamy, to oni nas wspierają, głosują i w ogóle. - Wychwalał Niall.

 Jego miłość do fanów jest niesamowita, reszta chłopaków też ich kocha, jednak najwięcej zachwytów słuchać właśnie od blondyna.

 - Dobra słodziaku, znikamy do garderoby, bo jeszcze autografy i zdjęcia czekają. Musimy się pospieszyć. - Odezwał się Liam.

- Właśnie Li ma racje, zbierajcie się.- Popchałam ich w stronę garderoby i podążyłam za nimi.

 Podczas, gdy chłopcy mieli spotkanie z fanami, ja czekałam pod areną. Tu wcale nie chodzi o to, że nie chciałam tam być, bardziej chodzi o te wszystkie dziewczyny. Mierzyły mnie wrogimi spojrzeniami, jakby chciały powiedzieć " Zginiesz! Zobaczysz! ".   Czuje się w takich sytuacjach po prostu nieswojo, biorąc oczywiście pod uwagę fakt, że nic złego nie zrobiłam. Nie kręcę z żadnym z nich, nie jest w związku, po prostu mam to szczęście, że się zaprzyjaźniliśmy.  Czekałam jeszcze z dwie godziny, które wydawały się wiecznością, na szczęście w końcu wrócili i mogliśmy jechać do domu. Całą drogę milczałam, za to chłopcy mieli zawziętą dyskusję o fankach i ich dziwnych zachowaniach na koncercie, czy też podczas spotkań tuż po nim. Dziwiło mnie zachowanie niektórych dziewczyn względem chłopaków. Najważniejsze jednak było to, że te wszystkie akcje, wywoływały u nich ogromną radość. Ich szczęście dla mnie to priorytet. Znamy się krótko, jednak dogadujemy się jak wieloletni przyjaciele, jesteśmy dla siebie jak rodzeństwo, którego ja nigdy nie miałam.

- [T.I], Słuchasz nas? - Dopytywał się Louis.

Dopiero do mnie dotarło, jak bardzo byłam zamyślona.

- Ehmm...tak, tak przepraszam. - Zapewniłam, chociaż chyba Lou tego nie kupił.

- Czyżby? T o czym w takim razie mówiliśmy? -  No to wpadłam.

-  Ymm... hmm.. no.... Eh dobra wyłączyłam się, wybaczcie.

-  Co Ci jest? Całą drogę jesteś zamyślona, nieobecna, milcząca. Ktoś Cię skrzywdził? Paul coś Ci zrobił? - W końcu przemówił Zayn. Mówiłam już jak bardzo lubię jego głos? Nie? To właśnie mówię.

- Nie, on mi nic nie zrobił...ale...-  Nie miałam siły, spuściłam głowę, w też momencie po policzku popłynęła mi niekontrolowana łza. - One...one mnie nienawidzą.- W końcu dokończyłam.

- One?- Zdziwili się. - Jakie one? O czym ty mówisz? - Zapytał.... uwaga niespodzianka..... Harry.

- No, fanki. Wasze fanki. Zrobią wszystko, by się mnie pozbyć z waszego życia.

______________

Część, krótka, jak dla mnie beznadziejna, ale pewna osóbka, dla której postanowiłam zadedykować tą część, w prost nie mogła się doczekać, tak więc.... Iwonka to dla Ciebie :) Jeśli chcecie możecie zaproponować ciąg dalszy, albo po prostu napisać co chciałybyście, by się stało w życiu Zayna, [T.I] oraz Cynthii ;).                                                      

            

     

         

wtorek, lutego 24, 2015

Ogłoszeń część dalsza....

 Dla wszystkich, którzy nie mogą się doczekać części mam dwie wiadomości... dobrą i troszkę mniej... Mianowicie... część jest w trakcie pisania, niestety jest tego na razie chyba trochę mało, ale mimo wszystko mam do Was pytanie. Czy chcecie tą część już teraz, czy chcecie poczekać( nie wiem jak długo) aż napisze więcej i dopiero wtedy wstawię ? :)

niedziela, lutego 15, 2015

ogłoszenia parafialne :P

Moi kochani, widzę, że ostatnia część Wam się spodobała z czego bardzo się cieszę, nie wiem kiedy będzie następna ale mam nadzieję, że w końcu ją napiszę i ogarnę wszystko. Kolejne ogłoszenie to takie, że dołączyła dzisiaj nowa adminka mam nadzieje, że będzie ze mną dłużej niż poprzednie dziewczyny. Natala ( bo tak się będzie podpisywać), jest naprawdę przesympatyczną 15 letnią dziewczyną i mam nadzieję, że ją polubicie. Będzie pisała zapewne opowiadania i z tego co wiem korygować moje ewentualne błędy, których mam nadzieję nie robię, jednak kiedy coś się wkradnie zostaną usunięte. Tak więc Witaj w ekipie kochana <3. A dla wszystkich, którzy również chcieli by do Nas dołączyć piszcie na email malikowa1992@gmail.com . W tytule takiej wiadomości piszcie po prostu nazwę bloga czyli New World My Me. Buuuuuuziaki


środa, lutego 11, 2015

Zayn cz.IV

- Spokojnie, nie denerwuj się.- Próbował mnie uspokoić.

- Bo widzisz...eh, ten wasz menager, jest.. on...To mój ojciec Zayn. - Chłopcy byli w szoku, mieli otwarte usta ze zdziwienia, patrzyli na siebie, a zaraz potem na mnie.

 Nasze milczenie trwało chyba dosyć długo, ponieważ usłyszeliśmy wołania chłopaków. Okazało się, że samolot zaraz będzie startować. Usłyszawszy to chłopcy pociągnęli mnie w stronę odprawy. Nie walczyłam. wiedziałam, że i tak nie odpuszczą.

 Po kilku chwilach siedzieliśmy w samolocie, myślę że dla nikogo nie będzie zaskoczeniem, jak powiem, że zajęłam miejsce przy Zaynie.

                                                 ~ ~ ~ ~

 Lot trwał niemiłosiernie długo. Prosto z lotniska, pojechaliśmy do hotelu ,który był olbrzymi i wyglądał na naprawdę drogi. Przeraziłam się, ale chłopcy zapewniali mnie, że za wszystko płaci... ugh mój ojciec. Dalej nie mieści mi się w głowie iż Paul o którym tak ciepło mówią chłopcy i facet, który mnie krzywdził, tyle czas to ta sama osoba. Nie mogę uwierzyć, że człowiek może mieć dwie twarze. Dla chłopców miły, ciepły, kochany. W domu zaś zimny, ostry. Dziwi mnie też fakt, że przez tyle godzin jeszcze się nie zorientował, że ja to ja, niewiarygodne. Poszliśmy do recepcji, okazało się, że pokoi mamy mniej niż powinniśmy, co oznaczało że dwie osoby muszą być razem w pokoju. Padło, na mnie i  Zayna, nie przeszkadzało mi to. Nie chciałam być sama, a przy nim czuję się spokojna i bezpieczna. Apartament był cudowny. Duży i wygodny z piękną i przestronną łazienką. Byłam zachwycona. W pewnym momencie moje zachwycanie się przerwał głos, który tak bardzo lubiłam.

 - Podoba Ci się? Może nie jest największy i najbardziej luksusowy, ale w sumie nie jest źle. - Byłam zszokowana słowami chłopaka.

 - Z..Zayn, czy ty żartujesz? Tu jest... niesamowicie. Nigdy nie byłam w takim miejscu, bardzo mi się podoba.

- Naprawdę? Bardzo mnie to cieszy. Mamy cały dzień dla siebie, jutro jakiś występ o któym mówił nam...- nie chciałam znowu o tym słyszeć, więc mu przerwałam.

- Cii, wszystko wiem, nie mogę się doczekać, by was usłyszeć. - Powiedziałam entuzjastycznie, na co chłopak się zaśmiał.

                                                     ~ ~ ~

 Cały dzień minął nam wszystkim bardzo fajnie, śmialiśmy się, zwiedzaliśmy. Oczywiście chłopcy są  naprawdę wspaniali. Ojca z nami nie było, tak jak byłam zapewniana wszędzie chodziliśmy z ochroną i w sumie dobrze, bo te wszystkie dziewczyny jak tylko chłopców widziały zaczynały szaleć, piszczeć. Niektóre nawet rzucały się w naszą stronę. Szaleństwo. Niesamowite jak piątka chłopaków może wpłynąć na dziewczyny z całego świata. Sama Portugalia przepiękna, byliśmy w najciekawszych miejscach tego państwa. Czas minął nie ubłagalnie szybko i nim się obejrzeliśmy, musieliśmy wracać. Rano chłopcy muszą być wyspani, w końcu będą występować, dawać wywiady, czy co tam jeszcze im wymyślił Paul. Wciąż nie mieści mi się w głowie, że on tu jest, a co ciekawe nie poznał mnie, a może nie chciał? Nie wiem i w sumie nie chce wiedzieć. Ważne bym miała spokój.

 Chcieliśmy wchodzić właśnie do pokoju, kiedy zatrzymał nas ich menager.

 - Idziecie już spać? - Zapytał z uprzejmością.

 - No tak, musimy się wyspać, dobranoc Paul. - Odpowiedział Zayn, a ja uparcie patrzyłam na prostokąt, zwany drzwiami.

- Dobrze, więc Ty się wyśpij, a twoja towarzyszka zaraz do Ciebie dołączy.- Chłopak od razu się ożywił, chciał mocniej moją dłoń i przysięgam, że zabijał Paula wzrokiem.

- O nie mój drogi, z całym szacunkiem, ale nigdzie jej z Tobą nie puszczę, wiem kim jesteś i co jej zrobiłeś. Po moim trupie zostaniecie sami. - Byłam w szoku, zresztą tak samo jak nasz towarzysz.

- Cholera, wyluzuj i daj mi porozmawiać z córką. [T.I], chodź na chwilę,nie zajmę ci dużo czasu, obiecuje, że za maksymalnie pół godziny jesteś z powrotem.

- Ona nie...- przerwałam mu dając do zrozumienia, żeby się nie martwił i że skoro tak bardzo zależy ojcu na rozmowie to pójdę.

 Chłopak zrezygnowany puścił moją dłoń, ale za nim odeszliśmy ostrzegł jeszcze Paula,że jeśli coś mi zrobi nigdy więcej ani mnie ani jego nie zobaczy. Nie wiem co w niego wstąpiło, ale zupełnie nie spodziewałam się takiego zachowania. Odeszliśmy w ciszy, po chwili jednak nadszedł moment, którego bałam się od początku. Siedziałam sama w jednym pokoju z ojcem na dodatek zamknięta. Niby mój ojciec, ale naprawdę się bałam, baa jak cholera się bałam.

- Co ty tu do cholery robisz?! - Zaczęło się.

- Jestem tu bo.. Zayn mnie o to poprosił. Wiesz, tylko on i chłopaki się mną opiekują, nie to co ty. Kiedy po ostatnim twoim wybryku uciekłam, to własnie on znalazł mnie w parku, zapewnił dach nad głową, opiekę i bezpieczeństwo, które u Ciebie było niemożliwe. Bardzo się zmieniłeś. Od kiedy nie ma z nami mamy jesteś nie do zniesienia, a właściwie gdzie ona jest ? A może uciekła? Może też się bała,kiedy ty ją biłeś? A może...może Ty ją zabiłeś? Hę? - w tym momencie poczułam piekący ból na policzku i łzy w oczach, co oznacza, że mnie spoliczkował, a ja wyje. Znowu. Chociaż obiecałam sobie, że przestane się tym wszystkim przejmować. Spojrzałam na niego z politowaniem i wyszłam z pokoju trzaskając drzwiami, chyba zbyt mocno bo gdy pojawiłam się na korytarzu, chłopcy stali pod pokojem, chyba Harry`go, jedynie nigdzie nie widziałam Zayna. Szłam przez korytarz ze puszczoną głową, nie odezwałam się do chłopaków, oni też o nic nie pytali, za co byłam wdzięczna. Chociaż było widać w ich oczach zmartwienie i ciekawość. Stałam chwile przed pokojem który dzieliłam z Malikiem, żeby się uspokoić i wytrzeć łzy, które kapały mi z oczu jak z kranu. Wiedziałam, że gdy mnie zobaczy w takim stanie pójdzie do Paula, zrobi mu karczemną awanturę i odejdzie z zespołu, a na to pozwolić nie mogłam. Wiem ile to znaczy dla niego i i reszty, byłabym samolubna pozwalając by przeze mnie wszystko to się skończyło. Weszłam do pokoju, po cichu zamknęłam drzwi i usiadłam na łózku. Zayna nie widziałam,ale z łazienki było słychać szum wody, więc pewnie bierze prysznic.

                                         *** Perspektywa Zayna***

 Siedziałem z chłopakami w pokoju Harry`go. Nie umiałem wysiedzieć sam w pokoju wiedząc, że [T.I] jest w jednym pokoju z Paulem. My mu ufaliśmy, ale ona po tym co się stało na pewno nie i wcale się jej nie dziwie.

- Jak myślicie, co się tam dzieje? - Zapytałem z niepokojem w głosie.

- Stary spokojnie, nie denerwuj się, wszystko będzie ok, ale uważam że powinieneś iść d..- Przerwał swoją wypowiedź Harry, kiedy usłyszeliśmy trzask drzwi, miałem złe przeczucia, ale nie panikowałem. Chłopcy wyszli na korytarz, zobaczyć co się dzieję a ja siedziałem, starając się wypędzić czarne myśli z mojej głowy. Przysięgam, że jeśli Paul jej coś zrobi, albo zrobił to pożałuje.  Po chwili znowu było słychać trzask drzwi. Chłopcy wrócili do pokoju z takimi minami jakby naprawdę stało się coś strasznego, cały się spiąłem ale nie pytałem, nie musiałem bo w końcu przemówił Louis.

- Zayn..nie... nie denerwuj się ale...- No nie, wiedziałem, po prostu czułem. Wstałem szybko i chciałem już wychodzić, ale chłopcy mnie powstrzymali, mówiąc że mam być spokojny i nic głupiego nie robić.

 - Tak wiemy, jesteś wściekły, ale nie rób głupstw, pierwszy raz widzieliśmy ją w takim stanie, bądź spokojny jak to tylko możliwe. - Pouczali mnie chłopcy, co nie powiem jeszcze bardziej mnie wkurzało.

 Pobiegłem natychmiast do naszego tymczasowego pokoju zobaczyć co się dzieje i czy mogę jej jakoś pomóc, kiedy otworzyłem drzwi, zauważyłem jak leży tyłem do drzwi i poczułem się jak w jakimś cholernym deja vu.Znowu tyłem do drzwi, na łóżku i lekko drgała, czyli płakała. Miałem już serdecznie dosyć. Chciałem wyjść szybko z pokoju, pobiec do Paula i wygarnąć mu to i owo, ale w tym momencie odwróciła się do mnie i popatrzyła... DOSŁOWNIE jakby zobaczyła ducha, do końca nie wiedziałem o co jej chodziło, do momentu aż nie zobaczyłem światła w łazience.

- Z..Zayn? - Zapytała jakby sama nie wierzyła w to co widzi. - Przecież ty... znaczy...- Nie wiedziała co powiedzieć. Była totalnie zaskoczona.

- Kto jest w łazience? -  Zapytałem, ale nie otrzymałem odpowiedzi, więc powtórzyłem pytanie. - [T.I], kto tam jest? - Odezwałem się ciut głośniej

- J.... to znaczy, bo widzisz.. wróciłam do pokoju i... myślałam. - Plątała się, nie wiedziała co powiedzieć. Stwierdzenie, że była w szoku to za mało, sam nie wiedziałem, jak określić jej stan. Jedno było pewne na sto procent. W tej przeklętej łazience to nie ja.

- Spokojnie [T.I]. Kto tam siedzi? To on? - powiedziałem trochę ciszej, na wypadek jakbym miał rację, jednak dziewczyna przecząco pokiwała głową. - Co do cholery?

- Kiedy wyszłam, on był w pokoju, wróciłam sama,nikt za mną nie szedł. Weszłam do pokoju, zobaczyłam, że cie nie ma, a kiedy usłyszałam szum wody, pomyślałam że bierzesz prysznic. -

Wyjaśniała.

Usiadłem koło niej.Nie powiem, byłem denerwowany tą całą sytuacją z Paulem, stresowałem się jutrzejszym występem, a żeby tego było mało zastałem [T.I] znowu wyraźnie załamaną w dodatku ktoś obcy jest w NASZEJ łazience. Kilkanaście minut później wszystkie odgłosy w łazience ucichły, zgasło światło. Moja tymczasowa współlokatorka była nieźle zestresowana, wtuliła się we mnie tak mocno jak to tylko możliwe, ja natomiast oplotłem ją ramieniem. Kiedy zobaczyłem postać wyłaniającą się z łazienki, na dodatek w samym ręczniku zamarłem.

 ___________________

 Eh, Kochani, co tu dużo mówić, macie kolejną część z Zaynem. Ciekawe kto tak bezczelnie wtargnął do łazienki Zayna i [T.i]..hmm sama jestem tego ciekawa :P. A teraz poważnie bardzo Was przepraszam, że tak daaaaaawno znowu mnie nie było. Pisanie imaginów idzie mi coraz gorzej. Widzę, że pod ostatnią częścią pojawiły się komentarze, za które dziękuje i mam nadzieję, że będzie jeszcze więcej. Mam nadzieję, ze sę nie gniewacie, że tak długo. Pewnie myślicie, że zapomniałam o Was, ale spokojnie, nigdy o Was nie zapomnę. Nie wiem kiedy kolejna część.Piszcie w komentarzach wszelkie uwagi, zastrzeżenia a może macie jakieś pomysły na ciąg dalszy. Dla osób, które myślą, że będzie z tego fanfic mam złą wiadomość, ponieważ to jest tylko taki dłuższy imagin, chociaż kto wie, moze wyjdzie z tego fanfic jakiś krótki :)        


    
    

                            

                                                                

                               


   

     




sobota, listopada 29, 2014

Zayn III

  Wstałam kilkanaście minut przed Zaynem. Dzisiejsza noc, była dla mnie w pewnym sensie wyjątkowa. Pierwszy raz czułam się,  taka..taka spokojna, kochana i bezpieczna. Wiedziałam, że obietnica bezpieczeństwa ze strony chłopaka nie jest fałszywa i to mnie bardzo cieszy. Kiedy tak leżałam nagle przypomniałam sobie, że jestem wtulona w chłopaka, chciałam się podnieść starałam się Go nie obudzić, niestety po chwili lekko się poruszył, cichutko zamruczał i powoli otworzył swoje cudne, ciemne tęczówki.

- Dzień dobry  - usłyszałam jego ochrypły głos i zobaczyłam ten cudowny uśmiech. Nie mogłam sobie wyobrazić lepszego poranka.

- Dzień dobry.- odwzajemniłam uśmiech.

- Mówiłem Ci już, że jesteś piękna? - jeju jaki on ma cudowny głos, pomyślałam i poczułam żar na policzkach, co mogło oznaczać tylko tyle, że chłopak znowu wywołał u mnie rumieńce.

- A z tym rumieńcem wyglądasz jeszcze piękniej.- poszerzył uśmiech. 
W odpowiedzi sprzedałam mu tylko kuksańca w ramie.

-  No eyy, mówię tylko prawdę.Jak się spało?? Gotowa na podbój Portugalii??

- Bardzo się denerwuje, nie tylko ze względu na chłopaków czy ojca, ale nigdy nie jeździłam tak daleko a w dodatku samolotem. - powiedziałam. - a spało mi się naprawdę dobrze.

*wręcz cudownie* - przeszło mi przez myśl. 

- A Tobie?? Wyspany?? - zapytałam, za co zostałam obdarowana najpiękniejszym uśmiechem, jaki w życiu widziałam.

- Mmm..u boku tak pięknej dziewczyny, mógłbym się codziennie budzić i zasypiać. Dawno tak dobrze nie spałem. - cholera znowu te rumieńce.- Dobra dosyć tego dobrego trzeba wstawać. Najchętniej jeszcze bym poleżał, ale trzeba się ogarnąć.- usiadł przeciągnął się i powoli wstał.

Kiedy go zobaczyłam, sama nie wiedziałam gdzie patrzeć, ciało ozdobione wieloma tatuażami, lekko zmierzwione włosy, mięśnie.- Mój Boże, [T.I] ogarnij się. Skarciłam się. Kiedy tak się w Niego wpatrywałam, chłopak poczuł się najwyraźniej niezręcznie i wybudził mnie z transu.

- No to co jemy na śniadanie? - mówił to cały czas uśmiechając się.

- Eehem, nie wiem, pojęcia nie mam, zdaje się na Twój gust.- odpowiedziałam.

Chłopak wstał z łóżka, wziął strój na dzisiaj, poszedł do łazienki się ubrać po czym od razu zszedł na dół. Postanowiłam zrobić to samo, kiedy byłam już prawie gotowa usłyszałam głos z dołu.

- [T.I] chodź śniadanie na stole. - zawołał.

 Jak zwykle siedzieliśmy w ciszy, którą przerwał chłopak.

- Chłopaki zaraz będą i razem pojedziemy na lotnisko. - zobaczywszy jak moja twarz blednie i malujący się na niej strach, chwycił moją dłoń i szepnął bym się nie martwiła i że wszystko będzie w porządku.

Uśmiechnęłam się blado, chciałam czymś zająć myśli, więc wstałam i posprzątałam po śniadaniu, Zayn próbował mnie powstrzymać, ale nie zamierzałam ustąpić. Po chwili, kiedy wszystko było gotowe poszłam do góry po swoje rzeczy, pięć dni to nie długo, ale ja jak każda kobieta zawsze muszę przesadzić,ale nie ważne i tak nie ma czasu już na przepakowanie. Torba była jak dla mnie na prawdę ciężka, nie chciałam jednak wołać chłopaka, więc sama targałam ją na dół, a przynajmniej taki miałam zamiar, kiedy to zobaczył od razu wystrzelił w moim kierunku i zabrał ode mnie walizkę.

- Oszalałaś? Wziąłbym to, czemu nie poprosiłaś?- Wiedziałam, że tak będzie.

- Eh, ja... ja chciałam.... po prostu..- znowu ten strach.

- Nie denerwuj się, nie jestem zły, ale nie rób tak więcej a jakbyś spadła ze schodów? - martwił się, czułam się z tym dziwnie, ale dobrze wiedzieć, że ktoś się o mnie troszczy.

- Prze...przepraszam.- odezwałam się, kiedy siedzieliśmy już na kanapie i czekaliśmy na chłopaków.

- Nic się nie stało, przecież Ci mówiłem, nie chce po prostu by coś Ci się stało. Naprawdę się nie gniewam.- wyjaśnił mi spokojnie, sprawiając, że poczułam się lepiej. - No chodź tu do mnie.-Wyciągnął w moim kierunku dłoń, przysunęłam się do Niego nieśmiało, a on mnie po prostu przytulił, co odwzajemniłam mocniej się wtulając.

Siedzieliśmy wtuleni, do momentu, aż nie usłyszeliśmy śmiechów chłopaków. Zayn zerwał się, by ich powitać. Weszli do pokoju w którym siedziałam na co tradycyjnie odezwało się uczucie, które ostatnio mnie nie opuszcza..strach, pod jego wpływem skuliłam się na kanapie, spuszczając wzrok na moje palce, które w tym momencie stały się najbardziej interesującą rzeczą na świecie.  Chłopcy zatrzymali się kawałek ode mnie szepcząc coś do bruneta, jednak na tyle głośno bym usłyszała.

- To ta dziewczyna o której wspominałeś? - Zapytał Harry.- Ładniutka.- spojrzał w moją stronę chłopak z bujnymi lokami i zielonymi oczami.

- Zapomnij Hazz, skoro Zayn nie chciał jej zostawić, znaczy że coś do niej czuje. Nie ma sensu startować stary- odezwał się drugi, tym razem był to szatyn z niebieskimi oczami.

- Oh, zamknijcie się...- warknął Zayn i spojrzał w moją stronę. Pokiwał głową zrezygnowany, po czym się odezwał.

- [T.I], to są właśnie moi przyjaciele, o których Ci opowiadałem.

Wstałam niepewnie z miejsca i podeszłam do chłopców, oczywiście stanęłam jak najbliżej Zayna, póki co tylko przy nim czułam się bezpiecznie.

- Ten z burzą loków na głowie to Harry, po lewej stoi Louis, Liam i Niall.- z każdym z nich przywitałam się uściskiem ręki i uśmiechem, a przynajmniej mam nadzieje, że to był uśmiech.

- Ymm, miło Was poznał, Zayn dużo o Was mówił. Mam na imię [T.I].- Czemu tutaj wszyscy reagują na to imię takim zaskoczeniem? Ah no tak.. w Polsce to normalne, tutaj rzadkie.

- Ładnie, ale zaraz... to nie jest brytyjskie imię, skąd jesteś? - Zapytał chyba Niall, swoją drogą całkiem uroczy.

- Jesteś spostrzegawczy..Niall? Dobrze pamiętam? - zapytałam niepewnie.

- Tak, masz dobrą pamięć, ale skoro nie jesteś stąd to skąd??

- No... jakby Wam to powiedzieć...jestem tutejsza, moja mama jest polką, a [T.I] to właśnie z tego kraju. - uśmiechnęłam się.

- Aaa no to wszystko jasne, dobra nie męczmy już dziewczyny, długa droga przed nami trzeba się ruszać na lotnisko. - W końcu uciął Liam.. tak na pewno to był on.

Ruszyliśmy do samochodu, który swoją drogą był jak taki mały autobus, usiadłam oczywiście koło Zayna, obok usiadł Liam, obok niego Harry a na przeciwko Niall i Louis. Rozmawiliśmy o wszystkim, nawet co ciekawe ja się wyluzowałam, Zayn miał rację chłopcy są wspaniali.

- A Paul z Wami nie przyjechał? - Zmienił temat zdziwiony Zayn.

- Dzwoniłem do Niego i powiedział, że będzie czekać na lotnisku. - Poinformował wszystkich Liam.

Droga na lotnisko trwała jeszcze kilka minut po czym wyszliśmy i kierowaliśmy się do wielkiej hali odlotów i przylotów. Obiekt był olbrzymi, trochę się speszyłam nigdy nie byłam w takim miejscu, popatrzyłam z lekkim przerażeniem na chłopaków, ale zdawali się tego nie widzieć, tylko Zayn objął mnie ramieniem, dodając tym otuchy.

- O patrzcie chłopaki, Paul idzie - odezwał się Louis. - Trochę ich poznałam i imion już byłam pewna na sto procent.

Spojrzałam przed siebie i napotkałam wzrok tego ich Paula, ale zaraz przecież to niemożliwe. To... to.. mój ojciec, co on tu robi? Zobaczywszy mężczyznę, chwyciłam Zayn dłoń jeszcze mocniej, zrobiło mi się słabo i poczułam, że za chwilę zemdleje, więc gwałtownie wyszarpałam się z uścisku chłopaka, który chwile temu sama wzmocniłam i usiadłam na krzesełku. Chłopaki kiedy to zobaczyli przystanęli, ale nie odważyli się podejść, nie wiedzieli co się dzieje, byli wyraźnie zdezorientowani. Jedynie do siebie w miarę szybko doszedł Liam, no i Zayn, dali reszcie do zrozumienia, żeby szli dalej a sami usiedli po obu stronach krzesełka,które zajmowałam.

- Yyy..[T.I]? Wszystko w porządku?- Zapytał Liam.

Spojrzałam ostrożnie na chłopaków i na mężczyznę, który już rozmawiał z pozostałą trójką.

- Tak.. to znaczy chyba.... ehh... przepraszam chłopaki, ale ja chyba jednak nie polecę, z Wami.

- Co się dzieje? Przecież rozmawialiśmy o tym w domu, wszystko jest i będzie dobrze. Chłopcy Cię polubili, nie pozwolimy Cię skrzywdzić.Prawda Li? - odezwał się Zayn.

- No jasne,nie wiem czego lub kogo się boisz, ale z Nami jesteś bezpieczna. - słuchałam ich i miałam coraz więcej łez w oczach, którym nie chciałam dać wypłynąć.

- Zayn.. ja... doceniam co dla mnie robisz, robicie i doceniam również to, że chcecie mi pomóc, ale.. on tu jest.- powiedziałam nieśmiało patrząc w stronę Paula.

- Ale kto? Paul? [T.I] mówiłem Ci, że nie ma nic przeciwko byś jechała, to spoko gość, polub...- przewałam mu.

- Nie! Nie polubię, nie chce go znać to... on jest...- nie wiedziałam jak im to powiedzieć.

CDN.
_____________________________

Witajcie kochani ponownie, tym razem Zayn część trzecia, którą w końcu udało mi się napisać zupełnie samej... tym samym tez dedykuje ten rozdział Malikowej, która pomogła mi już wiele wiele razy i jestem Ci wdzięczna Kochana. Wybaczcie, że taki beznadziejny, ale mam nadzieję, że chociaż jednej z Was się spodoba. Piszcie komentarze, rozsyłajcie stronkę dalej. Pomóżcie rozwinąć skrzydła temu blogowi. Pozdrawiam i do następnego. 

niedziela, listopada 23, 2014

Zayn II

                                            ***Perspektywa Zayna***


 Obudziłem się jeszcze, przed [t.i]. Przetarłem zaspane oczy, ruszyłem się z łóżka i postanowiłem zajrzeć do mojej współlokatorki. Cichutko wszedłem do pokoju, dziewczyna była odwrócona tyłem do drzwi. Pomyślałem, że śpi,więc wycofałem się, zamykając za sobą ostrożnie by jej nie obudzić. Zszedłem na dół coś zjeść, przy okazji szykując coś dla niej na śniadanie, by zjadła gdy wstanie a mnie nie będzie. Nie chce by czuła się skrępowana czy coś. Zrobiłem dla nas śniadanie, swoje od razu zjadłem, a dla niej postawiłem na stole, obok talerza położyłem też karteczkę z informacją gdzie jestem i o której powinienem wrócić, by się nie martwiła. Spojrzałem na zegarek i dotarło do mnie, że mam dokładnie pół godziny do wyjścia. Zacząłem się szybko ubierać, a chwile później wyszedłem z domu. Miałem tylko nadzieję, że nie pomyśli sobie, iż ją opuściłem. Niby zostawiłem jej karteczkę, ale nie ma gwarancji przecież, że nie odbierze tego w ten sposób, jest taka krucha. Bałem się, ale musiałem spełnić swoje obowiązki. Odsuwając myśli na bok zorientowałem się, że jestem już pod budynkiem, gdzie mieliśmy spotkać się z menagerem. Wszedłem do budynku, gdzie od razu spotkałem się z chłopakami na Paula zastanawiając się o co może chodzić, chłopcy podobnie jak ja też są zdezorientowani. Trasa odpada, bo przecież nie dawno wróciliśmy, płyta? Hmm możliwe, ale czy to nie za szybko? Sam nie wiem. Po pięciu minutach nasze wątpliwości miały został rozwiane, ponieważ pojawił się najważniejszy człowiek dla naszego zespołu. Gdyby nie on to nie wiem co by z nami było, jestem jednak pewny, że nic dobrego.

 - No cześć chłopaki, zapraszam do biura. - Odparł niskim głosem.

Weszliśmy jak nam nakazał, usiedliśmy na dużej sofie i czekaliśmy, aż mężczyzna coś powie.

 - No więc? Co się stało, że nas ściągasz do biura? - Zapytał Liam.

 - Nie chodzi o następną trasę, prawda? - Zapytałem.

Mężczyzna milczał,a my zaczęliśmy się denerwować, a ja chyba szczególnie.

 - W sumie chłopaki to... - W końcu przemówił. - Co prawda to prawda Zayn, nie chodzi o trasę, jednak... - No nie, znowu zaniemówił.

 Do cholery Paul, mów o co chodzi proszę Cię. - Oburzył się Harry, a to nie wróżyło nic dobrego

 - Harry, nie denerwuj się. - Odpowiedział spokojnie.

 - No to mów wreszcie, to nie jest zabawne. Dzisiaj przyjeżdża do mnie siostra z mamą, nie chce by musiały tłuc się z lotniska autobusem czy taksówką. Błagam zlituj się. - Powiedział już spokojniej Hazz.

 - No dobrze, już dobrze.Chodzi o to, że dostaliście zaproszenie do jakiegoś muzycznego programu, jakiś finał czy coś. Musimy wylecieć jutro, z samego rana do Portugalii, zostajemy tam co najmniej pięć dni. - Zamarłem.

 J..Jak to? Paul z całym szacunkiem, ale czy ty żartujesz? - Zapytałem zupełnie zszokowany.

Przecież nie mogę zostawić [T.I]. Boże nie teraz... to muszą być jakieś kpiny. - Załamałem się.

- O co chodzi Zayn? Nigdy nie protestowałeś, przecież to kochasz, wy to kochacie, co się dzieję? - Zupełnie zbijając mnie z tropu.

 Co miałem powiedzieć? Że poznałem dziewczynę? Że u mnie mieszka? Że nie mogę jej teraz, nie chce jej teraz zostawiać? Zupełnie nie wiedziałem co odpowiedzieć.

 - Bo widzisz Paul.. - zacząłem zmieszany. - Bo ja... właściwie to... - Nie wiedziałem co powiedzieć.

 - No Malik, nie mamy całego dnia wyduś to z siebie. Czemu tak usilnie nie chcesz jechać? Przecież to szansa, dla Ciebie, dla was. - Dopytywał mnie Paul

No nic. Ryzyk fizyk, spuściłem głowę i powiedziałem.

 - Nie jestem sam, nie mogę jechać..bo...poznałem kogoś i nie mogę jej teraz zostawić. - Powiedziałem na jednym wdechu, ze spuszczoną głową głową zmierzałem do  wyjścia, za nim chwyciłem za klamkę odwróciłem się jeszcze w stronę chłopaków i Paula. Wyszeptałem ciche " przepraszam" i wyszedłem.

- Zayn! Wróć! - Usłyszałem głos Paula. Stanąłem i odwróciłem się, a to co usłyszałem, nie powiem ucieszyło mnie.

- Jeśli.. no jeśli na prawdę nie chcesz jej zostawiać, to ją zabierz ze sobą. - Powiedział, a na mojej twarzy zagościł szeroki uśmiech.

- Yy.. mówisz poważnie? Mogę? Jee..jeju Paul, dziękuje! - Wykrzyczałem i przytuliłem go najmocniej jak mogłem, jest dla nas jak brat, mimo dosyć sporej różnicy wieku jest spoko gościem.

- No już Zayn spokojnie, pogadaj z nią i widzimy się jutro. - Uśmiechnął się, a ja pożegnałem się z chłopakami i wróciłem szczęśliwy do domu.

 Otworzyłem drzwi i pierwsze kroki poczyniłem do kuchni nawet się nie rozbierając, niestety nie podobało mi się to co tam zastałem. Talerz, który zostawiłem tutaj, był nietknięty, karteczka idealnie ułożona, zero oznak dziewczyny. Zmartwiłem się nie na żarty, pobiegłem szybko na górę i otworzyłem drzwi. Kiedy wszedłem zauważyłem, że [T.I] wcale nie zmieniła pozycji od kiedy ją ostatnio widziałem,jej ciało delikatnie drżało. Myślałem, że jest jej zimno, więc podszedłem do niej z zamiarem okrycia jej szczelniej, kiedy jednak dziewczyna wyczuła moją obecność, odwróciła się gwałtownie i przytuliła tak mocno, że zamarłem i przez chwilę nie wiedziałem co się dzieję, ale odwzajemniłem gest i w końcu do mnie dotarło, szlochała. Znowu. Zacząłem delikatnie pocierać jej plecy, by choć na chwile przestała płakać. Trwaliśmy tak do momentu aż się nie uspokoi. Minęła chwila, a ja zorientowałem się, że przez to wszystko jestem jeszcze w kurtce i butach. Odsunąłem się od niej na kilka wręcz milimetrów, ponieważ dziewczyna od razu przylgnęła do mnie jeszcze mocniej.

- Shhh, [T.I] nie płacz. Za chwilę wrócę, idę tylko zdjąć kurtkę i buty, nigdzie nie idę. - próbowałem jej wyjaśnić i chyba się udało, ponieważ po chwili uścisk zelżał, a szatynka niepewnie się odsunęła i oparła plecami o ścianę. Zanim zamknąłem drzwi spojrzałem w jej stronę i zrobiło mi się jej naprawdę żal. Siedziała pusto patrząc na drzwi. Martwiłem się. Wykonawszy swoje zajęcia, poszedłem do kuchni, po śniadanie, którego nie zjadła, zaparzyłem świeżą herbatę i poszedłem do jej pokoju.

- Przyniosłem Ci śniadanie. Zostawiłem je rano, kiedy wychodziłem. Czemu nie zjadłaś?

Tym pytaniem chyba jednak przesadziłem. Niby o nic takiego nie pytałem, ale ona się lekko skuliła i przyparła do ściany jeszcze mocniej, o ile to w ogóle możliwe, już nie wiedziałem co zrobić i jak do niej dotrzeć, nie ufała mi, to było pewne a ja musiałem, chciałem to zmienić, ale zupełnie nie wiedziałem jak. Pokręciłem głową z rezygnacją odłożyłem tacę na stolik obok łóżka i ostrożnie usiadłem koło dziewczyny, obserwując jej nieśmiałe ruchy. Od rana nic nie powiedziała. Cisza miedzy nami trwała tak długo, aż dziewczyna nie zjadła i nie wypiła tego co jej przyniosłem. Chwilę potem zadała pytanie, które mnie zaskoczyło.

 - Gdzie byłeś? Wołałam cię, prosiłam byś przyszedł, bałam się. Miałam zły sen, mój ojciec chciał cię skrzywdzić, tak bardzo się bałam.

- Byłem w pracy. Nasz menager, Paul chciał z nami coś omówić. Pamiętasz? Mówiłem ci, że śpiewam w zespole.

Po mojej odpowiedzi, nie wiem czemu, ale dziewczyna pobladła. Przerażenie miała wymalowane na twarzy. Co ja znowu do cholery, zrobiłem źle? Chwilę później powiedziała co ją tak wystraszyło.

- P..Paul? - Pierwszy raz widziałem, jak można sparaliżować człowieka wypowiadając jedno, jedyne imie. Nie wiedziałem o co chodzi. - Mój ojciec ma tak na imię.- Wyjaśniła, no i wszystko jasne.

- No tak, własnie Paul, ale spokojnie nic się nie stało, widzisz? Jestem cały i zdrowy. Wiesz, jutro mamy jechać do Portugalii na jakiś występ czy coś, na całe pięć dni.

-Wyyy...wyjeżdżasz?! Zostawiasz mnie? Nie proszę, nie teraz! Błagam Cię, ja się boje, nie zostawiaj mnie.

- Hey, spokojnie, rozmawiałem z menagerem, powiedział że..... możesz jechać z nami, poznasz resztę chłopaków, Paula no a przy okazji pozwiedzamy. Zobaczysz, będzie fajnie. -uśmiechnąłem się pokrzepiająco.

- No nie wiem Zayn. Będę wam tylko zawadzać. Będziecie pracować, a ja ? Będę niepotrzebnym balastem, zresztą co będzie jak chłopcy mnie nie polubią? A jeśli mój ojciec mnie znajdzie? On jest zdolny do wszystkiego, niby nie sądzę by wpadł na pomysł by mnie szukać, za granicami kraju, ale on jest zdolny do wszystkiego. Tu jestem bezpieczna, ale co będzie jak mnie na ulicy wyczai ?  Wole zostać tutaj. Doceniam co dla mnie robisz, ale nie chce tego wykorzystywać. Masz swoje życie, obowiązki. Przepraszam, że zwaliłam Ci się z buciorami w życie. Odejdę, tak będzie lepiej.

- Nie wygłupiaj się [T.I]. Nikomu nie będziesz przeszkadzać, gdyby Paul tak myślał nie zaproponował by zabrania Ciebie, a chłopcy są naprawdę wspaniali. Polubią Cię, niczym się nie przejmuj. Na każdy występ, próbę, wywiad czy sobie tam jeszcze menager wymyśli, będziesz jeździć z nami, nie będziesz ani na chwilę sama, no chyba że w łazience. - Próbowałem zażartować. - Jeśli chcesz, odstąpię ci swojego ochroniarza. Za każdym razem, gdy będziesz chciała wyjść a ja nie będę mógł, on pójdzie z Tobą. Będzie dobrze. Jesteś bezpieczna, pamiętasz?  To co jedziesz?

- Nie jestem przekonana, ale skoro to dla Ciebie takie ważne, to myślę, że pojadę bo i tak nie mam wyjścia. - wreszcie się uśmiechnęła, a ja odetchnąłem z ulga. Spojrzałem na zegarek i już chciałem powiedzieć, by się pakowała, ale przypomniałem sobie, że przecież nie ma żadnych ciuchów, oprócz tych co miała na sobie jak ją spotkałem, więc odparłem.

- Wiesz rano mamy samolot, a skoro jedziesz z nami musisz mieć jakieś ciuchy. Nie proponuje byś szła do domu po swoje rzeczy, bo pewnie nie chcesz tam wracać, dlatego... korzystając z tego, że resztę dnia mam wolną, zabieram Cię na zakupy. Kupisz co chcesz, spakujemy się, a jutro podbijamy Portugalię.

Uśmiechnęła się delikatnie, wstała z łóżka i poszła do łazienki, a ja wziąłem tacę i zaniosłem na dół. Ponownie ubrałem kurtkę i buty i czekałem na dziewczynę, która po chwili zjawiła się w drzwiach. Zobaczywszy ją, uśmiechnąłem się, wziąłem delikatnie pod rękę i poszliśmy na zakupy. Przy kasie oczywiście histeria bo przecież ona nie ma pieniędzy, nie może wziąć tego czy tamtego, bo za drogie, bla.. bla... bla... kobiety.

- Ile płacę? Zapytałem ekspedientkę, przy kasie. Usłyszawszy kwotę, wyciągnąłem kartę w kierunku kasy i chciałem płacić, oczywiście [t.i] mnie powstrzymała.

- Boże, Zayn ja... przepraszam! Nie wiedziałam, że to takie wszystko drogie. Odniosę to i znajdziemy coś tańszego, nie chcę byś bulił kasę na mnie. To twoje pieniądze, nie chce tego wykorzystywać.

Udawałem, że nie słyszę, co dziewczyna mówi, uśmiechnąłem się do kasjerki, pokiwałem znacząco głową jednocześnie podając kartę by dokończyć transakcję. Widziałem wzrok [t.i], wiedziałem że chciała coś powiedzieć, za chwile jednak zamknęła usta i już nie protestowała.

 Po udanych zakupach pojechaliśmy do domu i zaczęliśmy się pakować. godzinę później szybko było już gotowe. Pooglądaliśmy telewizję, miedzy czasie postanowiłem zrobić kolację. W trakcie posiłku, widziałem że dziewczynę coś gryzie, wyraźnie chciała coś powiedzieć, albo zapytać ale chyba nie do końca wiedziała jak. Minęło trochę czasu a zielonooka w końcu wykrztusiła z siebie co chciała.

- Jacy oni są ? To znaczy chłopcy.. wiesz ci twoi koledzy? -  zadała stos pytań na raz, co wywołało na mojej twarzy uśmiech, w końcu odpowiedziałem.

- Oni są... naprawdę super. Zabawni, jeśli potrzebujesz pomocy to z czystym sumieniem możesz się do nich zwrócić o pomoc, naprawdę są pomocni. Na ogół to takie duże dzieci. Polubisz ich, zobaczysz, co najważniejsze mogę ci obiecać, że nie będziesz się z nami nudzić - uśmiechnąłem się.

Posprzątaliśmy po kolacji, chwilę jeszcze rozmawialiśmy, aż w końcu zdecydowaliśmy się iść spać.

- Dobranoc [t.i]. - Chciałem odchodzić, ale dziewczyna mnie zatrzymała.

- Zayn, czy...bo...no bo wiesz...- Była zupełnie zmieszana.

- No co sie stało? - Zapytałem.

- No bo widzisz, pomyślałam, czy nie mogłabym. - Denerwowała się.

Podszedłem do niej pogładziłem jej ramie, by dodać jej trochę otuchy, co po chwili wynagrodziła mi wypowiadając słowa, które zupełnie mnie zaskoczyły, nie spodziewałem się.

- Czy mogłabym dzisiaj, spać z tobą? - Zaczerwieniła się i opuściła głowę

- Oczywiście, idź już do pokoju, a ja wezmę prysznic i wrócę do Ciebie.

Wróciłem dziesięć minut później. Dziewczyna leżała odwrócona do drzwi, oczy miała otwarte. Uśmiechnąłem się, podszedłem do łóżka i nakryłem nas kołdrą i próbowałem zasnąć, za nim jednak do tego doszło, [t.i] zaskoczyła mnie dzisiaj już chyba setny raz. Pocałowała mnie w policzek, powiedziała ciche dziękuje i wtuliła się w moją klatkę piersiową jednocześnie zasypiając, co ja uczyniłem zaraz po niej. Lekko zaskoczony, ale spokojny i zaskakująco szczęśliwy

---------------------------

Wreszcie, wreszcie, wreszcie!!! Wróciłam do Was z nową częścią, nie wiem jeszcze ile będzie wszystkich części, ale raczej sporo. Tradycyjnie dziekuje Malikowej, wiem, że to czytasz. Jesteś wspaniała :* Czytajcie, komentujcie motywujcie, mnie....nas.