poniedziałek, 14 kwietnia 2014

część IV z Louisem

Rano obudził mnie nie budzik jak sie tego spodziewałam, ale mój synek. Wstałam, podeszłam do łóżeczka, wyciągnęłam małego na ręce i podeszłam z nim na łóżku, na którym po chwili usiadłam i zaczęłam go karmić, kiedy mały był już spokojny położyłam go z powrotem do łóżeczka, spojrzałam na zegarek i zaczęłam się szykowac do pracy. Dzisiaj znowu nie było rodziców, więc poraz kolejny musiałam iść z moim skarbem do tych oszołomów.  Wiedziałam, że  4/5 zespołu się ucieszy bo polubili małego, jednak zdawałam sobie też sprawę z tego, że Louis znowu będzie miał wąty i znowu podniesie mi ciśnienie.
- Nie będę się przejmować tym wielmożnym panem.- pomyślałam.
Wyszykowałam siebie i małego do wyjścia, zeszliśmy na dół gdzie jadłam śniadanie. Dwadzieścia minut później kiedy już wszystko było posprzątane, poszłam do przedpokoju ubrać buty i kurtkę. Zagnęłam jeszcze tylko torebkę obejrzałam się z każdej strony, wzięłam nosidełko i wyszłam z domu, zakluczając dokładnie mieszkanie i ruszyłam do miejsca gdzie miałam dzisiaj pracować.
- Cześć chłopaki, mam dla Was niespodziankę.- powiedziałam wchodząc do pomieszczenia gdzie dzisiaj pracowaliśmy. Oczywiście jak niespodzianka to niespodzianka, stanęłam w taki sposób by chłopcy nie widzieli nosidełka kiedy się odwrócą.
- Cześć [T.I] - powiedzieli chórkiem i mnie wyściskali, oczywiście oprócz Louisa, jednak dzisiaj był jakiś inny, nie wiedziałam co się dzieje.
- Jaka to niespodzianka? - spojrzeli na mnie.
- Patrzcie kto Was dzisiaj odwiedził. - Powiedziałam i odsłoniłam nosidełko.
- Nicholas!!!!!!!- Zaczęli krzyczeć, wariować rozśmieszać małego,który oczywiście zaczął się śmiać.
- Eh... jak dzieci.- Powiedziałam, a chłopcy zaraz spojrzeli na mnie.
- Coś mówiłaś [T.I]?- Zapytali.
- Yyyy... Nie nie, zabierajmy się do roboty.- odparłam i od razu zrobił się spokój.
Odstawiłam chłopca na wersalkę zdjęłam kurteczkę, sama też zdjęłam płaszcz i wzięłam się do roboty, ku mojemu zdziwieniu nikt na nic się nie skarżył, co w sumie nie specjalnie mnie zdziwiło bo nikt nigdy nie narzekał tylko Lou, który dzisiaj był wyjątkowo spokojny.
Byłam zaskoczona przemianą chłopaka, jednak się cieszyłam ponieważ nie musiałam się denerwować i przejmować tym że Pan Tomlinson jak zwykle jest niezadowolony. Nakładając żel na włosy Zayna usłyszałam płacz Nicholasa, powiedziałam niemo przepraszam w strone Zayna i chciałam kierować się w stronę małego kiedy przerwał mi.... Louis, byłam zaskoczona jednak to co powiedział zaskoczyło mnie jeszcze bardziej.
- Nie przejmuj się [T.I], rób co masz do zrobienia ja się zajmę naszym królewiczem.
Kiedy usłyszałam naszym, totalnie mnie zamurowało, dziwnie to brzmiało zważywszy na fakt, że na prawdę był nasz.
- Ale...- Nie skończyłam bo Lou mi przerwał.
- Ależ nie ma żadnego ale. Nie przeszkadzaj sobie my sobie poradzimy. Prawda smyku?- odezwał się w kierunku małego, a mnie zamurowało, jednak kontynuowałam swoje czynności.
Cały czas byłam zaskoczona i zszokowana zaistniałą sytuacją, jednak nie przerywałam tego co do mnie należało, spoglądałam tylko co jakiś czas na Louisa i Nicholasa. Wyglądali przesłodko. Po paru minutach kiedy skończyłam pracę, chłopaki pożegnali się ze mną i małym, ja im tylko na odchodnę życzyłam powodzenia. Kiedy wyszli opadłam na kanape obok małego wzięłam go i polożyłam sobie na kolana. Mówiłam, do niego łaskotałam delikatnie,wygłupiałam się z nim na co mały reagował swoim uroczym, głośnym śmiechem. Po chwili jednak małemu znudziła się zabawa i po prostu zasnął leżąc mi na kolanach. Wzięłam go ostrożnie by się nie przebudził położyłam do nosidełka i czekałam na chłopaków, którzy po krótkiej chwili weszli do pomieszczenia, co ciekawe nie musiałam ich dzisiaj upominać by byli cicho. Przebrali się szybko uśmiechnęli się i poszli dalej na scenę.
Po niespełna dwóch godzinach chłopcy skończyli koncert, przebrali się w swoje "prywatne" ciuchy pożegnali się jak zwyklę, wycałowali małego i wyszli. Niestety ja nie mogłam zrobić tego w tym samym czasie co chłopcy, gdyż musiałam posprzątać rzeczy. W pewnym momencie usłyszałam, że drzwi się otworzyły.
- Czego zapomnieliście?- Zapytałam cicho się śmiejąc. Kiedy nie uzysykałam odpowiedzwi odwróćiłam się i zobaczyłam, że na kanapie obok Nicholasa siedzi...Louis. Zdziwił mnie widok chłopaka, bo przecież przed chwilą wyszli. Odłożyłam wszystko co miałam w rękach i odwróciłam się w stronę chłopaka.
- Zapomniałeś czego?- zapytałam i zaczęłam się rozglądać po pomieszczeniu.
- Nie [ T.I], niczego nie zapomniałem, chciałem Cię przeprosić i pogadać.
-Więc słucham. O czym chcesz porozmawiać?-zapytałam.
W odpowiedzi poklepał tylko miejsce obok siebie, na co zareagowałam od razu usiadłam obok. było widać, że chłopak nie wie jak zacząć.
- Więc siedzę, o czym chcesz porozmawiać, wiesz nie chce Cię naciskać, ale jest późno. Proszę zacznij mówić o co chodzi.- powiedziałam, zerkając na małego, który po prostu na moich oczach zasnął. Uśmiechnęłam się do siebie i odwróciłam wzrok z powrotem na mojego towarzysza.
- Śliczny jest, jego tata musi być z niego dumny.- Powiedział nagle Lou a mnie zatkało.
- Louis do rzeczy, nie wierze że chciałeś powiedzieć tylko jaki to Nicki jest śliczy. Więc? - odpowiedziałam.
Chłopak głęboko tylko westchnął.
- W sumie nie wiem od czego mam zacząć.- powiedział.
- Najlepiej od początku, tak się najlepiej zaczyna.- odpowiedziałam.
Kiedy widziałam, że chłopak dalej wlepia we mnie swoje oczy i nie ma zamiaru nic powiedzieć, pokiwałam głową z rezygnacją i wstałam, jednak nie było mi dane odejście od kanapy, gdyż chłopak chwycił moją dłoń.
- Zostań proszę, porozmawiajmy.- poprosił.
- No dobrze Louis, ale o czym do cholery?! Plączesz coś, nie wiesz co powiedzieć, owijasz w bawełne, mały już jest śpiący i głodny a ja musze jeszcze posprzątać proszę Cię zacznij w końcu mówić o co chodzi. - powiedziałam z lekką irytacją w głosie siadając ponownie na kanapę.
Po chwili chłopak się otrząsnął i zaczął mówić.
- Wiesz.. na początek chciałbym Cię przeprosić, wiem że byłem skończonym idiotą, nie powinienem się tak zachowywać, byłem dla Ciebie okropny, wybacz mi proszę.- Powiedział i miał w oczach...łzy.
- Łzy? Co się z nim dzieje? Przecież to nie jest ten sam Louis. O co w tym wszystkim chodzi.-Zamyśliłam się jednak z stransu wyrwał mnie głos chłopaka.
- [T.I]Błagam teraz Ty nie milcz, powiedz mi czy mi wybaczysz kiedyś moje zachowanie, ja... ja nie chciałem, na prawdę. - Mówił coraz bardziej nerwowo i mnie przytulił.
W tym momencie mogłam się odsunąć, jednak tego nie zrobiłam, oddałam uścisk.
- Dziękuje [T.I]. Na prawdę dziękuje.- mówił umocniając uścisk.
Przytulałam się do chłopaka, jednocześnie przemknęła mi przez głowę myśl, że to dobry moment by powiedzieć mu o Nicholasie, że to on jest tym "dumnym tatą", jednak nie byłam do końca przekonana, czy to dobry pomysł. Wachałam się.
Minęło kilka chwil, a chłopak jakby zapomniał że trzyma mnie w ramionach chciałm się wydostać z jego uścisku jednak poczułam, że jest on nadwyraz mocny, co mnie zdziwiło usłyszałam ciuchtkie podchrapywanie. Jedno było pewne, to z pewnością nie Nicholas.
- Cholera!- Przeklęłam po cichu i zaczęłam budzić chłopaka.
- Lou! Loui! Obudź się. Ej! - mówiłam ciuchutko by nie wystraszyć ani jednego, ani drugiego. Kiedy chłopak nie reagował zaczęłam go delikatnie potrząsać.
- Louis obudź się, wstawaj!- W tym momencie chłopak się przebudził od razu stanął na równe nogi.
Spojrzał na mnie cały czerowny, znowu nerowowo mnie przepraszał, a ja się tylko uśmiechnęłam i odpowiedziałam.
- Nic się nie stało, idź już do domu i się połóż, jutro porozmawiamy.- uśmiechnęłam się.
- Ale ja..
- Nie ma żadnego ale. Idź do domu jutro skończymy rozmowe obiecuje.- odpowiedziałam.
- Eh, no chyba masz rację. Dziękuje jeszcze raz za wszystko.- chłopak mnie przytulił podszedł do małego ucałował go w czółko i wyszedł.
W końcu mogłam skończyć to co miałam do zrobienia i iść do domu.
Doszłam do domu, gdzie standardowo poszłam do pokoju, położyłam malego po czym zeszłam na dół, przywitałam się z rodzicami. Zdjedliśmy wspólnie jak co wieczór. Posiedziałam chwilę jeszcze po czym poszłam na górę się przebrać i położyłam się spać. Niestety nie było mi dane zasnąć na długo ponieważ jak nigdy mój synek się w nocy przebudził, wiedziałam że nie na karmienie bo próbowałam go karmić jednak dalej płakał, pieluszkę też miał czystą. Bardzo się martwiłam, nie wiedziałam co robić.
Wziełam go na ręce, kołysałam, chodziłam po pokoju. Mały ciągle płakał, nie miał gorączki, na ząbki jeszcze za wcześnie, w końcu postanowiłam położyć małego na swoim łóżku wzięłam telefon i włączyłam jakąś pierwszą lepszą piosenkę z telefonu, okazało się że wypadło na Little Things, mały ciągle płakał, a ja już nie wiedziałam co robić i sama się rozpałakałam, jednak kiedy przyszła pora na solówkę Louisa, a mały usłyszał jego głos uspokoił się natychmiast i zasnął. Ta sytuacja bardzo mnie zdziwiła i uświadomiła mi, że chyba już czas powiedzieć Louisowi prawdę.Piosenka się skończyła a ja upewniwszy się, że mały zasnął sama odetchnęłam z ulgą i poszłam spać.
Wstałam rano równo z budzkiem. Wyszłam z łózka i zobaczyłam, że mój synek jeszcze śpi. Wziełam ubrania, poszłam do łazienki gdzie wykonałam poranną toalete. Wyszłam z łazienki i kierowałam się do kuchni gdzie zjadłam śniadanie, pozmywałam i poszłam do góry. Kiedy weszłam do pokoju mały już nie spał, wzięłam go ubrałam i nakarmiłam. Chwilę jeszcze poczekałam aż małemu się wszystko w brzuszku ułoży co zasygnalizował odbiciem. Minęło dwadzieścia minut i byłam już pod studiem nagraniowym, gdzie miał odbyć się wywiad, potem jechaliśmy na sesję zdjęciową a potem na nagrywanie jakieś piosenki.
- Dzisiaj kochanie troszkę sobie pojeździmy.- Powiedziałam do małego na co on zaczął wydawać z siebie dzwięki którymi teraz komunikował się ze światem.
Kiedy weszeszłam do studia zauważyłam, że chłopaki są tak zatraceni w rozmowie, że mnie nie zauważyli. Postanowiłam ich wyrwać z transu i zmusić by na mnie spojrzeli.
- Hej Chłopaki!- odezwałam się.
Chłopcy spojrzeli na mnie, początkowo nie zauważając małego.
[T.I]!!!!- krzyknęli, jednocześnie spoglądając na moje ręce.- Nicholas!!!- krzyczeli podbiegli do nas.
Nicki zauważywszy chłopaków zaczął znowu coś po swojemu dzwięki wydawać, jednak kiedy dostrzegł Lou jego reakcja była zaskakująca. Zaczął coraz głośniej coś "mówić" jakby coś tłumaczył, pewnie miał na myśli sytuację która miała miejsce w nocy, wymachiwał rączkami, nóżkami w końcu wyciągnął rączki ku chłopakowi przy czym słodko się uśmiechnął, wszyscy byliśmy w szoku. Chłopak spojrzał na mnie czekając jakby na zgodę, czy może wziąć małego na ręce, zgodziłam się. Rozebrałam się, rozłożyłam wszystko słysząc co jakiś czas śmiech Nicholasa sama się uśmiechałam.
- Ej Chłopaki, on chyba myśli,że Lou to jego tata.- Zażartował Niall.
- Horan, co Ty pieprzysz? Przecież to nie moje dziecko, a szkoda.- odpwiedział Lou.
Kiedy to usłyszałam przedmiot, który trzymałam wypadł mi z rąk i spadł na ziemie, a ja nie wytrzymałam i wybiegłam z płaczem na dwór. Zostawiając chłopaków zdziowionych w garderobie,usiadłam na krawężniku chowając twarz w kolanach. Po upływie kilku minut poczułam dłoń na ramieniu, spojrzywszy w górę zobaczyłam nikogo innego jak Louisa. Chłopak usiadł koło mnie i przytulił. Wtuliłam się bardziej w niego dalej płacząc, nie mogłam się uspokoić. Miedzy nami panowała cisza, jednak teraz nie była ona krępująca czułam, że tego teraz potrzebuje jednak po chwili się ocknęłam i zapytałam.
- Lou co Ty tu robisz? gdzie Nicholas?- Zapytałam załamana.
- [T.I] spokojnie mały jest z chłopakami, nie martw się nic mu nie będzie. Co się dzieje?- pytał.- nie płacz, Niall nie chciał Cię zranić, wiesz jaki on jest- dokończył z przejęciem.
- Lou tu nie chodzi o Nialla...ja... ja po prostu musze Ci coś w końcu powiedzieć.- jednak nie powiedziałam już nic więcej, nie umiałam.
- Ej, spokojnie nie denerwuj się, na spokojnie powiedz o co chodzi.- powiedział, głaszcząc mnie czule po plecach, jednocześnie tym gestem powodując że łzy troszeczkę wyschły.
- Wiesz, od początku jak tu przyszłam odniosłam wrażenie, że mnie nie poznałeś, ale my już się znamy Louis. Poznaliśmy się ponad rok temu w klubie. Dlatego jak Cię zobaczyłam pierwszego dnia wtedy w garderobie wybiegłam, jednak nie to chciałam....- Zaczęłam
Chłopak był zaskoczony, nie wiedział co powiedzieć, był w szoku.Otrząsnął się po chwili i gestem ręki pokazał mi bym kontynuowała.Wzięłam głeboki wdech i mówiłam dalej.
- Wtedy w klubie, siedzieliśmy piliśmy drinki, rozmawialiśmy w pewnym momencie Cię pocałowałam, Twoja reakcja mnie zdziwiła ponieważ odwzajemniłeś gest i wtedy właśnie... się przespaliśmy, rano kiedy.. kiedy wstałam Ciebie nie było,byłam załamana, a kilka miesięcy później pojawił się Nicholas..- znowu przerwałam.
Spuściłam głowę w dół jednocześnie poczułam, że chłopak poluźnił uścisk i znowu zapadła cisza, po chwili jednak przerwał ją.
- Czyli...Czyli... znaczy, że...Niall żartował, ale trafił w samo sedno i Nicholas to mój syn?- Zapytał z niedowierzaniem.
- Tak, Louis ja.... ja przepraszam, nic od Ciebie nie chce, jeśli chcesz mogę dzisiaj Was przygotować do tej sesji i.. i zniknę chłopakom jakoś to wyjaśnię, znikniemy z Twojego życia Louis obiecuje.- szlochałam.
Wstałam powoli z chodnika i chciałam już iść do budynku ponieważ zaraz sesja sie zacznie a ja jeszcze mam mase pracy. Nie dane mi jednak było odejść gdyż Louis chwycił moją dłoń.
- Nie, poczekaj proszę. Sesja zajmie jakąś godzinkę, potem pójdziemy do jakieś kawiarni i na spokojnie prozmawiamy. Dobrze? [T.I], proszę ok ? - zapytał.
- Wiesz, nie jestem do końca przekonana, że to doby pomysł.- odpowiedziałam
- [T.I] błagam Cię to ważne, wtedy w klubie kiedy Cię zostawiłem.. miałem..- chciał skończyć, ale mu przerwałam
- Eh..nic nie mów skończymy tą rozmowę po sesji.- odparłam
- Czyli się... zgadzasz?- Zapytał z nadzieją.
- Tak Lu zgadzam się ale nie długo, wiesz Nicholas..
- Yyy.. tak jasne spokojnie rozumiem.Dziękuje- odpadł
- Chodźmy już.- powiedziałam i ruszyliśmy do budynku.
Uwinąwszy się szybko, chłopcy polecieli na sesje, która trwała tak jak mówił Lou godzinę. Po tym czasie ogarnęliśmy się, chłopcy pojechali do domu a ja z Lou i Nicholasem poszliśmy do kawiarni. Szliśmy spacerkiem do kawiarenki którą zaproponował Lou, jednak była ona bardzo daleko, a mnie już ręka bolała od noszenia tego nosidełka, więc co jakiś czas przekładałam go z prawej ręki na lewą i znowu. Szatyn zauważył, że jest mi ciężko i zaproponował, że weźmie nosidełko a ja sobie chwile odpocznę
- [T.I] daj mi to nosidełko, ulży Ci.- powiedział chłopak, a ja specjalnie nie protestowałam i przekazałam mój słodki ciężar w ręce Louisa.
Szliśmy jeszcze chwilkę, aż w końcu dotarliśmy na miejsce, Lou oczywiście jako gentelman puścił mnie pierwszą w drzwiach i wszedł zaraz za mną, zajęliśmy stolik gdzieś w rogu, mając na uwadze oczywiście ciszę ze względu na małego oraz to żeby Lou nie rzucał się za bardzo w oczy, bo przecież fanki by go rozniosły, że nie wspomnę o paparazzich, którzy już by sobie dopowiedzieli bajeczkę na temat naszego spotkania. Dostaliśmy swoje zamówienie, kiedy kelnerka odeszła chłopak od razu zaczął mówić.
- Wracając do tematu.- Zaczął.- Wiem, że masz mnie za skończonego drania, który wykorzystał dziewczynę, przeleciał i zostawił, ale to...to wcale nie tak[T.I]. Wróciłem wtedy do pokoju, jednak Ciebie tam nie było.Byłem zdezorientowany, gdybym wiedział, że... że tak to się skończy nie wyszedłbym, a na pewno nie bez słowa. Wiem nie zostawiłem żadnych namiarów na siebie, ale chciałem to zrobić kiedy wrócę. Ja.. ja na prawdę przepraszam nie chciałem by tak wyszło.- tłumaczył.
- Ale, chwila Lou bo czegoś nie rozumiem. Po co wtedy chciałeś wrócić? Dlaczego wtedy wyszedłeś?- dopytywałam, byłam zdezorientowana im dłużej z nim siedziałam i on tłumaczył tym bardziej wszystko to zdawało mi się bardziej skomplikowane.
- Wiesz.. wtedy.. kiedy mnie poznałaś..Miałem kogoś. Po tej nocy spędzonej z Tobą wyszedłem i pojechałem do niej by to zakończyć i chciałem wrócić do Ciebie, nie chciałem żeby to sie wszystko tak skończyło. Mam nadzieje, że mi to kiedyś wybaczysz.- Po raz pierwszy usłyszałam jak załamał mu się głos.
- Louis..- Zaskoczona nie wiedziałam co powiedzieć.- Prawdę mówiąc zachowałeś się jak ostatni cham, myślałam że mnie wykorzystałeś..- powiedziałam cicho, jakby do siebie. Niestety Lou najwyraźniej to usłyszał.
- Jestem kompletnym idiotą, gdybym wtedy nie wyszedł.. może teraz...Ty... ja.. my...- plątał. - Eh nie ważne, mam tylko nadzieję, że mi kiedyś wybaczysz. - powiedział na jednym wdechu.
- Lou, ja nie chce Cię naciągać na dziecko, jak pewnie wszyscy będą myśleć. Spróbuje Ci wybaczyć, ale nic nie obiecuje.- Powiedziałam na jednym wdechu.- Wiesz.. pójdę już mały jest zmęczony, muszę go wykąpać. Do zobaczenia Lou.- odeszłam zostawiając chłopaka samego.
Po godzinie byłam już w domu, poszłam do góry, dzisiaj nie chciałam widzieć się z rodzicami, ani jeść kolacji, przygotowałam małego do spania włączyłam mu po cichu zbiór solówek Lou gdyż wiedziałam, że jego głos działa kojąco na małego. Sama się ogarnęłam i zasnęłam.
________________________________

No to mamy czwartą część przygód Louisa, [T.I] i Nicholasa :) 

piątek, 11 kwietnia 2014

Louis Część III

Tego dnia obudził mnie dźwięk mojego budzika, kiedy wstałam z łóżka i podeszłam do łóżeczka zobaczyłam, że mój synek jeszcze śpi byłam zaskoczona, że budzik go nie obudził, ale w głębi serca cieszyłam się bo teraz będę mogła zająć się sobą. Jak pomyślałam tak też zrobiłam, poszłam do łazienki wykonałam poranną toaletę wybrałam ciuchy dla siebie i Nicholasa. Bardzo boje się tego dnia bo muszę zabrać małego ze sobą. Co do moich obaw, postanowiłam nie kłamać i jeżeli ktoś zapyta czyje to dziecko, po prostu powiem prawdę, że to mój syn. Kiedy zjadłam śniadanie, weszłam do pokoju okazało się że mój skarb już się obudził, jednak nie płakał tylko grzecznie leżał w swoim łóżeczku i czekał na mnie bawiąc się nóżkami.
- Cześć kochanie, jak się spało? Dzisiaj poznasz swojego tatusia i wujków.- Powiedziałam do niego pocałowałam i przytuliłam.
Natychmiast ubrałam go w ubranka, które przygotowałam dla niego, a korzystając z okazji, że do wyjścia zostało jeszcze troszeczkę czasu nakramiłam go, a pół godziny później byliśmy już w drodzę do studia. Całą  drogę nogi miałam jak z waty, a ręce trzęsły mi się jak nigdy przedtem. Bardzo bałam się reakcji chłopaków, gdy zobaczą Nicholasa. Dwadzieścia minut później byłam już w studiu i kierowałam się do garderoby, gdzie zwykle siedzą chłopcy. Kiedy byłam już pod drzwiami zapukałam tak by dać sygnał chłopakom, że jestem i nie czekając na pozwolenie otworzyłam po czym po prostu weszłam. Chłopaki siedzieli tyłem do drzwi, więc nie zauważyli mnie od razu, po chwili jednak odwrócili, chcieli pewnie zobaczyć kto przyszedł, kiedy zobaczyło mnie i nosidełko z malcem zaniemówili.
- Cześć chłopaki, miło Was widzieć, przestawiam Wam mojego...- zacięłam się, jednak po chwili kontynuowałam.- mojego synka Nicholasa.- dokończyłam i uśmiechnęłam się nieśmiało.
Myślałam, że coś odpowiedzą jednak ich szok był tak ogromny, że nie byli w stanie nic powiedzieć, szok mieli dosłownie wymalowany na twarzy. Chcąc rozładować trochę atmosferę odezwałam się.
- Chłopaki spokojnie to tylko dziecko, ono nie gryzie nie ma zębów ma dopiero cztery miesiące.- powiedziałam z lekkim chichotem, chłopaki w końcu do mnie dołączyli podeszli do małego witając się z nim, jedynie reakcja Louisa mnie zdziwiła, jednak nie tylko mnie ponieważ chłopak podszedł do nosidełka, spojrzał na małego i.... wyszedł. Bez słowa po prostu opuścił pomieszczenie a nikt nie miał pojęcia o co chodzi, tylko ja się domyślałam, że zauważył podobieństwo do siebie samego bo przyznać trzeba że mały był podobny do Louisa. Reszta chłopaków lekko zdezorientowana patrzyła chwilę na drzwi za którymi znikł ich przyjaciel, jednak chwile później bawili się z małym. Bałam się ich reakcji a okazało się ze wujkowie zakochali się tak samo w małym jak mój ojciec i moja przyjaciółka razem wzięci.Szaleństwo. Po chwili mały zaczął płakać, chłopcy zestresowali się że zrobili mu krzywdę przepraszali na zmianę mnie i małego, a ja tylko się uśmiechnęłam i oznajmiłam, że nic się nie dzieje i że nakarmię małego i będzie dobrze. Chłopakom wyraźnie ulżyło, kiedy wykonałam swoje czynności położyłam malca do nosidełka a Nicki od razu usnął. Teraz mogłam zająć się chłopakami, poprosiłam ich tylko by byli cicho by mały się nie obudził. Kończyłam przygotowywać chłopaków, ostatni był Harry bo oczywiście Mrs. Tomlinson wsiąkł, jednak jak się okazało nie na długo. Drzwi trzasnęły z ogromnym hukiem, Nicholas się obudził a w drzwiach stanął nie kto inny jak sam Louis.Byłam wściekła, przerwałam prace nad wizerunkiem Hazzy i podeszłam do chłopca, by go uspokoić zajęło mi to dłuższą chwile, kiedy wreszcie sie udało byłam wściekła na Louisa, jednak musiałam schować gniew na bok i skończyć pracę. Kiedy skończyłam pracować nad wyglądem Harrym czekałam kiedy książę zajmie fotel i będę mogła iść szybciej do domu. Niestety przez tego gościa, nie było mi to dane, kiedy skończyłam Louisa i pokazałam mu jego stylizację na dzisiaj, która była na prawdę dobra, okazało się że chłopak ma inne zdanie, zaczął krzyczeć, marudzić i kazał to zmieniać, jednak przy każdej stylizacji coś mu nie pasowało. W końcu nie wytrzymałam i powiedziałam by sam sobie szykował ciuchy usiadłam na kanapie obok nosidełka i patrzyłam co zrobi chłopak.
- No czekam, pokaż na co Cię stać, skoro umiesz wszystko najlepiej, a ja się nie znam.- powiedziałam złośliwie.
Chłopak spojrzał na mnie zdezorientowany, jednak po chwili próbował coś wymyślić, nie obserwowałam co chłopak robi, jak się ubiera i w co. Nie interesowało mnie to, chce sam proszę bardzo. W pewnym momencie bawiąc się z synkiem usłyszałam śmiech chłopaków.Nie zwracałam na to uwagi, gdyż mój synek kiedy usłyszał śmiechy sam zaczął się głośno śmiać. Wyglądał tak słodko że postanowiłam zrobić mu zdjęcie. Odkładając telefon do torebki postanowiłam jednak spojrzeć w kierunku pana "wszystkie umiem lepiej" Tomlinsona, jednak to co zobaczyłam przeszło moje najśmielsze oczekiwania, byłam w szoku. Nie wiedziałam czy śmiać się czy płakać, a może wszystko na raz. To było okropne. Po chwili nie wytrzymałam i wybuchłam gromkim śmiechem, mało brakowało a turlałabym sie po ziemi. Kiedy się uspokoiłam przeprosiłam chłopaków, którzy patrzyli sie na mnie jak na opętaną.
- Przepraszam chłopaki, ale sami przyznacie, że Louis wygląda, przezabawnie.- powiedziałam już troszkę spokojniej.
- Tak, masz racje.- powiedział Niall po czym zwrócił się do Lou.
- Louis, wiesz że ja Cię kocham jak brata, zresztą jak wszyscy, ale zaczynasz przesadzać.Posłuchaj [T.I], ona Ci pomoże, czemu jesteś taki na nią cięty co Ci zrobiła?- Opamiętaj się Lou bo się kompromitujesz.
Chłopak w tym momencie spojrzał w lustro po czym odparł z niechęcią.
- Eh niech Wam będzie.- powiedział chłopak z rezygnacją i niechęcią.
Po chwili wstałam z kanapy, i podeszłam do Tomlinsona, zaczynając szykować go od początku i ratować to co spieprzył, czyli dokładnie wszystko. Cała praca zajęła mi całe 40 minut, byłam zła, chłopaki też Paul prawie na zawał zszedł, kiedy 5 minut przed koncertem okazało się że Lou jest niegotowy, spóźnienie w tej sytuacji było nieuniknione, jednak chłopcy i Paul stwierdzili, że wyjdą w czwórkę wyjaśnią jakość nieobecność chłopaka, a on kiedy uzna, że już koniec z fochami i będzie gotowy wyjść na scenę po prostu dołączy.
- Dziewczyno, szybciej mam koncert do cholery!!!- Zaczął mnie pośpieszać, i krzyczeć na mnie.
- Do prawdy?! Gdybyś nie wybrzydzał i nie stroił fochów byłbyś już dawno na scenie, więc z łaski swojej się zamknij!!- krzyknęłam.
Na szczęście chłopak, po chwili był gotowy od razu zerwał się na równe nogi i pobiegł na scenę. Odetchnęłam z ulgą posprzątałam usiadłam na kanapie obok synka i czekałam aż chłopaki będą mięć przerwę i zapewne wpadną do garderoby na poprawki.
- Najchętniej poszłabym już do domu.- pomyślałam i spojrzałam na Nicholasa. Pobawiłam się z nim dobrą godzinkę po czym go odłożyłam i szepnęłam.
-Przepraszam kochanie, że musisz mieć takiego ojca jak Tomlinson, mam nadzieję, że mi to kiedyś wybaczysz.- pogłaskałam malca po główce usiadłam wygodniej i odpłynęłam w myślach.
Siedziałam tak widocznie bardzo długo, ponieważ kiedy powróciłam do rzeczywistości zauważyłam chłopaków, którzy przebierali się w stroje które im przygotowałam.
- O cześć chłopaki, długo tu jesteście? Nie zauważyłam kiedy weszliście.- odparłam
- Jak miło, że się ocknęłaś [T.I] mówimy do Ciebie i mówimy a Ty nic.- Odparł Liam.
- Przepraszam Was, zamyśliłam się. Jak tam koncert?- kontynuowałam rozmowę.
- Nie masz za co, nie przejmuj się. Koncert rewelacja, dawno nie było tak głośnej publiki. Co nie chłopaki?- Powiedział tym razem Zayn.
- O tak, zdecydowanie masz racje, dobra piękna my się zawijamy a Ty postaraj się nie odpływać bo Cię, ukradną i co my zrobimy?- Zażartował Harry całując mnie w policzek i wyszedł.
Zayn, Niall i Liam zrobili to samo co Harry przed chwilą i wyszli, tylko oczywiście Pan Tomlinson nawet na mnie nie spojrzał tylko wyszedł bez słowa tradycyjnie trzaskając drzwiami.
- Mógłbyś się nauczyć zamykać ciszej drzwi, kretynie.- powiedziałam do siebie.
Po chwili wszedł do garderoby Paul. Usiadł koło mnie na kanapie.
- I jak się pracuje z chłopakami? Dogadujecie się? Chłopaki kiedy usłyszeli, że mówię o stylistce zaczęli mnie błagać byś Ty nią była. Nie chcieli nikogo innego. Nie sprawiają problemu?
- Eh, Paul.. wiesz, Niall, Harry, Zayn i Liam się cieszą, ale Louis chyba mnie nie lubi. Jest dla mnie nie miły, opryskliwy. To nie moja wina, że się dzisiaj spóźnił. Przepraszam.
- Nie martw się, nic się nie stało, a jak będzie jakiś problem po prostu mi powiedz.
- Dobrze, dziękuje. - powiedziałam i przytuliłam go, po czym wyszedł.
Kiedy Paul wyszedł mały zaczął natychmiast płakać, podeszłam więc do torby z przyborami dla małego wyciągnęłam butelkę i podgrzewacz. Podgrzałam butelkę kilka minut i nakarmiłam małego, który natychmiast zasnął ponownie. Spędziłam w samotności jeszcze kilka minut, po czym koncert się skończył a chłopcy wrócili do garderoby.
Gdy drzwi się otworzyły poprosiłam chłopaków by byli cicho bo Nicki dopiero zasnął, a prawie nie spał. Nie omieszkałam oczywiście zasugerować, że to wina tylko i wyłącznie Louisa. Naturalnie chłopak miał wzrok mordercy, gdyby umiał nim zabijać, była bym teraz martwa, zresztą ze wzajemnością. Chłopaki się tylko patrzyli po sobie, ale nie odzywali się. W końcu mogłam wrócić do domu. Zayn,Liam, Niall i Harry odwieźli mnie do domu, pożegnałam się z nimi i poszłam do domu.
Nareszcie w domu.- Przymknęła mi ta myśl przez głowę.
Rodzice byli jeszcze w pracy, więc poszłam z małym na górę do pokoju. Przebrałam chłopca w bardziej domowe ciuchy, sama również zrobiłam to samo. Bawiliśmy się do wieczora, w końcu przyszła pora na kąpiel, karmienie i usypianie. Wykonałam kolejno wszystkie czyności, mały był wykończony dzisiejszym dniem dlatego zasnął niemal natychmiast, ja co prawda byłam wykończona równie bardzo jak mój synek, jednak postanowiłam zjeść coś, poczekać na rodziców i dopiero wtedy się położyć. Upewniwszy się, że mały już śpi wyszłam z pokoju kierując się na dół,skąd dochodziły już różne odgłosy co może oznaczać tylko jedno, moim rodzice wrócili do domu.
- Cześć mamo, cześć tato.- przywitałam się z nimi, przytuliłam oboje.
Zjedliśmy wspólnie kolacje, opowiedziałam im o całym zajściu oczywiście nie mówiąc, że chodzi o ojca Nicholasa bo by mnie chyba zabili.
- Przepraszam Was kochani, ale ja się już położę miałam ciężki dzień chyba rozumiecie prawda? - Rodzice potaknęli, przytuliłam ich dałam po buziaku w policzki i poszłam na górę gdzie przygotowałam się do spania. Położyłam się do łóżka uprzednio nastawiając budzik na rano i zasnęłam.
____________________________

Tak kochani śledzę postępy w pisaniu i w ogóle, i stwierdziłam że o Louisie zrobię takie małe opowiadanie, myślę że na sześć części. Oczywiście piszcie w komentarzach czy Wam się podoba czy nie, jeśli macie jakie sugestie co do dalszych przygód też piszcie. 

sobota, 5 kwietnia 2014

Lou cz . II

Wstałam dzisiaj wcześniej niż zwykle.Poszłam do łazienki gdzie wykonałam poranną toaletę,ubrałam się.Mały jeszcze spał, więc poszłam na dół, przywitałam się z rodzicami, przypomniałam im że dzisiaj zostają z małym,mój tata z tej okazji nawet dzień urlopu wziął, szaleństwo. Kiedy wróciłam do pokoju, ku mojemu zdziwieniu mały jeszcze słodko spał, nie chcąc go budzić przygotowałam ciuszki na dzisiaj dla niego, pocałowałam lekko w główkę tak by się nie obudził i zeszłam na dół ubrać buty i płaszcz, poinstruowałam jeszcze mamę, co ma zrobić Nicholasowi na śniadanie, w co ubrać oczywiście uprzednio powiedziałam jej gdzie leżą przygotowane ciuszki i wyszłam.Spacerkiem szłam w miejsce gdzie miałam się spotkać z chłopakami i oczywiście poznać piątego członka zespołu, nie wiem czemu ale mam złe przeczucia, nie umiem tego racjonalnie wyjaśnić, ale mam wrażenie że coś się wydarzy. Minęło kilka minut, a ja postanowiłam zignorować złe przeczucia, które z pewnością są spowodowane stesem, byłam tak zamyślona, że nawet nie zauważyłam jak minęło 20 minut, a ja znalazłam się na miejscu. Kierowałam się najpierw do gabinetu ich menagera. Po zamienieniu kilku zdań z przemiłym człowiekiem, jakim był Paul poszliśmy do garderoby chłopaków. Kiedy tylko otworzyłam drzwi, na dzień dobry oberwałam poduszką. Kiedy chłopcy zobaczyli srogą minę Paula, a po chwili również moją nieco zdezorientowaną, zapanowała cisza.
- No witam chłopaki, miło witacie swoją nową stylistkę pomijając oczywiście,że to był Wasz pomysł by ją zatrudnić.- Spojrzał na Nialla, Harrego,Zayna i Liama. Co się mówi chłopaki?- zapytał z powagą, widać było że na prawdę był coraz bardziej zły.
Chłopcy podkładali swoje "armaty", spuścili głowy i chórkiem przeprosili. Wyglądało to tak komicznie, że nie mogłam się powstrzymać od śmiechu, za chwile dołączył do mnie Paul, a zaraz potem chłopcy. Po chwili zrobiło się spokojnie, już byśmy poważniejsi. Minęło kilka sekund a Niall, Liam, Harry i Zayn się na mnie rzucili.
- [T.I]!!!!! - zaczęli krzyczeć, skakać, całować mnie, przytulać, aż w końcu wylądowałam na podłodzę. Paul ponownie chłopaków przywołał do porządku, jednak tym razem odezwałam się mówiąc, że nic się nie stało i może mnie z nimi zostawić i że na pewno sobie z nimi poradzę. Długo rozmawialiśmy, pochwili zapytałam gdzie jest ich kolega.
- W toalecie. - powiedział Harry.- Zaraz powinien być - dodał.
Kiwnęłam głową, wzruszyłam ramionami. Rozmawiałam z chłopakami, co u nich, o ich styl jaki lubią, bardzo mi ta wiedza ułatwi pracę. Minęło kilka minut, drzwi się otworzyły, a chłopaki zaraz się zwrócili do osoby, która właśnie weszła.
- Louis chłopie,gdzieś Ty człowieku był?!- Zapytał, chyba Liam.
- No w toalecie, przecież Wam mówiłem. -  Chłopcy tyko spuścili głowy pokiwali z rezygnacją.
- Dobra chodź tu poznaj naszą nową stylistkę [T.I]. [T.I] poznaj marcheczekę, yyyy to znaczy Louisa.- Powiedział Niall, a wszyscy ponownie zaczęli się śmiać.
Ponownie uspokojenie się zajęło nam kilka minut, kiedy się ogarnęłam spojrzałam na Louisa i doznałam szoku.
- To nie może być prawda, to ojciec Nicholasa, nie wierze.- Powtarzałam w myślach, jednak nie dałam po sobie tego poznać, chłopak chyba w tamtym momencie mnie nie poznał.
- Miło mi Cię poznać Louis.- Powiedziałam spokojnie jakby nigdy nic i uścisnęłam dłoń chłopaka. Lou odwzajemnił gest.
- Ciebie też miło poznać [T.I].- odpowiedział.
Usiedliśmy i rozmawialiśmy nadal, co w tej chwili stało się dla mnie trudne.
Zaczęłam się stresować,na prawdę starałam się tego nie pokazywać jednak było to z minuty na minutę coraz trudniejsze. Bardzo się za chłopakami stęskniłam i gdyby nie obecność Louisa, przegadałabym z nimi cały dzień, jednak w tym momencie, w tej sytuacji jedyne o czym marze to znaleźć się w domu z moim skarbem i oczywiście rodzicami, którym nawet nie powiem, o tym że odnalazłam ojca ich wnuka. Minuty ciągnęły się w  nieskończoność, a ja coraz intensywniej odczuwałam czyjś intensywny wzrok na sobie.Kiedy dotarło w końcu do mnie, że to Louis reakcja była natychmiastowa . Zerwałam  się na równe nogi, przeprosiłam chłopaków i wybiegłam z pomieszczenia ile sił w nogach.Wybiegłam z budynku, co dziwne chłopaki zaraz za mną, jednak nie zatrzymywałam się, w pewnym momencie zadzwonił telefon. To mama. Odebrałam natychmiast, oczywiście cała zestresowana.
- Tak mamo? Coś się stało?! Boże, coś z Nicholasem?- Pytałam a moje nerwy wzięły góre, pierwszy raz zostawiłam synka na tak długo.
- [T.I] spokojnie, mały ma się dobrze, ojciec cały czas z nim siedzi i się wygłupiają.- Zaśmiała sie, a cały stres związany z moim synkiem po prostu mnie opuścił.- Chciałam tylko byś kupiła cukier, jakieś pieczywo i i mleko bo już nie ma.
- Dobrze mamo, właśnie wracam do domu to kupie wszystko. Za godzinkę powinnam być w domu.
- Dobrze córeczko,będziemy czekać.- Zakończyłyśmy rozmowe.
Schowałam telefon do torebki i szłam przed siebie.
Po dziesięciu minutach spaceru, a właściwie biegu usłyszałam męskie głosy.
- [T.I], zaczekaj!- Prosili, nawoływali, wręcz błagali, bym się zatrzymała, jednak nie reagowałam.
Po kilku minutach nawoływanie ucichło, a ja teraz już miej zestresowana i mniej spięta zwolniłam , co okazało się wielkim błędem ponieważ poczułam męską dłoń na ramieniu. To był Zayn.
Chłopak pokiwał do reszty, dając im znak by wrócili do studia, tak też właśnie zrobili, jednak Zayn do nich nie dołączył. Postanowił iść ze mną.Panowała miedzy nami kompletna cisza. Nie zwracając uwagi na obecność chłopaka weszłam do sklepu, kupiłam co miałam kupić, zapłaciłam i wyszłam. Widziałam,że chłopak chce coś powiedzieć, jednak chyba nie do końca wiedział jak ubrać w słowa to co właściwie chciał mi oznajmić.
- Zayn, o co Ci chodzi?- w końcu postanowiłam przerwać ciszę.
- Ja chciałem tylko...- zaczął, jednak znowu się zaciął.- Czemu tak nagle wybiegłaś? Zrobiliśmy coś nie tak?- Zapytał w końcu.
Byłam zdezorientowana, nie wiedziałam co mu powiedzieć.
- Zayn, nie ważne naprawdę- powiedziałam mu.
- To nie jest ważne, masz rację. To jest bardzo ważne, wybiegłaś tak szybko, co się dzieje? Wiem znamy się może mało i masz prawo mi nie ufać, ale się martwimy z chłopakami.
- Nic się nie dzieje, nie chodzi o Was..Do zobaczenia jutro Zayn, wracaj do chłopaków, proszę.- powiedziałam, spojrzałam na chłopaka przepraszająco co wyraźnie jeszcze bardziej go zaniepokoiło, jednak odpuścił, pożegnaliśmy się i każdy poszedł w swoją stronę.
Szłam do domu najszybciej jak umiałam, chciałam znaleźć się już z daleka od tego co się wydarzyło.Kiedy chwilę później znalazłam się na terenie domu i otworzyłam drzwi, od progu przywitał mnie słodki śmiech mojego królewicza, co wywołało u mnie natychmiastowy uśmiech, kiedy weszłam do salonu zobaczyłam, że Nicholas i mój ojciec bawią się w najlepsze, a właściwie to Nicholas się bawił w najlepsze bo mój tata po prostu leżał na ziemi, a mały po nim skakał, chodził ciągną za co się tylko da, jednak widać było że tacie to nie przeszkadza. Zostawiłam więc tą dwójkę dzieciaków w spokoju i poszłam do pokoju przebrać się w coś wygodniejszego, a zaraz potem poszłam do kuchni gdzie mama coś szykowała na obiad. Kiedy znalazłam się w kuchni,przywitałam się z rodzicielką i pomogłam przy obiedzie, kiedy wszystko było już prawie gotowe poszłam do salonu, kiedy tylko zobaczył mnie Nico, zaprzestał zabawy z dziadkiem wyciągnął rączki w moją stronę, na co natychmiast zareagowałam i wzięłam małego do siebie na ręce. Nie było mnie z nim niby tylko kilka godzin, jednak stęskniłam się za nim bardzo, bardzo dlatego kiedy tylko wzięłam małego na ręce to go wyściskałam, wycałowałam, na co mały zareagował tylko swoim przesłodkim, przecudownym śmiechem. Kiedy tylko mama zawołała Nas na obiad poszliśmy wszyscy do kuchni gdzie małego wsadziłam do jego krzesełka i dałam zupkę, a ja i rodzice usiedliśmy przy stole i zajadaliśmy się obiadem, który przygotowała mama. W trakcie obiadu, rozmawiałam z rodzicami, jednak po chwili powiedzieli mi coś co zmroziło mi krew w żyłach. Oznajmili mi, że nie będą chyba mogli jutro wziąć wolnego, brakiem wolnego ze strony taty tak bardzo sie nie martwiłam bo jest przecież jeszcze mama, jednak i ona mi oznajmiła, że mają jakieś ważne spotkanie w biurze i po prostu nie może jej zabraknąć.Na [I.P] nie mogłam też liczyć na [T.I],bo ta w porównaniu do mnie ma studia.
- Ah trudno będę musiała wziąć małego ze sobą, ale... co ja powiem jak zapytają czyje to dziecko?Przecież nie mogę im powiedzieć, że to dziecko jest wynikiem wpadki z ich kolegą.-Myślałam.
Po kilku minutach z zamyśleń wyrwał mnie dzwonek mojego telefonu.Dzwoniła [T.I] oczywiście zapytać jak mi poszło, z kim pracuje itd.Kiedy jej wszystko powiedziałam była zaskoczona, jednak tak jak się domyślałam nie mogła mi pomóc, chociaż wiem że bardzo chciała. Po zakończonej rozmowie spojrzałam w końcu na zegarek i zobaczyłam, że czas szykować małego do spania, tak też zrobiłam. Tradycyjnie kiedy mały już spał, sama poszłam się ogarnąć i zasnęłam.

środa, 2 kwietnia 2014

Louis część I

Mamo Wychodzę, zajmij się z Nicholasem!- Poprosiłam mamę, gdy wychodziłam do pracy. Może jednak zacznę od początku. Mam na imię [T.I], mam 20 lat. Mieszkam w Londynie z rodzicami i moim czteromiesięcznym synkiem Nicholasem. Dla ojca Nicholasa okazałam się tylko i wyłącznie dziewczyną na jedną noc, rano już go nie było, nie zostawił numeru, adresu, NIC zupełnie nic. Pewnie wielu z Was zastanawia się jak poznałam ojca mojego synka. Było to na imprezie, na którą zabrała mnie moja przyjaciółka. Podszedł do mnie, postawił drinka. Jeden, drugi trochę tańców i kolejne trzy drinki, kiedy oboje byliśmy już mocno upojeni procentami coś we mnie wstąpiło i zapragnęłam go pocałować, tak po prostu nic więcej, tak też zrobiłam. Nieśmiało zbliżyłam usta ku ustom chłopaka i musnęłam delikatnie, kiedy zauważyłam, że chłopak nie odsuwa się a wręcz oddaje pieszczotę pogłebiłam pocałunek, ręce oplotłam na karku chłopaka, a on obiął mnie w pasie, nawet nie wiem kiedy znaleźliśmy się w pokoju. Po prostu się stało. Rano chłopak jakby zapadł się pod ziemie. Czułam się okropnie, nie dosyć, że boli mnie głowa po imprezie to jeszcze przespałam się z człowiekiem, który mnie po prostu wykorzystał, to był jakiś koszmar. Od zawsze byłam osobą, która nie lubiła pokazywać, że jest jej źle, tym razem było identycznie, ubrałam się ogarnęłam twarz zeszłam na dół, gdzie jeszcze wszyscy spali oczywiście wliczając w to moją przyjaciółkę. Wyszłam po cichu z budynku i zmierzałam w kierunku domu. Dni mijały, nikt dalej się nie dowiedział o tamtej nocy, nawet [ I.T.P].Minął miesiąc od imprezy i od tamtej felernej nocy, wszystko było by ok gdyby nie to, że czułam się od kilku dni dziwnie. Miałam co rano okropne mdłości, wzmożony apetyt co mnie zdziwiło bo jadłam tyle co zwykle, a mimo to mój żoładek domagał się jedzenia i to takiego, że dzisiaj jak o tym pomyśle to aż mnie mdli nie wiem jak mogłam jeść takie obrzydliwe rzeczy. Pewnego dnia kiedy zasiedliśmy do śniadania, mama zrobiła moje ulubione tosty, niestety zrobiło mi się nie dobrze i pobiegłam do łazienki. Zwymiotowałam, chociaż naprawdę nie miałam czym, kiedy wróciłam do kuchni taty już nie było bo się spieszył do pracy a mama sprzątała po śniadaniu, jednak kiedy mnie zobaczyła zaprzestała wykonywanie swoich zajęć i usiadła przy stole wlepiając we mnie wzrok.Kiedy się tak na mnie wpatrywała w końcu wybuchłam i zapytałam.
 - Mam coś na twarzy? Czemu mi się tak przyglądasz ? - Wypytywałam.
- Wiesz córciu to chyba ja powinnam zadawać pytania, a więc.. co się z Tobą dzieje? Wymiotujesz bez powodu, jesz chyba za całą drużynę piłkarską? Powiesz mi, czy mam się domyślać?.- Wypytywała, strzelała pytaniami, jak żołnierz z karabinu.
Początkowo milczałam puszczając mimo uszu pytania rodzicielki, jednak gdy podniosła znacznie głos, coś we mnie pękło i się popłakałam. Płakałam jak małe dziecko, mama nie wiedziała co się dzieje, zaczęła mnie przytulać i przepraszać, że krzyknęła, a ja nie mogłam jej nawet powiedzieć, że nie o krzyk chodzi, miałam niewyobrażalnie wielką gulę w gardle, kiedy się jednak troszkę uspokoiłam powiedziałam kobiecie co się wydarzyło miesiąc temu bez szczegółów ale nie ominęłam żadnego faktu. Kobieta była w szoku, patrzyła się jeszcze intensywniej, niż miało to miejsce za nim o wszystkim jej powiedziałam.
- Mamo proszę Cię, nie milcz.. powiedź coś błagam.- łkałam, byłam zrozpaczona, zestresowana władały mną przeróżne emocje jednak nie radość. Byłam przerażona.Chciałam w tej chwili, chociażby awantury, kłótni, żeby na mnie nakrzyczała cokolwiek by tylko usłyszeć jej głos. Jednak takiej reakcji się nie spodziewałam, podeszła do mnie przykucnęła i mocniej niż kiedykolwiek mnie przytuliła, byłam zaskoczona, mile ale jednak zaskoczona.
- N-Nie gniewasz się na mnie ? -  Zapytałam zdziwiona, jednak już dużo spokojniejsza.
- Córciu, co prawda nie skacze z radości, ale to nie Twoja wina skąd mogłaś wiedzieć, że ten chłopak tak Cię oszuka, nie martw się. Będzie dobrze zobaczysz, ułoży się, nie płacz już kochanie.- kobieta uspakajała mnie w swoich ramionach.
Kiedy emocje nieco opadły siedziałyśmy, na kanapie w salonie piłyśmy kakao i rozmawiałyśmy, nawet chumor znacznie mi się poprawił, jednak kiedy zobaczyłam tatę w drzwiach emocje znowu wzięły górę. Czy płakałam?Nie. Tym razem byłam zestresowana, mama to przyjęła jakoś, ale tata to nie wiem, ale i tak musze mu powiedzieć.
 - Cześć dziewczyny, jak tam u Was, ale jestem zmęczony.- Powiedział od progu.
 - Cześć!-krzyknęłyśmy obie. - Mógłbyś na chwilę do Nas dołączyć chciałybyśmy porozmować, a właściwie [T.I] by chciała.
- No dobrze córeczko, co się więc stało?- Zapytał spokojnie tata.
Jednak kiedy mu wszystko opowiedziałam, był... zły, bardzo zły jednak minęła chwila i się uspokoił. Spędziłam z Nimi cały wieczór, jak za dawnych czasów, czas do wieczora zleciał bardzo szybko, w pewnym momencie zachciało mi się spać, wstałam i zmierzałam w kierunku mojego pokoju, żegnając się z rodzicami.
Kiedy weszłam do pokoju jedyne o czym teraz marzyłam to by się umyć ubrać w piżamę i po prostu iść spać. Dni mijały, potem tygodnie aż w końcu miesiące, ja czułam się nawet nieźle, tyle że po prostu coraz ciężej mi się chodziło, puchły mi nogi, bolały mnie plecy, byłam ospała, i czekałam już tylko na poród.
Byłam w 8 miesiącu ciąży, do porodu jeszcze kilka tygodni, umówiłam się z przyjaciółką, pogoda była całkiem niezła więc ubrałam się, zrobiłam lekki makijaż i pojechałam na spotkanie z [I.P].
Szłyśmy przez park, w pewnym momencie zakręciło mi się w głowie a zaraz potem poczułam że moje spodnie są mokre, po prostu całe mokre. Początkowo się przeraziłam jednak chwile później oprzytomniałam i natychmiast wybłagałam moją towarzyszkę by wezwała karetkę, tak też zrobiła, bardzo się bałam przecież na poród jest jeszcze za wcześnie, za nim zabrali mnie do karetki poprosiłam jeszcze dziewczyne by zadzwoniła poinformować moich rodziców o zaistniałej sytuacji. Minęło kilka jak dla mnie długich minut, funkcjonariusze wzieli mnie do karetki a po moich błaganiach również [I.P].
Poród był dłuuugi i męczący, jednak obyło się bez komplikacji, przewieźli mnie na sale poporodową, a mojego maluszka na jakieś rutynowe badania, w sali siedzli ze mną rodzice. Po chwili do sali weszla pielegniarka z moim synkiem. Podała mi go na ręce trzymałam go w ramionach byl przeuroczy, z miejsca go pokochałam, był śliczny.
- Mogę go potrzymać?- Zapytała moja mama.
- Ależ mamo oczywiście, że możesz przecież to Twój wnuk.- Uśmiechnęłam się, co kobieta odwzajemniła. Dałam jej mojego skarbeczka, az z jej oczu poleciały łzy, po prostu się wzruszyła.
- Jest prześliczny, masz już imie? - zapytała moja mama wpatrując się w oczka mojego aniołka.
- Tak mamo,dam mu na imie Nicholas.- Uśmiechnęłam się do niej ponownie i również tym razem odwzajemniła gest jednak zaraz znowu spojrzała na małego i odezwała się jakby do niego.
- Witaj na świecie Nicholasku, jestem Twoją babcią.Dziadek przyjdzie do Ciebie później, bardzo Cię kochamy wiesz? - Kiedy to usłyszałam wzruszyłam się ogromnie, mały na te słowa zamrugał słodko oczkami, ziewnął i zasnął.
Siedziałyśmy długo rozmawiając patrząc na nowego członka rodziny jak słodko śpi. Dochodziła godzina 18:00 w tym momencie wszedł mój tata, tak jak mówiła mama a mały Nicholas obudził się jak na zawołanie, wziełam go na ręce nakarmiłam, przywitałam się z tatą, który jak zobaczył małego zamarł, widać było, że się wzruszył cała sytuacja z moją ciążą go zezłościła ale wiedziałam, że w tym momencie zmiękło mu serce, i to czego mi nie wybaczył w tym momencie mi odpuścił. Usiadł na łóżku, pocałował mnie w czoło spojrzał na małego i bezgłośnie poprosił o zgodę na wzięcie małego na ręce, oczywiście nie mogłam nic innego zrobić jak tylko zgodzić się i podać mu chłopca.
- Cześć brachu, jestem Twoim dziadkiem, bardzo miło mi Cię poznać - powiedział i  chwycił leciutko maleńką rączkę Nicholasa.- Widząc całą sytuacją i słysząc słowa taty nie mogłyśmy wspotrzymać się od cichego chichotu, tata był w nim zakochany.
Minęły 3 dni,wczoraj wyszliśmy ze szpitala. Nicholas był naszym oczkiem w głowie, był kochany, rozpieszczany, ale zdecydowanie najbardziej na jego punkcie oszalał tata.
Kiedy tylko wracał z pracy,zjadał obiad szedł do mnie do pokoju patrzył co robił jego ulubieniec, jeśli widział że mały nie śpi, kazał go ubrać i brał go na spacer a ja miałam chwilę by odetchnąć, odespać, bo niestety mój królewicz życzył sobie w nocy pokarmu, kiedy akurat nie było pogody, tata i tak zajmował się małym, śmiałyśmy się z mamą, że gdyby mógł karmiłby go, ubierał, przewijał i w ogóle, pełno etatowa niania idealna.
Kamień spadł mi z serca,ze tacie ta złość przeszła, a mały okazał się jego ulubieńcem, oczywiście pewnie myślicie, że ja się nim nie zajmuję, ale się mylicie, kocham tego małego człowieczka nad życie, spędzam z nim równie dużo czasu co mój tata, wychodzimy na spacery, bawimy się razem.
Dzisiaj właśnie jest jeden z tych dni, kiedy wybieram sie z małym na spacer, umówiłam się z [I.P], chciała bardzo małego zobaczyć, a jeszcze nie miała okazji, coś czuje że nie tylko babcia mama i dziadek się zakochają w Nicholasie, ale i ciocia. Uśmiechnęłam się kiedy wyobraziłam sobie reakcje dziewczyny na widok malca.
Spotkanie przebiegło tak jak się spodziewałam [T.I] totalnie zakochała się w małym, tak wycałowany i wyściskany to on chyba jeszcze nigdy nie był.
- Taki mały a już łamiesz kobiece serca syneczku.- pocałowałam synka w główkę i zaśmiałam się z moich myśli.
Czas mija Nam bardzo szybko, mały niebawem będzie miał cztery miesiące, a ja będę musiała wrócić do pracy. To było trudne, ale jak mus to mus.
Miałam już doświadczenie, pracowałam już jako stylistka znanej grupy niestety z tego co wiem zespół się rozpadł, no nic będę musiała znaleźć inną pracę. Kiedy przeglądałam internet w pewnym momencie zadzwonił telefon i to co zobaczyłam na ekranie zaskoczyło mnie. Dzwonił Harry, poznaliśmy się w sumie przypadkiem, był z nim wtedy jeszcze Zayn, Liam i Niall. Spędziłam z nimi dużo czasu, jednak nie utrzymaliśmy kontaktu, tym bardziej zdziwiło mnie to że dzwonił.
- [T.I]? Cześć, Harry mówi. Mam nadzieję, że mnie pamiętasz, mam do Ciebie sprawę.
- Yyy... Cześć Harry jasne,że Cię pamiętam co tam u Ciebie i chłopaków ??
- Noo właśnie, dobrze że o to pytasz słuchaj, byliśmy nie dawno w programie typu talent show i połączyli mnie Zayna, Nialla i Liama z jeszcze jednym chłopakiem, dopiero zaczynamy, ale... potrzebujemy sty.....- w tym momencie mu przerwałam.
- Zgadzam się, kiedy mam się stawić u Was? - Zapytałam entuzjastycznie.
- O jak miło że Cię aż tak ucieszyła moja propozycja, możesz zacząć od powiedzmy jutra?
- Tak jasne, nie ma sprawy.- Dzięki Harry, pozdrów chłopaków i do zobaczenia jutro.
Chłopak się ucieszył, pożegnaliśmy się i zakończyliśmy połączenie. Byłam zadowolona z  tej wiadomości. Od razu pobiegłam  do rodziców by przekazać im dobra wiadomość. Gdy tylko zeszłam na dół, a mały mnie zobaczył, zaczął się uśmiechać, i wyciągać rączki w moją stronę a tata, który go akurat trzymał był wyraźnie zawiedziony, ale oddał mi chłopca a ja go od razu przytuliłam i pocałowałam.
- Mamo, tato... mam dla Was wiadomość.- Mówiłam poważnie.
- Tak córciu co tam?- Zapytali rodzice od razu.
- Dostałam propozycję pracy, z początkującym zespołem, znam czwóro z nich, jutro jeszcze poznam piątego członka zespołu. Zajmiecie sie Nicholasem?- Zapytałam i zobaczyłam, że zaświeciły im się oczy, jednak nikogo to chyba nie zdziwi jak powiem, że najbardziej tacie.
- Ależ kochanie nie ma problemu, zajmiemy się naszym skarbem.Nie martw się.- uśmiechnęła się mama.
- Bardzo Wam dziękuje, kocham Was.- powiedziałam i uścisnęłam ich.
Mały kiedy to obserwował zaczął coś gaworzyć po swojemu po czym zaczął się głośno śmiać.- bardzo nas to zdziwiło, bo nigdy tego nie robił.
Dochodziła 20:00, pożegnałam się z rodzicami, oni wycałowali i wyściskali małego.Zabrałam go na górę, umyłam,ubrałam piżamkę, nakarmiłam i uśpiłam. Kiedy mały już spał. Sama poszłam do łazienki, umyłam się przeprałam i poszłam spać.

wtorek, 1 kwietnia 2014

VasHappeninGirl!

Przepraszam kochani ze długo nic nie dodaje ale na prawdę nie mam pomysłu jeżeli chcecie by blog dalej funkocjonował... piszcie pod tym postem swoje pomysły może coś mnie zainspiruje i wkrótce coś się pojawi, wszystko zależy od Was... Więc czekam na wasze propozycje ;) I mam nadzieje ze się nie gniewacie :**

sobota, 15 marca 2014

Imagin o Niallu od Haroliny :)

Londyn. To właśnie tam mieszkała, blond piękność o niebieskich jak niebo oczach. Miała na imie [T.I ]. Któregoś dnia jej przyjaciółka [ I.P] zabrała ją na bal, na którym był również jej kuzyn, którego dziewczyna bardzo chciała [T.I] przestawić, tak też się stało, rozmawiało im się bardzo dobrze, niestety do czasu. Kiedy [T.I] rozmawiała z Niallem, na przyjęciu zjawił się chłopak, a właściwie były chłopak [T.I], Harry. Rozglądał się chwilę, aż w końcu zauważył swoją byłą dziewczynę, jak rozmawia z przystojnym chłopakiem i widać było, że czuje się przy nim świetnie, kiedy Hazza to zobaczył nie wytrzymał, podbiegł do pary i uderzył Nialla z całej siły w efekcie czego chłopak upadł.

- Harry, do cholery co ty tu robisz? Dlaczego uderzyłeś Nialla?! Odbiło Ci?!!- Zaczęłaś krzyczeć na chłopaka, czego oczywiście chłopak nie zostawił bez odpowiedzi i z również podniesionym tonem zaczął odpowiadać.

- Tak, [T.I] Odbiło mi, totalnie mi odbiło, na Twoim punkcie, czy Ty nie widzisz tego, że ja Cie kocham?- zaczął krzyczeć i szarpać dziewczyną.- Myślałem, że po tym wszystkim co przeżyliśmy, tyle pięknych chwil, uda mi się Ciebie odzyskać, ale kiedy zobaczyłem Ciebie, z tym... gogusiem nie wytrzymałem.

- Jesteś kompletnym kretynem, wiesz ?! Myślisz, że po tym wszystkim co mi zrobiłeś do Ciebie wrócę?! Mylisz się mój drogi, nienawidzę Cię, rozumiesz?!! Nienawidzę, wynoś się stąd!!- krzyczała, a łzy coraz bardziej chciały wydostać się na zewnątrz, ale nie pozwoliła im na to.

Chłopak widząc, że nic nie wskóra wyszedł, z przyjęcia wręcz wściekły, a warkot jego motoru sygnalizował, że postanowił wrócić do domu, a przynajmniej odjechać.

Przyjaciółka [ T.I ] widząc, że zbiera się dziewczynie na płacz szybko do niej podbiegła i pocieszała.

- [T.I], nie przejmuj się dobrze zrobiłaś, spławiając Harrego, niech spada, będzie dobrze kochana, nie płacz.- Dziewczyna przytuliła przyjaciółkę , siedziały tak kilka minut a kiedy dziewczyna się uspokoiła podeszła do Nialla, sprawdzając czy wszystko w porządku i bawili się nadal.

*** Dwa miesiące później ***

Od tamtego dnia minęły dwa lata, widywali się z Niallem codziennie, bardzo się kochali. Pewnego dnia chłopak zadzwonił do ukochanej i zaprosił na kolację. Kiedy skończyli posiłek, rozmawiali i pili wino w pewnym momencie jej ukochany wstał, klęknął i poprosił blondynkę o rękę, niestety ku rozczarowaniu niebieskookiego [T.I] odrzuciła oświadczyny, tłumacząc, że jeszcze za wcześnie, że za krótko się znacie. Chłopak na szczęście to zrozumiał, jednak poprosił, że decyzji nie cofnie i by zatrzymała pierścionek, ciężko było jej odmówić i postanowiła jednak spełnić wole chłopaka.

Minęły dwa lata, a marzenie zakochany się spełniło i w końcu się pobrali. 
Czas mijał im ze sobą bardzo szybko byli przeszczęśliwi i naprawdę zakochani, za kilka dni nadejdzie ich już czwarta rocznica ślubu, na którą [T.I] przygotowała coś wspaniałego, właśnie tego dnia miała powiedzieć ukochanemu, że niedługo na świecie pojawi się kolejny Horan.

*** Dzień rocznicy ***

To już dzisiaj, już za chwile [T.i] uczyni Nialla najszczęśliwszym facetem na świecie, była tego pewna ponieważ, blondyn od dawna mówił że chciałby mieć dziecko, że nie może się doczekać.

Nadszedł wieczór, siedzieli jedli romantyczną kolacje, kiedy Niall dał swojej żonie prezent z okazji ich rocznicy, dziewczyna postanowiła też to zrobić, wiec dała Niallowi, zdjęcie USG i małe czerwone buciki. Chłopak gdy tylko to zobaczył nie mógł uwierzyć, miał łzy w oczach, ale [T.I] wiedziała, że chłopak jest szczęśliwy, w pewnym momencie wstał, okręcił dziewczynę kilka razy, po czym pocałował i powiedział ciche dziękuje. Mijały kolejne dni, ciąża mijała wyśmienicie, [ T.I] czuła się cudownie, wszyscy mówili jej że wręcz kwitnie. Niall postanowił szykować pokoik dla ich dzidziusia, wiedzieli, że będzie dziewczynka, dlatego chłopak nie miał kłopotu z dekorowaniem, malowaniem i ogólnym szykowaniem.

  *** Dziewięć miesięcy później***

[T.I] urodziła cudowną dziewczynkę, nazwali ją Darcy.

Po upływie osiemnastu lat, Darcy poznała i zakochała się w pewnym chłopaku niestety jej rodzice nie akceptowali jej wyboru, byli przeciwni jej związkowi z chłopakiem, więc dziewczyna postanowiła uciec z domu. Niestety, pewnego dnia gdy wybrała się ze swoim chłopakiem na randkę, chłopak stracił panowanie nad kierownicą i wjechali w tira, niestety zginęli na miejscu, osierocając swojego kilkumiesięcznego synka.