wtorek, sierpnia 25, 2015

Louis II

 Kiedy wbiegłem na górę, Luc siedziała na ziemi zbierając odłamki stłuczonego wazonu, który ranił jej dłonie, jednak dziewczyna sprawiała wrażenie jakby jej to nie obchodziło. Na twarzy miała wyraźnie zauważalne łzy, jednak mimo wszystko się uśmiechała. To było tym bardziej niepojące,że kiedy tylko mnie zauważyła zaczęła mówić, że nasze dziecko wróciło i to ono stłukło wazon, byłem przerażony.Była tak bardzo pewna swego, serce mi się krajało jak na Nią patrzyłem, jednak starałem się tego nie pokazywać.

- Zostaw kochanie, ja to zrobię,połóż się. - Poprosiłem.

- To był chłopczyk Lou, mamy synka, obiecał że już nie odejdzie rozumiesz?! - To robiło się coraz przerażające, moja ukochana miała halucynacje, które brała za prawdziwe wydarzenia. Mówiono mi żebym oddał ją na jakiś czas do szpitala, ale ja tego nie chciałem, myślałem, że pobyt w domu będzie dla Niej lepszy. Niestety, wygląda na to, że to tylko pogarsza jej stan. Po chwili, kiedy już wszystko posprzątałem spojrzałem na dziewczynę, która wpatrywała się w ścianę z uśmiechem na twarzy, jej ręka dalej krwawiła. Poszedłem szybko na dół do łazienki po apteczkę by opatrzyć jej ranę. Wyszedłem z pokoju i ponownie zostałem zatrzymany przez mamę Luc.

- Louis, co się stało? Skąd te wrzaski i huk ?! - Była zdenerwowana.

- Pani Mitchell emm... Luc miała zły sen, wystraszyła się i stłukła wazon, ale już wszystko dobrze, muszę jej tylko opatrzyć dłoń, proszę się nie martwić. - Skłamałem.

Na moje szczęście chyba to przełknęła, ponieważ odetchnęła z ulgą i poszła. Wiem, nie powinienem kłamać, ale przecież nie powiem, że jej córka do końca postradała zmysły i widzi nasze zmarłe dziecko. Muszę coś szybko wymyślić, tylko co? Wróciłem do pokoju w którym znajdowała się Lucy, niepokojące było to, ze siedziała w miejscu i... mówiła jakby do kogoś, jednak jak usłyszałem o czym i z "kim" o mało nie dostałem zawału.

- Widzisz synku ? Tatuś nie wierzy, że żyjesz, ale spokojnie kochanie, teraz kiedy wróci na pewno Cię zauważy, nie płacz. Tata jest zły troszkę bo stłukłeś babci wazon ale Cię kocha wiesz? - W tym momencie przytuliła poduszkę, która dla niej była dzieckiem.

Nie potrafiłem dalej tego słuchać więc wszedłem do pokoju w końcu opatrzyć jej tą cholerą ranę a potem wrócić do domu.oczywiście krew była wszędzie a najwięcej na poduszce, wyglądało to tak jakby doszło do morderstwa czy coś, makabra to za mało powiedziane.

- Lucy odłóż na chwilkę naszego synka, opatrzę Ci ranę i pojedziemy do domu, dobrze?? - Trudno mi było wypowiadać te słowa, które tyczyły się poduszki, ale skoro to dla Niej takie ważne, niech tak będzie.

- Poczekaj synku chwilkę, zaraz pojedziemy do domciu dobrze?? Mamusia Cię teraz na chwilkę odłoży a za chwilkę wrócimy do Twojego pokoiku, do łóżeczka i już na zawsze będziemy razem dobrze? - Prowadziła monolog złożyła na poduszce całusa, ostrożnie odłożyła i podała mi skaleczoną dłoń.

Opatrywanie zajęło mi chwilkę czasu, potem pomogłem dziewczynie wstać, na szczęście udało mi się ją namówić by zostawiła naszego "synka" i że jej rodzice go przywiozą, kiedy tak na nią patrzyłem dosłownie moje serce pękało. Jadąc samochodem cały czas patrzyła w boczną szybę pustym, nieobecnym wzrokiem ale jakimś szalonym sposobem miała uśmiech na twarzy, a to mi wystarczyło. Martwiło mnie tylko to co jej powiem, kiedy jej rodzice nie przywiozą tej przeklętej poduszki.
                                                          ***

Siedzieliśmy wieczorem na kanapie oglądaliśmy telewizję, zastanawiacie się pewnie czy "synek" do Nas wrócił, otóż tak, z tego co mi było wiadomo mama Luc tylko ją wyprała mówiąc że "mały" jest nakarmiony przewinięty itd, leży teraz w łóżeczku, które znajduję się w pokoiku naszego nienarodzonego dziecka. Trochę przygnębiające że mamy pokoik który przynajmniej na razie nie będzie zajęty. Cały dzień myślałem o tym co dalej będzie z Lucy, ze mną... z NAMI, ale musiałem tą decyzję jeszcze przez noc przemyśleć, dlatego też kiedy Lucy w końcu zasnęła, wziąłem ją na ręce zaniosłem do sypialni, ułożyłem ją do snu po czym, sam poszedłem do łazienki wziąć prysznic, a kilka minut później tuliłem ją do siebie i próbowałem zasnąć, nie było to jednak łatwe po kilkunastu minutach wreszcie się udało. Rano wstaliśmy, ubraliśmy oczywiście każde z Nas wykonało poranną toaletę i znowu się zaczęło, ja poszedłem robić śniadanie, a moja cudowna dziewczyna poszła do naszego dziecka. W zasadzie to powinienem Wam wspomnieć o jeszcze jednej ważnej rzeczy, Lucy miewała dni kiedy zupełnie poważnie docierało do niej to, że nasz syn się nie narodził, wtedy była rozpacz ale w gruncie rzeczy wolałem ją pocieszać, a niżeli patrzeć jak mówi do poduszki, to samolubne ale czułem się w pewien debilny sposób lepiej. W pewnym momencie usłyszałem krzyk Lucy, do cholery czułem się jakby cofnął się czas do wczoraj, tym razem oprócz krzyku nic nie było takie samo. Żadnego stłuczonego wazonu, krwi czy bredzenia, no prawie.

- Kochanie, co się stało? - zadałem to pytanie chociaż tak naprawdę chyba nie potrzebnie, bo patrząc na poduszkę która leży na ziemi, kołderka i w ogóle całe łóżeczko do góry nogami odpowiedź była dość oczywista.

- Gdzie on jest?! Louis, do cholery gdzie Nasz syn?!? Przecież to poduszka, co zrobiłeś z Naszym dzieckiem?? Z naszym jedynym synem?! - Zaczęła okładać pięściami moją klatkę piersiową, nawet nie próbowałem jej powstrzymywać.

 W końcu wybuchłem, chwyciłem ją za ramiona i potrząsnąłem, wiem że nie powinienem, ale to jedyna skuteczna metoda by przywrócić ją do rzeczywistości. Tak było i tym razem i dokładnie w tej chwili postanowiłem swój plan wcielić w życie, nie mając już na prawdę siły na to wszystko.
____________________________

Jednak stało się tak, że trzecia część będzie, jak się napisze oczywiście...Jak myślicie co wymyślił Louis ? I jak to wszystko się skończy ?? Oczywiście komenty mile widziane i rzecz jasna i`m so sorry za to że tak dłuuuuugo czekaliście, ale koniec wakacji się zbliża więc postanowiłam zrobić Wam taka niespodziankę. Pozdrawiam :****

środa, sierpnia 05, 2015

Info

 Kochani, wiem że czekacie na następny rozdział jednak naszły mnie wątpliwości... wiecie te wszystkie dramy, rzekome potwierdzenie całej sprawy i zastanawiam się czy nie przerwać tego imagina.. a jeżeli już kontynuować czy nie zmienić po prostu bohatera... nie wiem Liam ? Dawno go u mnie na blogu nie było, więc... ale nie wiem sami wypowiedzcie się na ten temat, do kolejnego rozdziału nie mam zupełnie pomysłu, chyba wpadłam w ślepy zaułek, ale jak tylko coś wymyśle napiszę na pewno, mam nadzieję że się nie gniewacie na mnie <3

środa, lipca 22, 2015

Louis I

Wiem kochani, że długo mnie tu nie było, ale przecież mnie znacie i wiecie jaka jestem. Dodatkowo ostatnio jakby dopadła mnie jakaś chandra i w ogóle bezsens. Dzisiaj wcale nie jest lepiej a nawet myślę, że jeszcze gorzej, ale postanowiłam w końcu coś napisać... będzie to na pewno smutny imagin, ale spokojnie będzie happy and. Dodatkowo pomyślałam sobie ( dzięki sugestii jednej z Was) żeby zrobić imaginy na życzenie ( i tutaj niespodzianka i pewnie zaskoczenie dla niektórych) nie tylko z 1D ) napiszcie w komentarzach czy taki pomysł Wam się podoba, a propozycję piszcie na maila ;) lub w komentarzach.( Notka pod rozdziałem)

-----------------

 - Przecież Ci mówiłam, byś jej nie zostawiał tak?! - Odezwała się z wyrzutem przyjaciółka Lucy. - Może jednak zacznę od początku od początku.

 Jestem Louis, moją dziewczyną jest właśnie Lucy, jesteśmy szczęśliwi, a w sumie to byliśmy. Od jakiegoś roku przechodzimy kryzys, na szczęście nasz związek jest stabilny. Borykamy się od dwóch lat z depresją mojego aniołka. Dwa lata temu mogliśmy zostać rodzicami, niestety los chciał inaczej i Lucy poroniła. Bardzo to przeżyliśmy, ona do dzisiaj nie potrafi się po tym pozbierać. Mnie też jest ciężko, jednak staram się jakoś zająć sobie czas by nie myśleć i chociaż na chwile przestać rozpaczać. Chodziliśmy na terapie, do psychologów, psychiatrów. Lucy nawet wysłałem na zajęcia grupowe z terapeutą dla kobiet w tej samej sytuacji i na prawdę uwierzcie mi na słowo, myślałem że jej to pomaga, zaczęła się uśmiechać, wychodzić z domu w końcu zaczęła normalnie jeść. Cieszyłem się, nawet nie zdajecie sobie sprawy z tego jak bardzo, niestety moje szczęście nie było długotrwałe. Tego dnia musiałem wyjść, po prostu musiałem, chociaż nie chciałem. Bałem się o Nią, zawsze zostawiałem ją z kimś, jednak tym razem nie miałem z kim. Przyjaciółka Luc nie mogła, Sophia, Eleanor, i Perrie też nie. Chciałem nawet porozmawiać z Paulem by przełożył nam to jakże ważne spotkanie, albo żeby odbyło się beze mnie, ale na nic się zdały moje tłumaczenia, prośby. Lucy obiecała, że nic nie zrobi i na mnie zaczeka, zamknąłem drzwi na klucz, na wszelki wypadek zabrałem również te zapasowe, tak ja wiem jak to teraz wygląda, ale musiałem to zrobić. Bo co wy byście zrobili na moim miejscu? Już raz uciekła i skończyło się w szpitalu potem na obserwacji na oddziale zamkniętym, dlaczego ? Otóż Lucy próbowała się zabić. Od tego dnia załatwiam jej jakąś opiekę, wyszedłem tylko do sklepu, nie sądziłem że w te kilka minut coś się stanie, zwłaszcza, że wychodząc zobaczyłem że zasnęła. Kiedy sobie o tym przypomnę chce mi się płakać, zazwyczaj na prawdę nie płaczę, ale kiedy zobaczyłem że jej nie ma świat mi się zawalił, a potem jak zadzwonili ze szpitala...

                                                  ***

 - Przecież Ci mówiłam, byś jej nie zostawiał tak?! - Odezwała się z wyrzutem przyjaciółka Lucy.

 - A co miałem zrobić Twoim zdaniem?! Prosiłem, błagałem by nie kazano mi przychodzić, ale musiałem. Boże jak jej się coś...- oparłem głowę na rękach i myślałem, gdzie może się podziewać, jednak ku mojej rozpaczy zupełnie nic nie przychodziło mi do głowy. Byłem załamany. Obawiałem się najgorszego. Kiedy się troszkę ogarnąłem wstałem gwałtownie wziąłem kluczyki. Kazałem Alex zostać w domu na wypadek jakiegokolwiek telefonu czy nawet powrotu Luc do domu.

- Alex zostań tu, ja wychodzę.

- Ale...  Lou.. gdzie...jesteś zdenerwowany...nie powinieneś... - dziewczyna była nieco zdezorientowana.

- Kur*a nie rozumiesz, że ona może sobie coś zrobić?! Jadę jej szukać. Nie mogła odejść daleko.

- Louis, przecie...- przerwałem jej

- Jak coś się wydarzy zadzwoń, na razie. - Wybiegłem z domu trzaskając drzwiami. Wsiadłem do samochodu i piskiem opon odjechałem na poszukiwania mojego całego świata.

 Jeździłem bez celu po całym mieście, kiedy usłyszałem dzwonek swojego telefonu, w pierwszej chwili myślałem że Alex z wiadomością że Lucy wróciła cała i zdrowa do domu, jakież było moje rozczarowanie, kiedy zamiast numeru Alex, zobaczyłem numer... mamy Lucy, serce mi stanęło ręce zaczęły mi się trząść, bałem się.. nie wiem czego ale się bałem.

-Tak, Pani Mitchell? Coś się stało? - zapytałem najspokojniej jak potrafię.

- Louis? Dobrze że odebrałeś, bardzo się martwię, Lucy przyszła do Nas, zapłakana. Spróbowaliśmy ją z mężem uspokoić, na szczęście się udało, nawet zjadła kolację, ale potem ona..... Poszła do siebie do pokoju zamknęła drzwi na klucz i grozi, że się zabije. Louis błagam przyjeżdżaj jak najszybciej. Boję się.

Pędziłem przez miasto jak szalony, łamiąc wszystkie możliwe przepisy, na prawdę bojąc się, że nie zdążę. Droga zajęła mi w tym tępię jakieś 10 minut, przy okazji najgorsze i najdłuższe w moim życiu, ten czas to był koszmar. Kiedy zobaczyłem dom Państwa Mitchell, zaparkowałem zatrzasnąłem drzwi, nie dbając o to czy wziąłem kluczyki, czy zamknąłem auto, po prostu pobiegłem szybko w stronę jej dawnego pokoju, w którym się znajduje, z tego co powiedziała mi jej mama, kiedy tylko mnie zobaczyła.

- Luc? Kochanie, to ja Louis odezwij się proszę, bo wyważę drzwi. Słyszysz mnie?! - podniosłem głos przez chwilę bojąc się że tym gestem pogorszę sytuację, jednak jak się okazało pomogło. Ostrożnie otworzyła drzwi i od razu się do mnie przytuliła, w tamtym momencie czułem jednocześnie smutek, radość i złość, przeogromną złość na siebie samego, że znowu dopuściłem do tego by ją zostawić.

- Spokojnie skarbie, jestem przy Tobie, wszystko będzie dobrze. Obiecuje.- tuliłem ją gładząc po włosach. ostrożnie weszliśmy z powrotem do jej pokoju, w którym usiedliśmy na łóżku.

- Luc? Co Ci strzeliło do głowy? Wiesz jak się martwiłem? Alex też, jak Twoi rodzice zadzwonili byłem jeszcze bardziej przerażony.

- Lou ja.. ja przepraszam. Chciałeś tego dziecka, wiem. Jestem do niczego, nawet o nasze dziecko nie potrafiłam zadbać, powinnam zniknąć z tego świata, Twojego życia. Nie nadaje się na matkę..Powinnam umrzeć razem z Nim. Przepraszam, błagam wybacz mi.

- Boże kochanie, co Ty wygadujesz ? Nie wyobrażam sobie życia bez Ciebie, będziemy mieć jeszcze nie jedno dziecko, przysięgam, ale nie rób mi takich rzeczy. Nigdy więcej skarbie. Nigdy nie mów, że powinnaś zniknąć z mojego życia. Dzięki Tobie jestem szczęśliwy, zrobiłbym wszystko dla Ciebie byś była szczęśliwa. - Przytuliłem ją mocniej do siebie. Na szczęście już nie płakała. Kilka minut później kiedy Lucy zasnęła położyłem ją ostrożnie okryłem kocem, drzwi zostawiłem otwarte, tak na wszelki wypadek i zszedłem na dół do jej zdenerwowanych rodziców. Od razu kiedy mnie zobaczyli zalali mnie milionem pytań. Jak się czuje, co robi, czemu zostawiłem ją samą w pokoju, jak to się stało, że znalazła się u nich.

- Co z Nią? - Zapytała jej mama. - Bogu dzięki, że zdążyłeś, nie wiem co bym zrobiła gdyby...- przerwałem jej.

- Spokojnie, Luc czuje się lepiej zasnęła, drzwi są otwarte dzięki czemu będziemy słyszeć co się dzieję. Cieszę się że zdecydowała o tym by pojechać właśnie tutaj. Jestem głupi, że ją zostawiłem, ale ja przysięgam, że nie chciałem, przepraszam państwa bardzo. Nie potrafię sobie wybaczyć, że znowu naraziłem ją na niebezpieczeństwo.

- Nie martw się, to nie Twoja wina. Wiadomo, że nie możesz jej cały czas pilnować. Miałeś obowiązki, nie możemy Cię za to winić. - Uspokajali mnie.

Siedzieliśmy tak przez jakiś czas, póki nie usłyszeliśmy przeraźliwego trzasku i wrzasku Lucy.

Zerwałem, się na równe nogi biegnąć szybko do pokoju, po dotarciu zobaczyłem...

--------

Przepraszam kochani za błędy, za dłuuugi czas oczekiwania. Ah oczywiście informacja dla wszystkich których może razić temat, ze względu na ostatnie afery. Zaczęłam to pisać, jeszcze jakiś czas przed tym ( taka informacja dla wrażliwców) ;) . Love you all <3 Buziaki <3 Oczywiście liczę na komentarze, które na prawdę motywują. Ok kończę i życzę miłego czytania. Ps. Imagina dedykuje Agnieszce W. Oraz Poli, która nie jest directionerką ale bardzo mnie wspiera i pomaga. ( jeśli to czytacie wiecie, że Was mam na myśli.)


 


niedziela, maja 31, 2015

Zayn.część VIII ( Ostatnia)

  Minęło kilka lat. Od tamtego pamiętnego wieczora widywałam się tylko z 4\5 zespołu i oczywiście z ojcem,zresztą jak się z kimś mieszka to chyba dosyć oczywiste. Wiem, że Zayn pytał o mnie kilka razy, oczywiście próby przychodzenia do nas do domu też były. Wszyscy wiedzieli że na prawdę nie chce się z nim widzieć, dlatego za każdym razem ojciec go wyganiał. Wcześniej mieli czasami spotkania całego zespołu tutaj, na szczęście tata stwierdził, że dla mojego dobra takiej sytuacji już nie będzie. Był piątkowy wieczór chłopcy mają wolne, jest weekend więc postanowiliśmy z całą paczką iść się zabawić. Chłopcy jak to chłopcy wybrali chyba najdroższy club w mieście. Budynek jak i jego wnętrze były cudowne,jednak nie czułam się dobrze a ceny które widniały w menu wcale nie poprawiały mojego samopoczucia.

 Godziny miały,chłopcy bawili się w najlepsze a ja siedziałam w naszej loży, oczywiście żeby wszyscy mnie dobrze zrozumieli była to sala VIP, a jakżeby inaczej. Byłam już troszkę wstawiona co spowodowało w efekcie, że wszystkie te rzeczy które wyraźnie mi się nie podobały przestały mieć jakiekolwiek znaczenie, a nawet zaczęłam szaleć na parkiecie, na początku chłopcy poczuli się za mnie odpowiedzialni, jednak byli w końcu tak wstawieni że nie zwracali na mnie zbytniej uwagi. Tańczyłam z przypadkowymi mężczyznami, na dodatek dosyć odważnie, nikomu to jednak nie przeszkadzało. Kiedy po kilku piosenkach się zmęczyłam postanowiłam wrócić do loży, jednak to, a raczej kogo zobaczyłam wcale mi się nie podobało.

- Co Ty tu do cholery robisz?- Wybuchłam.

- Cześć [T.I], dawno się nie widzieliśmy. Extra wyglądasz.

- Nie wysilaj się, w ogóle skąd wiedziałeś, że tu będę?

- Ja.. to znaczy wiesz... od chłopców wyciągnąłem informacje, na początku nie chcieli mi powiedzieć, ale w końcu ich przekonałem.

- Po co tu przylazłeś?! - Byłam ostro wkurzona.

- Jest piątek, chyba mam prawo się zabawić z kolegami, prawda? - Tego już było stanowczo za dużo.

- Nie kłam, przylazłeś tu tylko po to by rozwalić mi cały wieczór! Mam dosyć, odczep się od mnie raz na zawsze. Żegnam. - Wzięłam swoją torebkę i nie informując chłopców po prostu wybiegłam, byłam jednak naiwna sądząc,że Zayn sobie odpuści.

- Zaczekaj!- Usłyszałam głos chłopaka, który usilnie próbował mnie dogonić.

 Postanowiłam się zatrzymać i powiedzieć, w końcu co mi leżało na sercu tyle czasu.

- A więc stoję, co chciałeś?!

- Czemu wtedy tak szybko wybiegłaś? Zupełnie nie rozumiem, najpierw robisz całą akcje z przyjazdem po kryjomu tyle kilometrów, a potem jakby nigdy nic po prostu uciekasz.

- Jakby nigdy nic?! Boże, czy Ty siebie w ogóle słyszysz? Rzuca Ci się na szyje z językiem do gardła laska, która podobno jest Twoją BYŁĄ dziewczyną, na dodatek przed moimi oczami, a Ty mówisz, że uciekłam jakby nigdy nic. Widzę, że zupełnie nic nie rozumiesz. Wiesz, ta rozmowa nie ma sensu powiedz chłopakom, że.... rozbolała mnie głowa i wróciłam do domu, a Tobie radzę się do mnie nie zbliżać. - Chyba dopiero teraz, tak naprawdę doszedł do Niego sens moich słów. Chodził w tą i z powrotem z rękami za głową, od czasu do czasu, przeczesując włosy palcami, a ja tam stałam, i co robiłam? Płakałam, czyli jak zwykle.

- Czemu mi nic nie powiedziałaś? Do jasnej cholery! Tyle razy rozmawialiśmy, miałaś tyle okazji. Dlaczego?! Myślisz, że gdybym wiedział pozwoliłbym na tamtą sytuację?! Aż, za takiego złego mnie masz?!!- Pierwszy raz,a może któryś już raz widziałam go tak wkurzonego, i to na ironie była tylko i wyłącznie moja wina.

- A nie przyszło Ci do głowy,że się bałam?! Jesteś przystojnym i obrzydliwie bogatym bożyszczem miliona nastolatek na całym świecie, które by się dały zabić za chwile w Twoim towarzystwie, a ja?!

- A Ty to Ty! jesteś, mądrą,miłą, pomocną, prześliczną dziewczyną, którą naprawdę pokochałem..

- Nie kończ, w ogóle nie kłam mówisz tak teraz bo Ci głupio!! Zresztą nawet jeżeli to prawda, to dlaczego mi tego wcześniej nie mówiłeś, a mnie opieprzyłeś?! To nie ma sensu, żegnaj, Zayn.

Przebiegałam, właśnie przez ulice, w oczach miałam łzy które za nic nie chciały wypłynąć. będąc już prawie na drugiej stronie usłyszałam krzyk Zayna.

- [T.I], uważaj!!! - To były ostatnie słowa jakie usłyszałam. Potem tylko ból i ciemność.

___________________________

Wiem, że w poprzedniej części pisałam, że będzie jeszcze kilka części, jednak stwierdziłam, że lepiej będzie po prostu to zakończyć, jeżeli chcecie bym dalej prowadziła tego bloga ( mimo, że musicie tak dłuuuuuugo czekać na kolejne wpisy)  a potem dostajecie... takie... nic. Jeśli w ogóle chcecie by się kolejny imagin pojawił to piszcie w komentarzach z kim i czy ma być smutny a może wesoły? wesoły a może jeszcze jakiś inny ( tylko nie +18 bo nie umiem takich pisać). Myślę, że już nie będę częściowych pisać bo jak widzicie nie idzie mi to najlepiej.. Piszcie co o tym sądzicie w komentarzach. :) Buuuuziaki

czwartek, kwietnia 30, 2015

Zayn VII

                                                     **Perspektywa Zayna**

 Tego się nie spodziewałem [T.I] i Liam ?? To są jakieś żarty ! - Byłem w szoku, jednak musiałem się dowiedzieć się więcej na ten temat, przecież to nie wyjaśnia tego czemu Paul ją bił.

                                                             **[T.I]**

 - Czemu wcześniej mi nie powiedzieliście? Liam o tym wie? W ogóle.. to naprawdę nie tłumaczy tego, że mnie uderzyłeś.. zgadzam się, przesadziłam ale po pierwsze to nie było pierwszy raz, po drugie  wyjaśnienia mi się chyba należą tak ??

- Tak oczywiście. prawda jest taka, że nie wiem co Ci powiedzieć. Nic jej nie zrobiłem, ona... ona odeszła. Umówiliśmy się, że nic Ci nie powiemy, a ja sprzedam Ci jakąś bajeczkę o jakieś konferencji w pracy czy coś. Na początku było dobrze, ale im dłużej jej nie było tym gorzej się czułam, nie umiałem nad sobą zapanować. Nawet nie zdajesz sobie sprawy, jak bardzo żałuje tego wszystkiego. Wiem, że to nie wystarczy byś mi wybaczyła i wróciła do domu, ale wiedz, że żałuje. - Powiedzieć, że byłam zaskoczona to mało powiedziane, spodziewałam się wszystkiego, tylko nie tego. Siedziałam chwilę w ciszy, po chwili jednak przemówiłam.

- Tato, przepraszam, ale chce zostać sama. Wyjdź proszę. - wyszeptałam, bo nawet nie miałam siły mówić.

- Tak, jasne rozumiem Cię. - usłyszałam trzask drzwi czyli zostałam sama.

                                                   ***Zayn***

 O cholera wychodzi, lepiej będzie jak się oddale. Oczywiście na moje nieszczęście nie zdążyłem odejść za daleko i już po chwili usłyszałem głos Paula.

- Słyszałeś wszystko, prawda? - wpadłem

- Paul ja...

- Zayn spokojnie, nie mam do Ciebie pretensji, ale nie mów na razie nic Liamowi, proszę Cię.- błagał.

 Co ja mogłem w takiej sytuacji zrobić? Obiecałem milczeć, było to strasznie ciężkie ale nie mogłem inaczej postąpić. Po chwili wahania wszedłem ostrożnie do pokoju, usiadłem koło dziewczyny, która jak się okazało spała. Na policzkach można było jeszcze zauważyć łzy, to okropne ile musi wycierpieć. Od momentu w którym ją poznałem  aż do dzisiaj, codziennie widziałem jak płacze to bolało, a ja nie mogłem nic zrobić.
                                                           
                                                               ***
Dni mijały, nie dawno wróciliśmy z Portugalii. [T.I] wybaczyła ojcu i na nowo z nim zamieszkała. Brakuje mi jej, na szczęście widujemy się bardzo często, czasami przyjeżdża do Nas jak jesteśmy w trasie, a ona akurat ma wolne. W końcu początek studiów to nie przelewki. Jestem z Niej dumny, tak jak reszta chłopców zresztą. Paul zmienił się nie do poznania, co prawda zawsze był dla Nas dobry, ale teraz jest znacznie spokojniejszy - że też wcześniej nie zauważyłem jego nerwów, zrelaksowany.

                                        ***Kilka miesięcy później***

Jesteśmy w trasie, promujemy kolejny krążek. Wiem, że zbliża się przerwa od nauki, więc tylko liczę dni kiedy znowu Ją zobaczę. Nie wiem dlaczego, ale stała się dla mnie ważniejsza niż ktokolwiek inny,chociażby Cynthia. Pewnego dnia po jednym z koncertów podeszliśmy do Paula pytają co u [T.I] i kiedy przyjedzie, niestety to co Nam powiedział, nie było tym co chciałem usłyszeć. Podobno nie mogła przyjechać bo umówiła się z koleżankami z roku na jakiś wyjazd czy coś. Było mi smutno, zbliżają się moje urodziny i myślałem, że ten dzień spędzimy razem, jednak jak widać bardzo się myliłem. Rozmawiałem z nią później na wideo czacie, nie poruszałem jednak tematu jej przyjazdu czy moich urodzin, bo niby po co?

                             ***12 Stycznia - Urodziny Zayna - perspektywa [T.I]***

 Pewnie niektórzy będą zaskoczeni po tym co powiem, ale jestem nie daleko hotelu gdzie są chłopcy już od wczoraj, przyjechałam po cichu i tak naprawdę tylko Liam Louis Niall i Harry wiedzą oh i oczywiście mój tata. Wczoraj jak rozmawiałam z Zaynem widziałam, że był smutny myślał że zapomniałam o jego urodzinach, jakże bardzo się mylił. Okrutne prawda? Niestety trzeba było coś wymyślić. Spojrzałam na zegarek, mam półtorej godziny na ogarnięcie się, na szczęście już wczoraj wybrałam strój w którym chciałam wystąpić, może nie jest zjawiskowy, jednak na coś w końcu trzeba było się zdecydować. Kiedy byłam gotowa zadzwoniła do ojca by podesłał po mnie jakiś transport. Chłopcy dzisiaj nie mieli żadnych koncertów, wywiadów czy czegoś w tym stylu tak więc mogliśmy spokojnie wynająć salę. Dojechaliśmy na miejsce, oczywiście Malika z Nami nie było oraz mojego ojca, który po niego pojechał.

 - Uwaga idą, kryć się ! - Powiedziałam szybko i wszyscy się ukryliśmy. Było mi ciężko utrzymać powagę słysząc, jak Zayn mówi do Paula o tym, że klub jest zamknięty, że nikogo nie ma, że pewnie pomylili miejsca. W końcu mój ojciec nie wytrzymał uciszył Zayna, zapalił świało. Kiedy tylko światło się włączyło wyskoczyliśmy rzuciliśmy się w kierunku jubilata składaliśmy życzenia, darowaliśmy sobie śpiewanie. Jako, że od zawsze jestem wredna, potrzymałam jeszcze chwilę nic nie podejrzewającego Zayna w niepewności i dopiero kiedy się odezwał postanowiłam wyjść z ukrycia.

- Dziękuje Wam, za to że tu jesteście, nie spodziewałem się w sumie tylu osób tutaj. Miło widzieć rodzinę i przyjaciół razem w jednym miejscu, szkoda, że nie ma z Nami [T.I], ale miejmy nadzieję, że tam gdzie jest, bawi się równie dobrze, jak my tutaj. - W tym oto momencie nie wytrzymałam i musiałam wyjść.

- Myślę, że [T.I] bawi się świetnie, tam gdzie jest. - wyszeptałam zmysłowym głosem do Zayna.

Kiedy się odwrócił i mnie zobaczył jego mina była bezcenna.

- [T.I]? Boże, ale.. jak? Kiedy? Przecież..- przerwałam mu jego słowotok.

- Haha, po kolei po pierwsze, jak? Normalnie Po drugie wczoraj o świcie, a po trzecie, przecież nie przegapiła bym urodzin przyjaciela tak?? Byłam u reszty chłopców to czemu miałabym ominąć Ciebie? Myślałeś, że Cię zostawię w tym ważnym dniu? W życiu..- przytuliłam chłopaka, i chciałam dać mu buziaka w policzej jednak chłopak odwrócił się i gdyby nie to, że ktoś nam przerwał pocałowalibyśmy się przy wszystkich.

- Wszystkiego najlepszego, Skarbie.- Kiedy usłyszałam ten głos zamarłam.

To ta laska z hotelu, zagotowało się we mnie, ale kiedy podeszła do niego i go pocałowała zamarłam, naprawdę myślałam, że ją odepchnie tak się jednak nie stało, nie jesteśmy razem i zapewne nie będziemy, ale zabolało. Tego było za dużo. Wybiegłam, w nieznanym kierunku, w obcym miejscu, było ciemno, cicho, pusto.
________________________

Ten rozdział jest beznadziejny, wiem będzie jeszcze kilka części jeżeli chcecie mogę w miejscu T.I wpisać jakieś konkretne imię, chyba że chcecie by zostało tak jak jest. Jak zwykle piszcie w komentarzach.                              

poniedziałek, kwietnia 27, 2015

Pytanie do Was + ogłoszenie :D

Kochani jak widać po tytule, to nie będzie to rozdział, ale się piszę także jak się napiszę do końca się pojawi na bank :) . A teraz pytanie do Was, ostatnio zauważyłam że zrobiło się jakoś smutno na blogu, nie wiem dlaczego ale takie odniosłam wrażenie. Dlatego też pomyślałam, że fajnie by było gdyby ponownie pojawiła się na nim muzyka. Oczywiście, chciałam Was zapytać czy chcecie by owa rzecz pojawiła się na blogu. Piszcie w komentarzach co o tym myślicie. Nie wiem też jaką muzykę chcielibyście usłyszeć więc chciałabym byście to Wy pisali propozycję swoich ulubionych piosenek ( pamiętajcie im więcej propozycji tym więcej piosenek się pojawi). Czekam na Wasze propozycje i opinie.

niedziela, kwietnia 19, 2015

Libester Blog Awards

Dziękuje za nominację http://revenge-harry-styles-fanfiction.blogspot.com/.

To już druga nominacja mojego bloga w LBA. Bardzo się cieszę, że moja praca jest doceniana, ale do rzeczy.

 1. Dlaczego postanowiłaś pisać bloga?

- Pewnie nie każdy wie, że NWBM nie jest moim pierwszym blogiem. Trochę na ten temat pisałam Tutaj. A ten blog powstał po tym gdy z zupełnych nudów napisałam pierwszego imagina.

2. Wolisz czytać książki czy oglądać filmy.

- Zdecydowanie oglądać filmy. Chociaż znalazł by się jeden wyjątek ;-)

3. Jaka jest Twoja pasja?

- Nie mam jako takiej pasji, także ciężko mi odpowiedzieć na to pytanie szczerze mówiąc.

4. Masz ulubionego pisarza? Jeśli tak, to kogo?

- Nie mam żadnego ulubionego pisarza czy pisarki. Czytam książki z serii "pisane przez życie". Są tu różni autorzy :)

5. Jakie jest Twoje marzenie?

- Na pewno koncerty moich idoli w tym oczywiście naszych chłopców, bardzo chciałabym polecieć do Londynu oraz co niektórym może się wydać to śmieszne ale chciałabym mieć psa i tak naprawdę to są chyba jedne z największych marzeń.


6. Jaki jest Twój ulubiony przedmiot w szkolę ( no chyba że już nie chodzisz do szkoły to jaki był)

- Otóż chyba nikogo nie zdziwi jak powiem że moim ulubionym przedmiotem był weekend ewentualnie przerwa. A tak poważnie to generalnie nie lubiłam szkoły i nie miałam ulubionego przedmiotu. Cieszę się że już skończyłam.

7. Ulubiona potrawa?

- Szczerze mówiąc bardzo dużo tego a właściwie zdecydowanie za dużo by pisać wszystkie i zdecydowanie za ciężki wybór by zdecydować się na jedną.

8. Ulubione zwierzę?

- Uwielbiam wszystkie zwierzęta ale jeśli mam wybrać jedno noo to zdecydowanie psy ( tak ja wiem że to liczba mnoga)

9. Wolisz gdy jest gorąco czy zimno.

- Otóż wole umiarkowaną pogodę ani za zimno ani za ciepło.

10. Jaki był najbardziej wzruszający film który obejrzałaś?

- Troszkę ich było. Najnowszy to chłopiec w pasiastej piżamie, uwielbiam szkołę uczuć, wciąż ją kocham, Zostań jeśli kochasz, trzy metry nad niebem/ Tylko Ciebie chcę( koniec mnie rozczarował :P) i masa innych. Wszystkie mnie wzruszyły na swój sposób.

11. Jaki słodycz lubisz najbardziej?

Wszystkie, byle słodkie.

No to moi kochani to by było na tyle. Mam nadzieję, że moje odpowiedzi Was satysfakcjonują ;-) i że dzięki temu troszkę lepiej mnie poznaliście.. Jeżeli jednak macie jeszcze jakieś pytania możecie je kierować pod postem w  komentarzach lub po prostu na maila: malikowa1992@gmail.com. Dziękuje jeszcze raz i teraz moje nominację... otóż..

http://bally-fanfiction.blogspot.com/

http://zayn-malik-promise-fanfiction.blogspot.com/

http://after-harry-styles-fanfiction.blogspot.com/

http://imaginyzaynmaalik.blogspot.com/

http://psychic-love-harry-styles-fanfiction.blogspot.com/

http://www.thecall-fanfiction.blogspot.com/

http://life-is-magical-fanfiction.blogspot.com/

http://www.wattpad.com/story/26571338-beating-hearts

Pytania ode mnie:

1. Jakiego zwrotu/ słowa używasz najczęściej?

2. W życiu kierujesz się sercem czy rozumem?

3. Lubisz spędzać czas w samotności czy w towarzystwie?

4. Muzyka na słuchawkach czy głośnikach?

5. Jesteś lepszym słuchaczem czy mówcą?

Myślę kochani że 5 wystarczy, nie jestem dobra w te klocki ale mam nadzieję, że się nikt na mnie o to nie pogniewa. Co do części pojawi się... jak się napiszę ;-)