piątek, 28 listopada 2014

Zayn III

  Wstałam kilkanaście minut przed Zaynem. Dzisiejsza noc, była dla mnie w pewnym sensie wyjątkowa. Pierwszy raz czułam się,  taka..taka spokojna, kochana i bezpieczna. Wiedziałam, że obietnica bezpieczeństwa ze strony chłopaka nie jest fałszywa i to mnie bardzo cieszy. Kiedy tak leżałam nagle przypomniałam sobie, że jestem wtulona w chłopaka, chciałam się podnieść starałam się Go nie obudzić, niestety po chwili lekko się poruszył, cichutko zamruczał i powoli otworzył swoje cudne, ciemne tęczówki.

- Dzień dobry  - usłyszałam jego ochrypły głos i zobaczyłam ten cudowny uśmiech. Nie mogłam sobie wyobrazić lepszego poranka.

- Dzień dobry.- odwzajemniłam uśmiech.

- Mówiłem Ci już, że jesteś piękna? - jeju jaki on ma cudowny głos, pomyślałam i poczułam żar na policzkach, co mogło oznaczać tylko tyle, że chłopak znowu wywołał u mnie rumieńce.

- A z tym rumieńcem wyglądasz jeszcze piękniej.- poszerzył uśmiech. 
W odpowiedzi sprzedałam mu tylko kuksańca w ramie.

-  No eyy, mówię tylko prawdę.Jak się spało?? Gotowa na podbój Portugalii??

- Bardzo się denerwuje, nie tylko ze względu na chłopaków czy ojca, ale nigdy nie jeździłam tak daleko a w dodatku samolotem. - powiedziałam. - a spało mi się naprawdę dobrze.

*wręcz cudownie* - przeszło mi przez myśl. 

- A Tobie?? Wyspany?? - zapytałam, za co zostałam obdarowana najpiękniejszym uśmiechem, jaki w życiu widziałam.

- Mmm..u boku tak pięknej dziewczyny, mógłbym się codziennie budzić i zasypiać. Dawno tak dobrze nie spałem. - cholera znowu te rumieńce.- Dobra dosyć tego dobrego trzeba wstawać. Najchętniej jeszcze bym poleżał, ale trzeba się ogarnąć.- usiadł przeciągnął się i powoli wstał.

Kiedy go zobaczyłam, sama nie wiedziałam gdzie patrzeć, ciało ozdobione wieloma tatuażami, lekko zmierzwione włosy, mięśnie.- Mój Boże, [T.I] ogarnij się. Skarciłam się. Kiedy tak się w Niego wpatrywałam, chłopak poczuł się najwyraźniej niezręcznie i wybudził mnie z transu.

- No to co jemy na śniadanie? - mówił to cały czas uśmiechając się.

- Eehem, nie wiem, pojęcia nie mam, zdaje się na Twój gust.- odpowiedziałam.

Chłopak wstał z łóżka, wziął strój na dzisiaj, poszedł do łazienki się ubrać po czym od razu zszedł na dół. Postanowiłam zrobić to samo, kiedy byłam już prawie gotowa usłyszałam głos z dołu.

- [T.I] chodź śniadanie na stole. - zawołał.

 Jak zwykle siedzieliśmy w ciszy, którą przerwał chłopak.

- Chłopaki zaraz będą i razem pojedziemy na lotnisko. - zobaczywszy jak moja twarz blednie i malujący się na niej strach, chwycił moją dłoń i szepnął bym się nie martwiła i że wszystko będzie w porządku.

Uśmiechnęłam się blado, chciałam czymś zająć myśli, więc wstałam i posprzątałam po śniadaniu, Zayn próbował mnie powstrzymać, ale nie zamierzałam ustąpić. Po chwili, kiedy wszystko było gotowe poszłam do góry po swoje rzeczy, pięć dni to nie długo, ale ja jak każda kobieta zawsze muszę przesadzić,ale nie ważne i tak nie ma czasu już na przepakowanie. Torba była jak dla mnie na prawdę ciężka, nie chciałam jednak wołać chłopaka, więc sama targałam ją na dół, a przynajmniej taki miałam zamiar, kiedy to zobaczył od razu wystrzelił w moim kierunku i zabrał ode mnie walizkę.

- Oszalałaś? Wziąłbym to, czemu nie poprosiłaś?- Wiedziałam, że tak będzie.

- Eh, ja... ja chciałam.... po prostu..- znowu ten strach.

- Nie denerwuj się, nie jestem zły, ale nie rób tak więcej a jakbyś spadła ze schodów? - martwił się, czułam się z tym dziwnie, ale dobrze wiedzieć, że ktoś się o mnie troszczy.

- Prze...przepraszam.- odezwałam się, kiedy siedzieliśmy już na kanapie i czekaliśmy na chłopaków.

- Nic się nie stało, przecież Ci mówiłem, nie chce po prostu by coś Ci się stało. Naprawdę się nie gniewam.- wyjaśnił mi spokojnie, sprawiając, że poczułam się lepiej. - No chodź tu do mnie.-Wyciągnął w moim kierunku dłoń, przysunęłam się do Niego nieśmiało, a on mnie po prostu przytulił, co odwzajemniłam mocniej się wtulając.

Siedzieliśmy wtuleni, do momentu, aż nie usłyszeliśmy śmiechów chłopaków. Zayn zerwał się, by ich powitać. Weszli do pokoju w którym siedziałam na co tradycyjnie odezwało się uczucie, które ostatnio mnie nie opuszcza..strach, pod jego wpływem skuliłam się na kanapie, spuszczając wzrok na moje palce, które w tym momencie stały się najbardziej interesującą rzeczą na świecie.  Chłopcy zatrzymali się kawałek ode mnie szepcząc coś do bruneta, jednak na tyle głośno bym usłyszała.

- To ta dziewczyna o której wspominałeś? - Zapytał Harry.- Ładniutka.- spojrzał w moją stronę chłopak z bujnymi lokami i zielonymi oczami.

- Zapomnij Hazz, skoro Zayn nie chciał jej zostawić, znaczy że coś do niej czuje. Nie ma sensu startować stary- odezwał się drugi, tym razem był to szatyn z niebieskimi oczami.

- Oh, zamknijcie się...- warknął Zayn i spojrzał w moją stronę. Pokiwał głową zrezygnowany, po czym się odezwał.

- [T.I], to są właśnie moi przyjaciele, o których Ci opowiadałem.

Wstałam niepewnie z miejsca i podeszłam do chłopców, oczywiście stanęłam jak najbliżej Zayna, póki co tylko przy nim czułam się bezpiecznie.

- Ten z burzą loków na głowie to Harry, po lewej stoi Louis, Liam i Niall.- z każdym z nich przywitałam się uściskiem ręki i uśmiechem, a przynajmniej mam nadzieje, że to był uśmiech.

- Ymm, miło Was poznał, Zayn dużo o Was mówił. Mam na imię [T.I].- Czemu tutaj wszyscy reagują na to imię takim zaskoczeniem? Ah no tak.. w Polsce to normalne, tutaj rzadkie.

- Ładnie, ale zaraz... to nie jest brytyjskie imię, skąd jesteś? - Zapytał chyba Niall, swoją drogą całkiem uroczy.

- Jesteś spostrzegawczy..Niall? Dobrze pamiętam? - zapytałam niepewnie.

- Tak, masz dobrą pamięć, ale skoro nie jesteś stąd to skąd??

- No... jakby Wam to powiedzieć...jestem tutejsza, moja mama jest polką, a [T.I] to właśnie z tego kraju. - uśmiechnęłam się.

- Aaa no to wszystko jasne, dobra nie męczmy już dziewczyny, długa droga przed nami trzeba się ruszać na lotnisko. - W końcu uciął Liam.. tak na pewno to był on.

Ruszyliśmy do samochodu, który swoją drogą był jak taki mały autobus, usiadłam oczywiście koło Zayna, obok usiadł Liam, obok niego Harry a na przeciwko Niall i Louis. Rozmawiliśmy o wszystkim, nawet co ciekawe ja się wyluzowałam, Zayn miał rację chłopcy są wspaniali.

- A Paul z Wami nie przyjechał? - Zmienił temat zdziwiony Zayn.

- Dzwoniłem do Niego i powiedział, że będzie czekać na lotnisku. - Poinformował wszystkich Liam.

Droga na lotnisko trwała jeszcze kilka minut po czym wyszliśmy i kierowaliśmy się do wielkiej hali odlotów i przylotów. Obiekt był olbrzymi, trochę się speszyłam nigdy nie byłam w takim miejscu, popatrzyłam z lekkim przerażeniem na chłopaków, ale zdawali się tego nie widzieć, tylko Zayn objął mnie ramieniem, dodając tym otuchy.

- O patrzcie chłopaki, Paul idzie - odezwał się Louis. - Trochę ich poznałam i imion już byłam pewna na sto procent.

Spojrzałam przed siebie i napotkałam wzrok tego ich Paula, ale zaraz przecież to niemożliwe. To... to.. mój ojciec, co on tu robi? Zobaczywszy mężczyznę, chwyciłam Zayn dłoń jeszcze mocniej, zrobiło mi się słabo i poczułam, że za chwilę zemdleje, więc gwałtownie wyszarpałam się z uścisku chłopaka, który chwile temu sama wzmocniłam i usiadłam na krzesełku. Chłopaki kiedy to zobaczyli przystanęli, ale nie odważyli się podejść, nie wiedzieli co się dzieje, byli wyraźnie zdezorientowani. Jedynie do siebie w miarę szybko doszedł Liam, no i Zayn, dali reszcie do zrozumienia, żeby szli dalej a sami usiedli po obu stronach krzesełka,które zajmowałam.

- Yyy..[T.I]? Wszystko w porządku?- Zapytał Liam.

Spojrzałam ostrożnie na chłopaków i na mężczyznę, który już rozmawiał z pozostałą trójką.

- Tak.. to znaczy chyba.... ehh... przepraszam chłopaki, ale ja chyba jednak nie polecę, z Wami.

- Co się dzieje? Przecież rozmawialiśmy o tym w domu, wszystko jest i będzie dobrze. Chłopcy Cię polubili, nie pozwolimy Cię skrzywdzić.Prawda Li? - odezwał się Zayn.

- No jasne,nie wiem czego lub kogo się boisz, ale z Nami jesteś bezpieczna. - słuchałam ich i miałam coraz więcej łez w oczach, którym nie chciałam dać wypłynąć.

- Zayn.. ja... doceniam co dla mnie robisz, robicie i doceniam również to, że chcecie mi pomóc, ale.. on tu jest.- powiedziałam nieśmiało patrząc w stronę Paula.

- Ale kto? Paul? [T.I] mówiłem Ci, że nie ma nic przeciwko byś jechała, to spoko gość, polub...- przewałam mu.

- Nie! Nie polubię, nie chce go znać to... on jest...- nie wiedziałam jak im to powiedzieć.

CDN.
_____________________________

Witajcie kochani ponownie, tym razem Zayn część trzecia, którą w końcu udało mi się napisać zupełnie samej... tym samym tez dedykuje ten rozdział Malikowej, która pomogła mi już wiele wiele razy i jestem Ci wdzięczna Kochana. Wybaczcie, że taki beznadziejny, ale mam nadzieję, że chociaż jednej z Was się spodoba. Piszcie komentarze, rozsyłajcie stronkę dalej. Pomóżcie rozwinąć skrzydła temu blogowi. Pozdrawiam i do następnego. 

niedziela, 23 listopada 2014

Zayn II

*** perspektywa Zayna ***.



Obudziłem się jeszcze przed [t.i.]. Przetarłem twarz i zaspane oczy ruszyłem się z łóżka i postanowiłem zajrzeć do mojej tymczasowej współlokatorki. Otworzyłem cichutko drzwi, dziewczyna była odwrócona tyłem do drzwi. Pomyślałem, że śpi, więc wycofałem się, zamykając cichutko za sobą aby jej nie obudzić. Postanowiłem zejść na dół coś zjeść i przy okazji zrobić coś dziewczynie do jedzenia by zjadła kiedy już wstanie, ponieważ mnie nie będzie a nie chce by znowu czuła się skrępowana czy coś. Zrobiłem śniadanie dla siebie, od razu zjadając po czym zająłem się jedzeniem dla niej, stawiając talerz na stole, a obok zostawiłem karteczkę informując gdzie jestem, o której powinienem wrócić by się nie martwiła.Spojrzałem na zegarek i dotarło do mnie, że mam dokładnie pół godziny do wyjścia. Zacząłem się szybko ubierać, a chwile potem wyszedłem z domu. Miałem tylko nadzieje, że nie pomyśli sobie,że ją opuściłem. Niby zostawiłem jej karteczkę, ale ona jest taka krucha. Bałem się, ale musiałem spełnić swoje obowiązki. Odsuwając myśli na bok zorientowałem się, że jestem już pod budynkiem, gdzie mieliśmy się spotkać z menagerem. Wszedłem do budynku gdzie od razu spotkałem się z chłopakami i czekaliśmy na Paula, zupełnie nie wiedziałem o co może chodzić, zresztą chłopcy też byli zdezorientowani. Trasa odpada, bo przecież nie dawno wróciliśmy, płyta? Hmm możliwe, ale czy to nie za szybko ? Sam nie wiem. Po pięciu minutach moje wątpliwości miały zostać rozwiane ponieważ pojawił się najważniejszy człowiek dla naszego zespołu, gdyby nie on to nie wiem co by z Nami było, jestem jednak pewien, że nic dobrego.

- No cześć chłopaki zapraszam do biura - odparł niskim głosem.

Weszliśmy jak nam nakazał, usiedliśmy na dużej sofie i czekaliśmy, aż mężczyzna coś powie.

- No więc? Co się stało, że nas ściągasz do biura? - zapytał Liam.

- Nie chodzi o następną trasę, prawda? - Zapytałem.

Mężczyzna milczał a my zaczęliśmy się denerwować, a ja chyba szczególnie. 

- W sumie chłopaki to....- w końcu przemówił. Co prawda to prawda Zayn, nie chodzi o trasę jednak...- no nie, znowu zaniemówił. 

- Do cholery Paul mów o co chodzi proszę Cię.- oburzył się Harry, a to nie wróżyło nic dobrego. 

- Harry nie denerwuj się .- odpowiedział spokojnie. 

- No to mów wreszcie, Paul to nie jest zabawne, dzisiaj przyjeżdża do mnie siostra z mamą nie chce by musiały tłuc się z lotniska autobusem czy taksówką, błagam Cię zlituj się nad Nami. - Powiedział już spokojniej Hazz.

- No dobrze, już dobrze. Chodzi o to, że... dostaliście zaproszenie do jakiegoś muzycznego programu, jakiś finał czy coś... musimy wylecieć jutro z samego rana do Portugalii, zostajemy tam najmniej 5 dni. - Zamarłem.

- ja-jak to? Paul z całym szacunkiem, ale czy Ty żartujesz? - Zapytałem zupełnie zszokowany.

Przecież nie mogę zostawić [T.I], Boże nie teraz..to muszą być jakieś kpiny. Załamałem się.

- O co chodzi Zayn? Nigdy nie protestowałeś, przecież to kochasz, Wy to kochacie, co się dzieje? - Zapytał zupełnie zbijając mnie z tropu. 

Co miałem powiedzieć? Że poznałem dziewczynę ? Że u mnie mieszka? Że nie chce, nie mogę jej zostawić? Zupełnie nie wiedziałem co odpowiedzieć. 

- Bo widzisz Paul..- zacząłem zmieszany. - Bo ja.. właściwie to...- zupełnie nie wiedziałem co odpowiedzieć.

- No Malik, nie mamy całego dnia wyduś to z siebie. Czemu tak usilnie nie chcesz jechać? Przecież to szansa, dla Ciebie dla Was.- dopytywali chłopcy i Paul.

No nic, ryzyk fizyk spuściłem głowę i powiedziałem.

- Nie jestem sam, nie mogę jechać... bo... poznałem kogoś nie mogę jej teraz zostawić.- Powiedziałem na jednym wdechu ze spuszczoną głową, odwróciłem się powiedziałem ciche przepraszam i wyszedłem.

- Zayn! Wróć!-usłyszałem głos Paula, odwróciłem się i stanąłem, a to co usłyszałem nie powiem... ucieszyło mnie. 

- Jeśli.... noo jeśli na prawdę nie chcesz jej zostawiać, to ją zabierz ze sobą.- Powiedział, a na mojej twarzy zagościł szorki uśmiech.

- Yyy.. mówisz poważnie? Mogę ?? Jeee...jeju Paul Dziękuje!!!- wykrzyczałem i przytuliłem go, był dla nas jak.... brat mimo różnicy wieku, ale był super gościem.

- No już już Zayn spokojnie, pogadaj z Nią i widzimy się jutro rano.- uśmiechnął się a ja pożegnałem się z chłopakami i wróciłem szczęśliwy do domu. 

Otworzyłem drzwi i pierwsze kroki poczyniłem do kuchni, niestety nie podobało mi się to co tam zastałem. Talerz z jedzeniem, które zostawiłem tutaj wychodząc był nietknięty, karteczka idealnie ułożona, zero oznak dziewczyny. Zmartwiłem się nie na żarty, pobiegłem szybko na górę i otworzyłem drzwi. Kiedy wszedłem zobaczyłem, że dziewczyna wcale nie zmieniła pozycji od kiedy ostatnio ją widziałem, jednak jej ciało delikatnie drżało, myślałem że jest jej zimno, więc ostrożnie podszedłem do niej z zamiarem okrycia jej ciała szczelniej, jednak kiedy dziewczyna wyczuła moją obecność odwróciła się gwałtownie i przytuliła tak mocno, że zamarłem i przez chwile nie wiedziałem co się dzieje, ale odwzajemniłem gest i w końcu do mnie dotarło że szlocha. Znowu.

Zacząłem delikatnie pocierać jej plecy, by choć na chwilę przestała płakać. Trwaliśmy tak do momentu aż się nie uspokoi, po czym zorientowałem się, że przez to wszystko jestem jeszcze w butach i kurtce. Odsunąłem się od niej na kilka wręcz milimetrów, ponieważ dziewczyna od razu przyparła do mnie jeszcze mocniej.

- Shhh, [T.I] nie płacz, za chwilę wrócę muszę tylko zdjąć kurtkę i buty, nigdzie nie idę.- próbowałem jej wyjaśnić i chyba się udało, ponieważ po chwili uścisk zelżał, a blondynka niepewnie się odsunęła opierając plecami o ścianę. Zanim zamknąłem drzwi spojrzałem w jej stronę i zrobiło mi się jej na prawdę żal, siedziała pusto patrząc na drzwi. Martwiłem się.

Wykonawszy swoje zajęcia, poszedłem do kuchni po śniadanie dziewczyny zaparzyłem świeżą herbatę i poszedłem do jej pokoju.

- Przyniosłem Ci śniadanie, zostawiłem je rano gdy wychodziłem, czemu nie zjadłaś?

Tym pytaniem chyba jednak przesadziłem, niby o nic takiego nie pytałem, ale ona się lekko skuliła przyparła do ściany jeszcze mocniej, o ile to w ogóle możliwe, już nie wiedziałem co robić i jak do niej dotrzeć, nie ufała mi to było pewne a ja musiałem, chciałem to zmienić, ale zupełnie nie wiedziałem jak. Pokręciłem głową z rezygnacją odstawiłem tace koło niej i ostrożnie usiadłem obok na łóżku i obserwowałem nieśmiałe ruchy dziewczyny, od rana nic nie powiedziała.

Cisza miedzy nami trwała tak długo aż dziewczyna nie zjadła i nie wypiła tego co jej przyniosłem. Chwilę po tym jednak zadała mi pytanie które mnie zaskoczyło.

- Gdzie byłeś?? Wołałam Cię, prosiłam byś przyszedł bałam się miałam zły sen. Mój... mój ojciec chciał Cię skrzywdzić, tak bardzo się bałam.

- Byłem, w pracy, nasz menager, Paul chciał z nami coś omówić.Pamiętasz? Wspominałem Ci, że śpiewam w zespole. 

Po tym zdaniu nie wiem czemu, ale dziewczyna pobladła. Przerażenie miała wymalowane na twarzy, co ja znowu do cholery źle zrobiłem. Chwile później powiedziała mi co ją tak wystraszyło.

- P..Pa.....Paul?? - pierwszy raz widziałem, jak można sparaliżować człowieka wypowiedzeniem jednego, jedynego imienia. Nie wiedziałem o co chodzi. 

- No tak właśnie powiedziałem, Paul, ale spokojnie nic się nie stało, widzisz? Jestem cały i zdrowy. Wiesz? Jutro mamy jechać na jakiś występ do Portugalii, na całe pięć dni. 

- Wyy... wyjeżdżasz?! Zostawiasz mnie? Nie proszę, nie teraz błagam Cię ja się boje, nie zostawiaj mnie.

- Eyy, spokojnie rozmawiałem z menagerem powiedział, że.... możesz jechać z Nami, poznasz moich kolegów, Paula. Pozwiedzamy, zobaczysz będzie fajnie.- uśmiechnąłem się pokrzepiająco.

- No nie wiem Zayn. Będę Wam tylko zawadzać, będziecie pracować, a ja ? Będę niepotrzebnym balastem, zresztą co będzie jak chłopaki mnie nie polubią ? A jeśli mój ojciec mnie znajdzie? On jest zdolny do wszystkiego, tu jestem bezpieczna, ale jak gdzieś na ulicy mnie zauważy? Wole zostać tutaj. Doceniam co dla mnie robisz, ale nie chce tego wykorzystywać, masz swoje życie, obowiązki. Przepraszam, że zwaliłam Ci się z buciorami w życie. Odejdę. Tak będzie lepiej.

- Nie wygłupiaj się [T.I] Nikomu nie będziesz przeszkadzać, jakby Paul tak uważał nie zaproponowałby zabrania Ciebie, a chłopcy są naprawdę wspaniali, polubią Cię, niczym się nie przejmuj na każdy występ wywiad próbę czy cokolwiek sobie menager wymyśli będziesz jechała z Nami, nie będziesz ani an chwile sama, no chyba że w łazience.- próbowałem zażartować.- Jeśli chcesz odstąpię Ci swojego ochroniarza, za każdym razem jak będziesz chciała wyjść gdzieś, a ja nie będę mógł on pójdzie z Tobą. Będzie dobrze. Przy mnie jesteś bezpieczna pamiętasz? To co ? Jedziesz?

- Nie jestem przekonana, ale jeżeli to takie ważne dla Ciebie to myślę, że w ostateczności mogę pojechać.- Wreszcie się uśmiechnęła, a ja odetchnąłem z ulgą.

Spojrzałem na zegarek i już chciałem jej powiedzieć by się pakowała, ale przypomniałem sobie, że nie ma żadnych rzeczy, ze sobą, więc odparłem.

- Wiesz rano mamy samolot, a skoro jedziesz z Nami musisz mieć jakieś ciuchy. Nie proponuje byś szła do domu po swoje rzeczy bo pewnie tego nie chcesz, dlatego... mam popołudnie wolne, pojedziemy na zakupy, kupisz co chcesz wrócimy spakujemy się a jutro podbijamy Portugalię.

Uśmiechnęła się delikatnie, wstała z łóżka i poszła do łazienki, a ja wziąłem tace i zaniosłem na dół. Ubrałem na nowo buty i kurtkę i czekałem na dziewczynę, która chwile potem zjawiła się w drzwiach, zobaczywszy ją uśmiechnąłem, się wziąłem delikatnie pod rękę i poszliśmy na zakupy, oczywiście przy kasie histeria bo przecież dziewczyna nie ma kasy, nie może wziąć tego czy tamtego bo za drogie bla bla bla... kobiety. 

- Ile płace? - Zapytałem ekspedientki za kasą, usłyszawszy kwotę wyciągnąłem moją kartę w kierunku kasy i chciałem już płacić, ale oczywiście [T.I],mnie powstrzymała. 

- Boże, Zayn ja... przepraszam, nie wiedziałam, że to wszystko takie drogie odniosę to i znajdziemy coś tańszego, nie chce byś bulił kasę na obcą laskę, to Twoje pieniądze nie chce tego wykorzystywać. 

Udawałem, że nie słyszę co dziewczyna mówi, uśmiechnąłem się do kasjerki, pokiwałem znacząco głową i podałem kartę by dokonać transakcji. 

Widziałem wzrok [T.I], wiedziałem, że chciała coś powiedzieć, jednak za chwilę zamknęła usta i już nie protestowała. Po udanych zakupach pojechaliśmy do domu i zaczęliśmy się pakować. Godzinę później wszystko było już gotowe, pooglądaliśmy telewizję, i poszedłem robić kolację. W trakcie kolacji widziałem, że dziewczynę coś gryzie, wyraźnie chciała coś powiedzieć, albo zapytać jednak chyba nie do końca wiedziała jak, minęło trochę czasu a zielonooka w końcu wykrztusiła z siebie co chciała. 

- Jacy oni są? Tzn, chłopcy ? No wiesz Ci Twoi koledzy? - zadała stos pytań na raz na co się uśmiechnąłem i odpowiedziałem.  

- Oni są... są na prawdę w porządku, zabawni, jeśli potrzebujesz pomocni, ale na ogół to takie duże dzieci, zobaczysz polubisz ich, nie będziesz się nudzić, to Ci mogę obiecać.-Uśmiechnąłem się. 

Posprzątaliśmy po kolacji porozmawialiśmy chwilę i postanowiliśmy się położyć spać.

- Dobranoc [T.I].- Chciałem odchodzić, ale dziewczyna mnie zatrzymała.

- Zayn,, czy... bo... no bo wiesz....- była zupełnie zmieszana.

- No co się stało? - zapytałem.

- No bo widzisz, pomyślałam, czy nie mogłabym....- denerwowała się.

Podszedłem do niej pogładziłem jej ramie by dodać otuchy, co po chwili wynagrodziła mi wypowiadając słowa, które mnie zupełnie zaskoczyły, nie spodziewałem się.

- Czy mogłabym spać dzisiaj z Tobą?- zaczerwieniła się i spuściła głowę.

- Oczywiście, idź już do pokoju, a ja wezmę prysznic i wrócę do Ciebie.

Wróciłem dziesięć minut później dziewczyna leżała odwrócona do drzwi, oczy miała otwarte, uśmiechnąłem się podszedłem do łóżka nakryłem Nas kołdrą i próbowałem zasnąć, za nim jednak do tego doszło dziewczyna po raz setny chyba mnie zaskoczyła. Pocałowała mnie znienacka w policzek, powiedziała ciche dziękuje, wtuliła się w moją klatkę piersiową i zasnęła, ja zaraz po niej lekko zaskoczony, ale dziwnie spokojny i... szczęśliwy.
________________

Wreszcie, wreszcie, wreszcie!!! Wróciłam do Was z nową częscią, nie wiem jeszcze ile będzie części, raczej sporo. Tradycyjnie dziękuje Malikowej, wiem że to czytasz. Jesteś wspaniała ;* Czytajcie, komentujcie... motywujcie. Mnie... Nas :)

piątek, 19 września 2014

Zayn cz. I

Wszystko zaczęło się dokładnie pięć lat temu. Wracałam wtedy z imprezy od koleżanki. Niestety byłam spóźniona do domu już jakieś dwie godziny,nie bałam się jednak, bo wiedziałam, że mama jest w delegacji więc nie będzie krzyczeć, a tata nigdy na mnie nie krzyczał o spóźnienie, ponieważ uważał że jestem już duża ,odpowiedzialna i nic mi się nie stanie. Niestety wróciwszy do domu,coś w zachowaniu ojca było inne. Był zły, żeby nie powiedzieć wściekły. Krzyczał na mnie, na początku pomyślałam sobie, że to tylko dlatego, ponieważ się martwił.Jakież było moje zdziwienie kiedy po prostu mnie uderzył. Ktoś kiedyś powiedział, że jeżeli uderzy raz będzie robił to ciągle. Byłam pewna tego iż dotyczy to tylko związków. Niestety ojciec chyba słyszał to samo, ponieważ robił to coraz częściej i częściej, aż w końcu codziennie. Czego nie robiłam, było źle, czy dobrze i tak dostałam. Za co ? Właściwie, za wszystko. W domu nie posprzątane, obiad niegotowy, za późny powrót, Był piątek wracałam ze szkoły, dzisiaj było zakończenie roku, a że uczyłam się całkiem dobrze, żeby nie powiedzieć celująco, wracałam ze świadectwem z paskiem. Byłam z siebie zadowolona tego samego chciałam od ojca, by chociaż był ze mnie dumny. Niestety.  

- Wróciłam ! - zawołałam. 

- Co krzyczysz?! Myślisz, że jestem głuchy- wykrzyczał i wymierzył policzek.

- Ale..ale chciałam tylko...- przerwał mi.

- Nie obchodzi mnie to czemu wróciłaś tak wcześnie, co Ci mówiłem...-przerwałam, byłam już nieźle wkurzona.

- Widzisz?! Nawet nie wiesz, co się w około dzieje. Miałam zakończenie roku. Specjalnie wróciłam do domu, by się paskiem pochwalić,ale nie.... bo Ty wolisz krzyczeć i bić.Mam dosyć !- wykrzyczałam i wybiegłam, tak jak stałam nawet się nie pakując. Słyszałam za plecami jak mnie woła, ale mnie to już nie interesowało.

Wyszłam na ulice i cały czas myślałam gdzie się udać. Nie mam u kogo się zatrzymać, niby mam znajomych, ale żaden z nich nie był mi na tyle bliski, by zawracać głowę moimi problemami. Po chwili namysłu postanowiłam, że pójdę do parku a potem będę myśleć co dalej. Usiadłam na ławce, spuściłam głowę i myślałam gdzie mogę się zatrzymać, przecież do domu nie wrócę, a na dworze zostać nie mogę, przecież może...w tym momencie myślenia przerwało mi coś mokrego na mojej dłoni... spojrzałam w niebo.

- No pięknie deszcz, cholera i co teraz? Myśl [t.I] myśl.-myślałam na głos. Byłam zrozpaczona. 

Mój strój był dosyć nieciekawy, zważając oczywiście na sytuację, ponieważ miałam na sobie tylko białą bluzeczkę, czarną spódniczkę, buty i oczywiście moje świadectwo,które odebrałam kilka godzin temu. Łzy spływały mi jedna po drugiej, na szczęście w deszczu tego nie widać, siedziałam tam jeszcze chwilę, nagle uświadamiając sobie, że mimo wszystko jestem sama, nie mam zupełnie nikogo. W pewnym momencie poczułam czyjś dotyk na ramieniu, bardzo się wystraszyłam, a kiedy spojrzałam w górę, ujrzałam chłopaka o pięknych brązowych oczach, lekko się odsunęłam, a chłopak usiadł koło mnie na ławce i się odezwał.

- Hej, nie bój się, nic Ci nie zrobię. Jestem Zayn a Ty?- zapytał i wyciągnął dłoń w moim kierunku.

- [T.I], powiedziałam najciszej jak się dało, sama nie wiem czemu bałam się odezwać.

- Hm.. mówiłaś coś?- odezwał się, co oznaczało że nie słyszał odpowiedzi.

No dalej [T.I] nie bój się, odezwij się. Zawiesiłam się na chwilę, ale zaraz chłopak wyrwał mnie z amoku.

- Eh, chyba nie chcesz rozmawiać, przepraszam.Pa.- chciał już odchodzić a ja w ostatniej chwili odzyskałam siłę.

- [T.I], mam na imię [T.I]- powiedziałam, już na tyle głośno by chłopak usłyszał.

Sądząc po reakcji tak się stało, ponieważ Zayn stanął jak wryty, odwrócił się i z uśmiechem wrócił na ławkę mówiąc.

- Miło mi Cię poznać, swoją drogą nie spotykane imię w Londynie, ale piękne. 

Zarumieniłam się i spuściłam głowę.

- Dziękuje -odpowiedziałam i w tym momencie zapadła cisza, którą zakłócił Zayn.

- Wybacz, że pytam, ale... co tu robisz? Jest zimno, pada a Ty...- przerwałam mu.

- A ja tutaj siedzę w spódniczce i cienkiej bluzce - dokończyłam.

- No ale... przecież... Nie zimno Ci? W ogóle czemu tak późno się szwendasz, to niebezpieczne miasto, piękne ale niebezpieczne. Wracaj do domu, jeśli chcesz.. odprowadzę Cię.

- Nie ! - zerwałam się szybko z ławki i zaczęłam uciekać. Znowu uciekać, ale tym razem z parku przed chłopakiem który tak na prawdę nic mi nie zrobił. Słyszałam jak mnie woła ale się nie odwróciłam tylko biegłam, dotarłam do jakiegoś małego opuszczonego domu, gdzie postanowiłam spędzić dzisiejszą noc.

Usiadłam na ziemi i próbowałam uspokoić swój oddech. W tym czasie usłyszałam kroki, odwróciłam się w kierunku odgłosów i zobaczyłam, Zayna.


- Dlaczego uciekasz ? - Zapytał i usiadł obok.

- Nie uciekam, ależ skąd ja po prostu lubię spać w opuszczonych domach, na zimnej podłodze ledwo co ubrana. 

- odpowiedziałam sarkastycznie, i próbowałam się uśmiechnąć.

-Przestań [T.I]! Proszę, myślisz że mnie nabierzesz? Nic z tych rzeczy. Mieszkam z trzema siostrami, wiem kiedy kobieta chce coś ukryć. Płakałaś. - po tych słowach spojrzałam na niego zaskoczona skąd on to wiedział, przecież deszcz padał!

- Zaskoczona? Myślałaś, że deszcz zakryje Twój ból i cierpienie? Nie tym razem. Więc... co się stało i co tu robisz?

Chwilę myślałam czy opowiedzieć mu co się wydarzyło, w końcu go nie znam, nie wiadomo co się może stać. W końcu przemyślałam wszystko i postanowiłam go bardziej poznać i dopiero odpowiedzieć co się dzieje.

- Halo [T.I], ziemia Cię wyzywa.- Próbował mnie rozbawić.

- Przeprasza, jestem. Co do pytania opowiedziałabym Ci, ale... nie znam Cię, może jak się lepiej poznamy, dobrze? - Zapytałam nieśmiało i czekałam na odpowiedź.

- Yy, jasne, rozumiem wybacz,ale nie zostawię Cię samej śpię tutaj, ale spokojnie nie tknę Cię.- Podniósł ręce w geście obronnym.

- Nie musisz, idź do domu, jeśli chcesz przyjdź jutro zobaczyć czy żyje. - Ta wypowiedź wyraźnie chłopakowi się nie spodobała.

- [T.I], do cholery! Wiem, że się nie znamy nie każe Ci ze mną rozmawiać, ale nie zgrywaj chojraka. Zostaje i śpię tutaj i ani słowa!

- No dobrze, skoro się tak upierasz..ale nie ciesz się, jesteś tu na moich warunkach. Nie zadajesz pytań, nie dotykasz mnie.

Brunet chociaż nie chętnie zgodził się na to, jednak jak się okazało wzmianka o dotykaniu zabolała mnie. Sama nie wiem czemu, ale potrzebowałam przytulenia, bezpieczeństwa które, jak coś mi mówi znajdę właśnie w ramionach tego obcego chłopaka. Na szczęście szybko się ogarnęłam i zignorowałam to.Nastała noc, rozłożyłam się na kurtce Zayna, którą wręcz mi wcisnął, nie sprzeciwiałam, się bo podłoga była brudna, a Zayn oczywiście uparł się że nie mogę ubrudzić swojego ubrania. Sam spał na pustej, zimnej i twardej podłodze. Czy taki chłopak na prawdę mógłby kogoś skrzywdzić? Wkrótce miałam się dowiedzieć. Zmęczona przemyśleniami zasnęłam, bardzo mocno. Obudziłam się rano, ku mojemu zdziwieniu nikogo w pomieszczeniu nie było, nie ukrywam, że początkowo mnie to cieszyło, lecz po około godzinie jednak zaczęło mnie to niepokoić. Byłam głupia myśląc, że taki chłopak będzie sobie zaprzątać głowę taką dziewczyną jak ja, która nawet pogadać z nim nie chce. Znowu zostałam sama. Jedyne co dawało mi nadzieje na to, że być może wróci to fakt, że przecież miałam jego kurtkę.Niestety godziny mijały, a Zayn`a nie było. Byłam zmarznięta, głodna i.. samotna. Do domu wracać nie chcę, tata by mnie pewnie znowu zdzielił za niewinność.Zostało mi tylko to cholerne świadectwo. Szkoda, że papiery nie umieją mówić. Chwilę potem zaczęłam płakać z bezradności, bezsilności. Zwinęłam się w kłębek, cały czas płacząc i trząść się z zimna. Nagle naszła mnie myśl.

- Skoro nikt mnie nie chce, nie potrzebuje i nie kocha to znaczy, że czas na tej ziemi dla mnie się skończył? - To okropne ale przez tą myśl się uśmiechnęłam, przez łzy jednak zawsze coś. 

Nie wiem ile tak siedziałam, ale musiało to być nadzwyczaj długo, ponieważ usłyszałam jak ktoś lub coś wchodzi do pomieszczenia, w którym się znajduje. odruchowo spojrzałam w tym kierunku, okazało się że to Zayn, nie wiem czemu ale kiedy go zobaczyłam zaczęłam bardziej płakać i się trząść. To było.. dziwne uczucie. Mój towarzysz szybko do mnie podbiegł.

- Co się dzieje? Czemu płaczesz? - Pytał zatroskany, jednocześnie dotknął mojej ręki i zamarł. 

- Jesteś cała zimna. Boże [T.I] musimy się stąd zwijać, jesteś przemarznięta, zapewne głodna. - kucnął przy mnie i trzymając moją dłoń zaczął. 

- Wiem, że się nie znamy, wiem że mi nie ufasz i nie chcesz rozmawiać o tym co się stało, ale powinnaś znaleźć się gdzieś w bardziej cywilizowanym miejscu, rozchorujesz się. 

Po tych słowach podniósł mnie z zimnej ziemi. W tym momencie było mi wszystko jedno, czy mnie dotyka czy nie. Byłam tak przemarznięta i głodna, że nawet nie miałam siły stanąć na własnych nogach.Szyliśmy dosyć długo w nieznanym mi kierunku. Zaskoczył mnie determinacją i łatwością jaką mnie nosi .Było mi tak cudownie, że nie chciałam by to się skończyło. Niestety chwile potem znaleźliśmy się w pięknym apartamencie, a chłopak położył mnie na mięciutkiej kanapie i okrył ciepluteńkim kocem, bardzo starannie.

- Przyniosę Ci jakieś ubrania -po tych słowach ruszył na górę.

Zdążyłam jeszcze do niego krzyknąć.

- Zayn?! - chłopak odwrócił się w moją stronę z pytającym wzrokiem. 

- Dziękuje.- powiedziałam.

Chłopak uśmiechnął się i poszedł.

Siedząc na kanapie rozglądałam się po mieszkaniu, które było naprawdę pięknie urządzone. Chwile potem przyszedł chłopak z jakimiś ciuchami, zdziwił mnie fakt, że były one damskie.

- Trzymaj i się przebierz.- Spojrzałam na niego i wybuchnęłam śmiechem, nie chciałam ale nie mogłam się powstrzymać.

- Przepraszam, ale te ciuchy.. są...takie.. takie... damskie.- Ledwo powiedziałam.

Chłopak zrobił zdziwioną minę, jednak jego oczy stały się jakieś..inne, smutne. Nie wiedziałam co się stało już chciałam się odezwać, ale chłopak jakby czytał mi w myślach i powiedział.

- To ciuchy mojej byłej dziewczyny, Zostawiła je u mnie jak jeszcze byliśmy razem, przymierz czy pasują.- powiedział smutnym głosem, pokazał mi łazienkę po czym poszedł ze spuszczoną głową do jakiegoś pomieszczenia.

Zrobiło mi sie bardzo głupio, ale wykonałam polecenie i poszłam do łazienki. Przebrałam się, lecz nie mogłam wcisnąć się w spodnie, były za małe. Westchnęłam zrezygnowana naciągnęłam bardziej koszulkę i wyszłam z pomieszczenia.Postanowiłam poszukać Zayna i z nim porozmawiać, na szczęście chwilę potem udało się. Brunet siedział na łóżku, słuchał dołującej muzyki i dzierżył w dłoniach jakieś zdjęcie.

Nie wiedziałam czy się odezwać czy może lepiej nie, na szczęście chłopak mnie wyręczył i sam się odezwał.

- Pomoc ci w czymś ?
- Um ja.. -jąkałam się - te spodnie są na mnie za małe - poczułam rumieńce i jeszcze bardziej naciągnęłam koszulkę.

- Spokojnie, nie krępuj się, nie musisz się mnie wstydzić. - uspokoił mnie. - Wejdź i poczekaj dam Ci jakieś swoje spodnie. Jesteś głodna? Zrobię coś do jedzenia.- Wyszedł nie czekając na moją odpowiedź. 

Kiedy siedziałam tam sama zauważyłam zdjęcie jakieś dziewczyny, wzięłam je a moim oczom ukazała się śliczna szatynka o podobnej karnacji do tej którą miał Zayn, wyglądała jak jego siostra czy kuzynka, jednak pewne było że to jego dziewczyna a wygląd to tylko czysty przypadek. Odłożyłam zdjęcie na swoje miejsce i czekałam na powrót chłopaka, który jak sądząc po pytaniu stał cały czas i się na mnie patrzył.

- Ładna prawda? Kochałem ją.- powiedział smutno usiadł obok mnie i wziął z powrotem zdjęcie.

- Bardzo ładna - uśmiechnęłam się lekko.

- Zdradziła mnie..zabolało, bardzo. Byłem w trasie.- Usłyszałam jak głos mu się łamie, chciałam coś powiedzieć, ale mi przerwał.

- Zayn ja...

- Spokojnie [T.I], nic mi nie będzie, po za tym chętnie to z siebie w końcu wyrzucę.

Byłam zdziwiona ponieważ jego wyznanie znaczyło, że mi zaufał, a przecież w ogóle się nie znaliśmy. Poczułam się winna, ponieważ mnie nie było stać na wyznania.

- [T.I] skup się, przecież teraz najważniejszy jest on. - odrzuciłam te niedorzeczne myśli i słuchałam dalej co mówił, mimo iż słowa 'byłem w trasie" brzmiały dla mnie bardzo zagadkowo, miałam nadzieje, że chłopak odpowie na moje wątpliwości bez zbędnych pytań.

Chłopak opowiedział mi calą swoja historie związaną z tą dziewczyną. Było mi go szkoda, naprawdę. Nie wiem, jak można takiego chłopaka skrzywdzić. Miłym, troskliwy, pracowity, przystojny. Pewnie większość dziewczyn mając takie myśli zaraz by się skarciła, ale nie ja.. mi było wszystko jedno, co kto by o tym pomyślał.

- To było okropne co Ci zrobiła, nie rozumiem. Jednak nurtuje mnie jeszcze jedno pytanie. 

- Tak? A jakie?- odpowiedział zdziwiony.

- Powiedziałeś, że wtedy kiedy... no wiesz kiedy to się stało byłeś w trasie, co miałeś na myśli? Oczywiście jeśli nie chcesz nie mów. 

W odpowiedzi chłopak lekko się uśmiechnął i odrzekł. Okazało się wówczas, że jest sławny, ma zespół a trasa którą odbywał z kolegami to trasa koncertowa,promująca ich nową płytę. Byłam zdziwiona ponieważ słuchałam dużo muzyki oglądałam masę teledysków, ale Zayna jakoś nie kojarzyłam. A może po prostu teraz nie mogę sobie go skojarzyć, tyle się ostatnio działo. 

- Wybacz mi,że zapytałam ale zupełnie Cię nie kojarzę, tyle się ostatnio u mnie działo. Po tych słowach wypaliłam coś czego nigdy wcześniej bym nie zrobiła.

- Zayn.. a czy... Ty...mi...znaczy..- jąkałam się ponieważ naprawdę nie wiedziałam czy to dobry pomysł.- mógłbyś coś zaśpiewać?

Jego reakcja była trochę opóźniona ze względu na zaskoczenie jakie u niego wywołałam, ale po chwili zaśpiewał fragment jakiegoś utworu, jak się domyślam swojego. Miał nieziemski głos. Widać było, że to kocha i wkłada w to całego siebie i wszystkie swoje emocje. Skończył śpiewać i wlepił we mnie swoje urocze brązowe tęczówki, wyczekując reakcji.

- Wow... to było...było... niesamowite. Dziękuje.

- Nie ma za co najważniejsze, że poprawiłem Ci humor, masz śliczny uśmiech wiesz? - wywołał u mnie rumieńce, a zaraz potem poczułam jego ciepłą dłoń na policzku.

- Nie musisz się wstydzić, to nic złego.- pocierał delikatnie kciukiem mój zaróżowiony policzek.

Po tym geście nie wiem czemu, ale dotarło do mnie, że mogę mu zaufać jednak chwile jeszcze milczałam, chciałam by ta chwila trwała jak najdłużej. po około kwadransie przerwałam, chociaż bardzo niechętnie.

- To wszystko przez ojca.- powiedziałam nieśmiało.

- Hm, nie rozumiem? - Chłopak był zdziwiony moim nagłym odzewem.

- To przez niego wtedy w parku mnie znalazłeś, to dlatego spałam w tym opuszczonym domu, nie chciałam wracać do domu. Bałam się, że... że znowu to zrobi.

W tym momencie oczy chłopaka pociemniały, szczęka bardziej zacisnęła a warga zaczęła drżeć, sama nie wiedziałam dlaczego.

- [ T.I], nie mów że..- od razu zabrał dłoń, a ja natychmiast zrozumiałam o co chodzi.

- Spokojnie, nie zgwałcił mnie, on mnie... on.. on mnie tylko uderzył.- wyjąkałam.

- Jednorazowo prawda? Już więcej tego nie zrobił? Boże powiedz mi to był jeden jedyny raz, że się wystraszyłaś i uciekłaś, błagam.

W tym momencie wybuchnęłam płaczem jak małe dziecko któremu zabrano zabawkę, nie mogłam się uspokoić niestety chłopak odebrał tą reakcję jako jednoznaczną odpowiedź.

- Czyli to nie było jednorazowo - Po tych słowach, wypowiedzianych jak by do siebie chłopak mnie przytulił, a ja płakałam mu w koszulkę.

Po chwili odsunęłam się od chłopaka, nadal płacząc.

- Zayn... ja... ja się boje...nie chce tam wracać, nie wiem... nie wiem co mu się stało. Zawsze był dla mnie dobry... odkąd mama wyjechała i nie wiadomo czemu nie wraca, zmienił się. Za pierwszym razem... ja.... ja myślałam, że się zdenerwował bo wróciłam późno do domu i... i... się martwił, ale... ale.. kiedy u..uu..uderzył mnie znowu już nie wiedziałam czemu. Nie chce tam być, błagam nie odsyłaj mnie tam.- Wpadłam w panikę zupełnie nie wiem czemu.

- [T.I.] spokojnie nie odeśle Cię, nie bój się, ze mną jesteś bezpieczna. Już tam nie wrócisz przysięgam. Zostaniesz u mnie.

- Dz..dziękuje- odpowiedziałam, pewnie normalnie był odmówiła, ale co miałam zrobić ? Wrócić do ojca? Na pewno nie, spać pod mostem? Heh,[t.I] nie bądź śmieszna i tak Ci na to nie pozwoli.

- No już spokojnie - otarł moje łzy.- Chodź na kolację, zjemy coś. - wyciągnął rękę w moją stronę i zaprowadził do kuchni gdzie czekał na nas cieplutki posiłek.

Kiedy zobaczyłam te pyszności zaburczało mi w brzuchu za który automatycznie się złapałam. Dostałam znak od chłopaka, że mam siadać od razu to zrobiłam i chociaż niekulturalnie zaczęłam zaraz jeść, nie czekając ani na chłopaka ani na nic. Kiedy się opanowałam i spojrzałam na drzwi stał w nich Zayn, który miał ręce skrzyżowane na piersi i był oparty o framugę drzwi, bacznie mi się przyglądał a na twarzy rysował mu się delikatny uśmiech.

- Ty nie jesz? O matko przepraszam, prawie wszystko zjadłam... ja... wybacz mi.- spuściłam smutna głowę, wstałam delikatnie od stołu i zbierałam swoje naczynia,kiedy podszedł do mnie chłopak. Nie wiedząc czemu w tym momencie się odsunęłam zwinęłam w kłębek w rogu pomieszczenia, znowu przemówił przeze mnie strach, chociaż nie chciałam.

- Nie bój się, nic Ci nie zrobię, co do jedzenia już jadłem, to wszystko było dla Ciebie, chciałem tylko posprzątać.

Kiedy zobaczył dalej moją niepewność i strach z płuc wypuścił powietrze, pokiwał zrezygnowany głową, ale zaraz kucnął przy mnie i się odezwał.

- [T.I] posłuchaj, Nigdy nie skrzywdziłbym żadnej kobiety, wiem że dużo przeżyłaś, wiem że cierpiałaś ale zrozum nie każdy facet jest taki. - Wyciągnął w moją stronę rękę by pomóc mi wstać.

Nie pewnie chwyciłam jego dłoń i z małą pomocą wstałam z kafli. 

- Zayn przepraszam, ale chciałabym... znaczy... wiesz...ja... jestem zmęczona mógłbyś...- cały czas się denerwowałam. 

- Spokojnie, nie denerwuj się, już Ci pokaże gdzie śpisz. -uśmiechnął się pokrzepiająco. 

Chwilę leżałam w ciepłej pościeli i jakimś cudem poczułam na poduszce zapach perfum chłopaka, którym bez opamiętania się zaciągałam, aż zasnęłam.


_____________________________________

Wiem, nie było mnie szmat czasu, ale nareszcie mi się udało coś napisać oczywiście z pomocą niezastąpionej Malikowej, dziękuje kochana po raz milionowy chyba, gdyby nie Ty ten blog by już dawno nie istniał. :*