niedziela, września 06, 2015

Louis III

 Wstaliśmy koło godziny dziesiątej. Zrobiłem śniadanie , zawołałem Lucy chociaż wiedziałem, że nakłonienie jej do jedzenia graniczy z cudem. Tego dnia, jednak poszło prościej niż myślałem. Dziewczyna usiadła, zjadając ledwo co, ale dobre i to. Po posiłku Lucy bez słowa poszła do pokoju, chciałem ją przytulić, ale ta tylko się odsunęła i zamknęła w sypialni, nie było to miłe, ale przecież nie mogę jej zmusić. Trasa zbliżała, się wielkimi krokami, martwiło mnie tylko to, co dalej z Lucy, wyjeżdżamy na rok, brzmi kosmicznie, ale wiadomo, szybko zleci. Jednak Luc może zareagować nie najlepiej, zważywszy na fakt, że ten rok spędzi w klinice, co prawda może być pod opieką swoich czy moich rodziców ale uważam, iż szpital dla niej to odpowiednie miejsce. Koło szesnastej odwiedzili nas chłopcy, a zaraz za nimi, znikąd pojawił się Paul. Zupełnie nie miałem ochoty na żarty, czy chociażby cieszenie się z tej trasy, której się bałem, jak diabli. Oczywiście moje samopoczucie nie umknęło uwadze chłopaków.

- Ej, stary co Ci jest? - zapytał z troską Liam.

- Nie cieszysz się z tej trasy? Przecież lubisz jeździć. - Tym razem odezwał się Harry.

- Nie o trasę chodzi, tylko o Lucy - nabrałem powietrza i mówiłem dalej. - Z Lucy jest nie najlepiej. Trasa trwa rok. Chcę ją wysłać do kliniki,potrzebuje pomocy, a ja sobie nie radzę, tylko jej reakcja mnie martwi. Co jeżeli pomyśli, że chcę z nią zerwać? Jak mam jej to wszystko wyjaśnić? Wczoraj mnie obwiniała za całą sprawę, nie mam jej tego za złe, ale co będzie, jeżeli ona tak pomyśli ? - Załamałem się.

 Chłopcy posiedzieli jeszcze trochę, przekonywali mnie do tego, iż moja decyzja jest słuszna i że powinienem przestać się martwić, przecież mogę ją odwiedzać i w gruncie rzeczy mają rację, no to odliczamy. Poinformowałem jej rodzinę, w końcu oni muszą wyrazić również zgodę, stwierdzili dokładnie to samo co chłopcy, że to dobry pomysł i nie mają mi tego za złe, za podjęcie takiej a nie innej decyzji, teraz tylko przekonać Lucy do wszystkiego.

 Przez te trzy dni ledwo żyłem, mało spałem i podobnie jak Lucy mało jadłem. Postanowiłem jej powiedzieć, że jedziemy na wycieczkę, wiem kłamstwo jest złe, ale wole jej to wszystko wyjaśnić w obecności specjalistów, na wypadek jakby dostała histerii, czy ataku paniki.

- Kochanie, gotowa?? - zawołałem, na szczęście dzisiaj Lucy była spokojna i nawet kontaktowa.

 Zeszła na dół, co szczególnie mnie ucieszyło, uśmiechała się oczywiście odwzajemniłem gest chociaż w porównaniu do niej byłem zestresowany.

- Gdzie mnie zabierasz? - No i się zaczęło.

- Zobaczysz, nie martw się. Spodoba Ci się. - Mam nadzieję - pomyślałem.

 Podróż zajęła nam aż dwie godziny, im byliśmy bliżej tym bardziej się denerwowałem i tym razem nie udało mi się tego dostatecznie dobrze ukryć.

- Coś się stało? Czemu się denerwujesz? - Zapytała, a ja odetchnąłem z ulgą gdy zobaczyłem budynek kliniki i kilku lekarzy pod nim. - G-Gdzie my jesteśmy? Kim są Ci ludzie? Zawieź mnie do domu, Louis ja chcę do domu, rozumiesz?!

 Wysiadłem z samochodu przywitałem się z personelem a kiedy chciałem iść po Lucy okazało się że ta już wyszła z samochodu, było widać, dezorientacje i strach w jej oczach. Podszedłem powoli w jej kierunku, prosząc po cichu lekarzy by byli gotowi na szybką reakcję, oczywiście jeżeli będzie taka potrzebna.

- Lucy posłuchaj, to są lekarze oni się Tobą zajmą, wiesz przecież że wyjeżdżam, obiecuje Ci, że będę Cię odwiedzać, w miarę możliwości dzwonić, a jak tylko wrócę zabiorę Cię stąd. Dobrze?

- Kłamiesz, Louis! Nie kochasz mnie, prawda? Jestem tylko problemem, tak?! Zostawisz mnie tu i zapomnisz! Może się zabije, co?! Będzie najlepiej! - Zbladłem, wiedziałem że jest do tego zdolna, zacząłem nabierać wątpliwości czy w ogóle jechać gdziekolwiek, czy ją tutaj zostawić czy to na prawdę dobry pomysł.

- Panno Michell, proszę pójść ze mną pokaże Ci pokój. - Powiedział pielęgniarz, który ostrożnie chwycił Lucy za rękę i zaprowadził do budynku, a do mnie podszedł lekarz.

- Witam panie Tomlinson, proszę się niczym nie martwić, zajmiemy się nią, jest pod dobrą opieką. Nasz personel jest wyszkolony odpowiednio, Panna Michell jest bezpieczna i obiecuje panu, że szybko wróci do zdrowia.

- Bardzo panu dziękuje doktorze, proszę jej pilnować, już raz próbowała popełnić samobójstwo. Nie będzie mnie w kraju przez większość czasu, ale w razie jakichkolwiek problemów proszę do mnie dzwonić, albo do mojego menagera. - Podałem lekarzowi numer Paula i chciałem już jechać do domu, ale w ostatniej chwili zapragnąłem zobaczyć moją księżniczkę, cofnąłem się do budynku. Złapałem lekarza z którym jeszcze chwilę temu rozmawiałem, zapytałem o numer pokoju mojej dziewczyny, a kiedy już go dostałem,pognałem we wskazanym kierunku. Chciałem już wchodzić do pokoiku ale usłyszałem jak rozmawia z pielęgniarką.

- Chłopak musi Cię bardzo kochać, aż miło na Was popatrzeć, zobaczysz nim się obejrzysz, będziesz zdrowa, a on będzie przy Tobie. - Uśmiechnąłem się na chwilę, a właściwie do czasu, w którym Lucy się nie odezwała.

- To mój były chłopak, gdyby mnie kochał, nie zostawiłby mnie, nie mogłam mu dać dziecka to znajdzie sobie lepszą, już tu nie wróci - W tym momencie wszedłem do pokoju i się odezwałem zaskakując tym Lucy, ponieważ pielęgniarka widziała mnie już wcześniej.

- Jesteś pewna? Przecież tu jestem, jak możesz wątpić w moje uczucia? Może teraz tego nie rozumiesz, ale gdybym Cię nie kochał nie zostawiłbym Cię tutaj, nie pomógł Ci, na prawdę za takiego złego mnie uważasz? - Zadałem jej mnóstwo pytań, a w tym czasie pielęgniarka oznajmiła że zostawi nas na chwilę byśmy pogadali, usiadłem na przeciwko jej i czekałem co powie.

- Louis, ja... Rozumiem, że masz dosyć, wiele razy słyszałam, jak mówisz że sobie nie radzisz. Wiem, że potrzebujesz dziewczyny zdrowej, którą będziesz mógł zabrać ze sobą w trasę czy zostawić w domu bez stresów,że znowu zechcę targnąć się na życie, takiej która nie będzie mówić do powietrza czy poduszki. Zostaw mnie tutaj wyjdź i nie wracaj, tak będzie najlepiej, zasługujesz na kogoś lepszego, kocham Cię, ale ja już nie wyzdrowieje, dla mnie już nie ma nadziei, przepraszam. - To było najdłuższe przemówienie jakie wyszło z jej ust od dwóch lat. Zupełnie mnie zaskoczyła, ale musiałem udowodnić coś i sobie i jej.

- Lucy,wiem, że jest Ci ciężko, mi też lekko nie jest, ale podobnie jak Ty, ja kocham Ciebie i się nie poddam.Wyjeżdżam, ale wrócę, lekarz ma numer do mnie i Paula, jak tylko coś się będzie działo zjawie się, rozumiesz? Nawet jeżeli musiałbym przerwać koncert, to zrobię to, bo jesteś ważniejsza, niż ta cała trasa, wiem że fani czekają na Nas od bardzo dawna,ale przecież wiesz, że Cię lubią i zrozumieją sytuację. Twoja i moja rodzina będą Cię odwiedzać, a ja będę dzwonił do Ciebie codziennie jak tylko będę mógł, i nawet nie myśl o tym by sobie coś robić. Nie długo się zobaczymy przysięgam. - Przytuliłem ją co ona odwzajemniła, chyba za wszystkie te dwa lata, bo prawie mnie udusiła, ale nie ważne.

 Będę za nią tęsknić i to już od momentu wyjścia stąd. Zapowiada się najgorszy rok w moim życiu.


_________________

Wiem, ze znowu czekaliście dłuuugo, ale mam nadzieję, że się opłacało będzie jeszcze jedna może dwie części amoze wiecej, chciałam tego uniknąć, ale czego się dla Was nie robi <3 Wiecie co robić, Koocham <3





2 komentarze:

  1. Woow *o* perf �� dawaj next ����

    OdpowiedzUsuń